Partner strategiczny:
Tutaj jesteś: rp.pl » Turystyka » Biura Podróży

Biura Podróży

Leila Ben Arfi: Estetyka w turystyce jest dla mnie ważna

Nelly Kamińska 08-03-2019, ostatnia aktualizacja 08-03-2019 07:14
źródło: materiały prywatne

Prowadzi biuro podróży od 27 lat. Pokonując trudności, ale i wykorzystując atuty, jakie daje jej pochodzenie i płeć, stworzyła firmę, która weszła do pierwszej dwudziestki największych tego typu w Polsce – Tunezyjka Leila Ben Arfi

Nelly Kamińska: Mieszka pani w Polsce już 34 lata. Jak pani tu trafiła?

Leila Ben Arfi: Przyjechałam do Polski w 1985 roku na studia. Miałam 20 lat, byłam świeżo po ślubie. Większość Tunezyjczyków po maturze wyjeżdżała na studia do Francji, mnie do przyjazdu do Polski namówił wuj, który pracował w ambasadzie Tunezji w Warszawie.

Nie ukrywam, że przeprowadzka do Polski była dla mnie wstrząsem. W tamtych czasach w Tunezji żyło się nieporównanie lepiej. Przyjechałam z pięknego, słonecznego kraju, gdzie na wyciągnięcie ręki miałam morze i plażę, do szarej i smutnej, jak mi się wydawało, Polski. Pierwszy tydzień przepłakałam.

Po rocznym kursie języka polskiego w Łodzi zaczęłam studia na Wydziale Architektury Politechniki Białostockiej. W mojej rodzinie prawie wszyscy są lekarzami, ale ja nie chciałam iść na medycynę.

Pomimo trudnych początków szybko zaaklimatyzowałam się w Polsce, a studia były najpiękniejszym okresem w moim życiu. W tamtych czasach Polacy nigdzie nie wyjeżdżali i nie mieli kontaktów z cudzoziemcami, byłam więc dla nich nie lada atrakcją.

Starałam się żyć tak, jak Polacy. Żeby się do nich upodobnić, sprzedałam swoje kolorowe ubrania. Jadłam ogórki, kartofle i kotlety. Razem z kolegami ze studiów jeździłam do Berlina i Pragi handlować ubraniami. Tyle że ja byłam bystrzejsza od kolegów, bo na zwykłe bluzki i swetry naszywałam cekiny i tak przyozdobiony towar sprzedawałam na pniu.

Po pięciu latach z dyplomem magistra inżyniera architekta rozpoczęłam studia doktoranckie na Politechnice Warszawskiej. Zaczęłam też pracować w zawodzie.

Jak więc została pani szefową biura podróży?

Moi polscy znajomi nie wiedzieli zbyt wiele o Tunezji albo mieli o niej mylne wyobrażenia, ktoś nawet pomylił ją z Tanzanią. Postanowiłam więc pokazać im mój kraj i zorganizować dla nich wycieczkę. W ten sposób do Tunezji pojechała pierwsza zorganizowana grupa Polaków - 15 architektów.

Odnalazłam się w roli organizatorki i poczułam, że mogłabym się dalej tym zajmować. Niespodziewanie hotel, w którym zakwaterowałam grupę, zaproponował mi współpracę. Zrezygnowałam z pracy architekta i w 1992 roku wraz z mężem otworzyłam biuro podróży Best Reisen, które prowadzę do dziś.

Jak radziła sobie pani z prowadzeniem biznesu w polskich realiach, jako cudzoziemka, przedstawicielka kultury arabskiej, a do tego młoda żona i matka?

Ludzie myślą, że ktoś musiał mi wtedy pomagać. Nikt mi nie pomagał. Zaczęłam od zera i sama do wszystkiego doszłam. Koledzy po fachu pytają, jak godzę wszystkie obowiązki. Oni mają do pomocy żony, które dbają o dom. Ja przez całe życie zajmuję się i firmą, i domem. Nie mam nawet czasu na podróże, o ile nie wiążą się one z pracą. Raz w roku odwiedzam tylko rodziców w Tunezji.

Ostatnio dużo mówi się w Polsce o rasizmie, ale ja nigdy go nie doświadczyłam. Nikt mnie źle nie traktował, a i ja nie miałam problemów ze swoją innością, bo nie czułam się gorsza, nie miałam żadnych kompleksów, przeciwnie, zawsze miałam o sobie wysokie mniemanie. Nie przyjechałam do Polski jako biedna imigrantka. Dobrze się uczyłam, skończyłam studia w terminie, zaczęłam pracować i dawałam pracę innym.

W branży turystycznej najwyższe stanowiska zajmują zazwyczaj mężczyźni. Czy rola prezesa biura podróży nigdy pani nie ciążyła?

Chciałam być traktowana na równi z innymi, a nie zawsze tak było, co mnie bardzo bolało. Tym bardziej, że wywodzę się ze środowiska, w którym kobiety na wysokich stanowiskach nikogo nie dziwią. Pochodzę z wykształconej, liberalnej rodziny, tata pozwalał mnie i moim siostrom na wszystko, pod warunkiem, że się uczyłyśmy.

Na pozycję w branży musiałam zapracować. Dwa razy ciężej niż mężczyźni. Po latach w biznesie radzę sobie jednak ze wszystkim. W zależności od okoliczności potrafię być twarda lub delikatna. Świadomie wykorzystuję swoją kobiecość, żeby osiągnąć cel. Zdarzają się sytuacje, które mnie przytłaczają, ale wtedy robię dobrą minę do złej gry. Nigdy nie okazuję słabości.

Jak wyglądały pani pierwsze lata w biznesie turystycznym?

To był początek lat 90., turystyka w Polsce dopiero raczkowała, a dużymi biurami mogły nazwać się tylko Best Reisen i Oasis Tours. Rekordy popularności biły wtedy czarterowe wycieczki do Tunezji i Egiptu. Ja jednak szybko znudziłam się masową turystyką czarterową. To nie mój styl. Po dwóch latach stwierdziłam, że nie chcę iść tą drogą i będę robić coś innego.

Poprzednia
1 2 3

Przeczytaj więcej o:  Best Reisen

rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Notowania walut

X-Trade Brokers SA

TV.RP.PL

common