Branża turystyczna: Projekt ustawy o imprezach turystycznych trzeba poprawić

Filip Frydrykiewicz

Touroperatorzy, agenci turystyczni, ubezpieczyciele i samorządowcy mają zastrzeżenia do projektu ustawy o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych. Najdalej idą firmy ubezpieczeniowe: Ustawa jest dla nas nie do przyjęcia

Rozpoczęły się prace nad projektem najważniejszej od lat ustawy określającej zasady działania branży turystyki wyjazdowej. Wczoraj pierwszy raz zebrała się powołana dwa tygodnie wcześniej podkomisja, która ma się zająć ewentualnym poprawieniem projektu. Przedstawiając projekt wiceminister odpowiedzialny za turystykę w Ministerstwie Sportu i Turystyki Dariusz Rogowski przypomniał, że chodzi w nim przede wszystkim o transponowanie do polskiego prawa dyrektywy unijnej.

Na początek przewodniczący Grzegorz Janik (PiS) poprosił o wyrażenie swoich opinii o projekcie zaproszonych ekspertów i tak zwaną stronę społeczną. Okazało się, że lista ich zastrzeżeń do projektu jest całkiem spora i dotyczy czasem spraw kardynalnych.

Najdalej w krytyce projektu idą firmy ubezpieczeniowe. Przedstawicielka Polskiej Izby Ubezpieczeniowej Renata Orzechowska wręcz oświadczyła, że projektowany mechanizm rozliczania odszkodowań dla klientów niewypłacalnych biur podróży jest dla tego środowiska „nie do przyjęcia”.

Projekt zakłada, że o ile ściąganiem wypoczywających za granicą klientów upadłego biura podróży do kraju zajmować się ma nadal marszałek województwa, z którego pochodzi dane biuro, o tyle za rozliczanie i wypłacanie odszkodowań dla wszystkich poszkodowanych już tylko firma ubezpieczeniowa, która udzieliła gwarancji temu touroperatorowi. Nie chodzi tu tylko o wypłacanie pieniędzy z gwarancji, jak było do tej pory, ale także o wypłacanie pieniędzy z Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Aż do zaspokajania ostatniego roszczenia.

Orzechowska wskazywała, że ten mechanizm nadmiernie obciąża ubezpieczycieli, którzy chcą odpowiadać jedynie w zakresie swojej gwarancji. Kiedy pieniądze gwarancji się wyczerpią, powinna kończyć się ich rola. Tymczasem projektodawca (rząd) zmusza ich, aby zajmowali się sprawą do końca i w tym zakresie dysponowali również pieniędzmi zgromadzonymi w TFG. To rodzi obowiązki biurokratyczne, do których spełniania ubezpieczyciele nie mają sił i środków.

PIU złożyło poprawki, które w związku z tym – jak tłumaczył prawnik tej organizacji Radosław Potrzeszcz – zmierzają do powierzenia tej roli Ubezpieczeniowemu Funduszowi Gwarancyjnemu, w strukturze którego działa dzisiaj komórka Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Potrzeszcz zapewniał, że zmiana nie burzy konstrukcji projektu, jest więc prawnie łatwa do przeprowadzenia.

Ubezpieczeniowcy przekonywali, że ich poprawka przyniesie korzyść również poszkodowanym, którzy będą mieli do czynienia z jaśniejszym podziałem kompetencji, będą obsłużeni wszyscy tak samo przez jeden, wyspecjalizowany organ. Przypomnieli przy tym, że wielokrotnie wcześniej postulowali stworzenie TFG jako samodzielnej instytucji, która zajmowałaby się od a do z całym procesem dbania o turystów w wypadku bankructwa organizatora wyjazdu. Rząd jednak nie zdecydował się na takie rozwiązanie i powołał jedynie TFG jako rachunek prowadzony w UFG.

Proszony o ustosunkowanie się do propozycji PIU wiceminister odpowiedzialny za turystykę w Ministerstwie Sportu i Turystyki Dariusz Rogowski zapewnił, że ministerstwo zapozna się z nią. Nie ukrywał jednak, że nie jest zwolennikiem daleko idących zmian. – Tak na gorąco powiem tylko, że firmy ubezpieczeniowe udzielają gwarancji dobrowolnie i odpłatnie – komentował, sugerując tym samym, że nikt nie zmusza ubezpieczycieli do udzielania gwarancji touroperatorom i jest to działalność dla nich opłacalna. Co z kolei prawnik PIU uznał za „ton konfrontacyjny” i ostrzegł, że w skrajnym wypadku firmy ubezpieczeniowe podniosą koszty gwarancji, a wtedy będzie na nie stać tylko najbogatsze firmy turystyczne, co ograniczy konkurencję na rynku i w konsekwencji zadziała na szkodę turystów.

Polska Izba Turystyki całościowo projekt ocenia pozytywnie. Ma jednak zastrzeżenia do kilku jego punktów – mówił prezes PIT Paweł Niewiadomski. Organizację niepokoi na przykład brak sprecyzowania, kiedy usługodawca, dodający inną usługę turystyczną do swojej usługi, stanie się przedsiębiorcą turystycznym, który będzie musiał zapewnić sobie gwarancję touroperatora. Jak przekonywał Niewiadomski, w zaproponowanym kształcie przepis będzie martwy.

Jego zdaniem ważne jest też sprecyzowanie niektórych określeń użytych w projekcie, jak na przykład, imprezy „okazjonalne”. Zgodnie z projektem organizatorzy takich wyjazdów mieliby być zwolnieni z nakładanych przez nią obowiązków, wyłączeni spod jej działania. Sugerował, że dobrze byłoby więc wprost określić, do jakiej liczby rocznie można zorganizować, żeby nie łamać prawa.

Zarzucił też rządowi, że z niewyjaśnionych przyczyn chce uchylić przepis ustawy o systemie oświaty, nakładający na organizatorów wycieczek dla dzieci i młodzieży obowiązek zgłaszania ich do rejestru, jeśli są one organizowane w celach niekomercyjnych. Ten rejestr, wprowadzony stosunkowo niedawno, spowodował, że z szarej strefy wyszło wiele firm – gwałtownie, z 3000 do 4200, wzrosła liczba zarejestrowanych, a więc leganie działających podmiotów. To z kolei podniosło bezpieczeństwo dzieci korzystających takich imprez. Można się też domyślać, że Skarb Państwa skorzystał na większych wpływach z podatków – wskazywał Niewiadomski. – Dlaczego chcecie to państwo uchylić – dopytywał przedstawicieli ministerstwa Niewiadomski, ale jednoznaczna odpowiedź nie padła.

PIT niepokoi również brak w projekcie ustawy nowych narzędzi i środków dla urzędów marszałkowskich, które mają mieć rozszerzone kompetencje, jeśli chodzi o kontrolowanie rynku touroperatorskiego.

Ten sam problem zauważyła Izabela Stelmańska, wicedyrektor departamentu kultury i turystyki w mazowieckim urzędzie marszałkowskim, reprezentująca także Konwent Wojewódzkich Rad Pożytku Publicznego.

Jak opowiadała, na Mazowszu zarejestrowanych jest ponad 900 organizatorów turystyki, a jej departament rocznie może skontrolować maksymalnie 50 – 80. Tymczasem pod rządami nowej ustawy tych podmiotów do kontrolowania będzie więcej. Jej obawy budzi także niejasność takich określeń, jak „okazjonalne” i „ograniczona grupa podróżnych” (chodzi dalej o wyłączenia spod ustawy). Bez ich sprecyzowania grozi, że samorządy w każdym województwie będą je inaczej interpretowały, a przez to inaczej w każdym będzie stosowane prawo.

Stelmańska poparła też postulat ubezpieczycieli, żeby usystematyzować proces sprowadzania do kraju klientów upadłych biur podróży i rozliczania ich roszczeń. Najlepiej, gdyby zajęła się tym osobna instytucja – mówiła.

W kwestii precyzyjnych definicji przedstawiciele Ministerstwa Sportu i Turystyki tłumaczyli, że sama dyrektywa unijna ich nie zawiera, są one bowiem wynikiem kompromisów zawartych na etapie jej przygotowywania.

Co do rejestru wycieczek, resort obawia się nadregulacji. Jak mówiła dyrektor departamentu turystyki w MSiT Joanna Jędrzejewska-Debortoli, istnieje obawa, że nawet grupa przyjaciół z dziećmi, którzy będą chcieli sobie zorganizować wyjazd, będzie musiała zgłosić to od rejestru.

Nad konkretnymi rozwiązaniami posłowie będą pracować podczas kolejnych spotkań. Na razie wszyscy zgodzili się na poprawkę, jaką postulował jeszcze podczas pierwszego czytania poseł Jerzy Kozłowski (Kukiz’15) („Posłowie chwalą projekt ustawy o imprezach turystycznych”), a teraz zapowiedział klub PiS, żeby wykreślić z projektu przepis mówiący o tym, że klient może w ciągu siedmiu dni zrezygnować z wycieczki, jeśli zawarł umowę „poza siedzibą” biura podróży. Chodzi o sytuację, kiedy agent przychodzi do zapracowanego klienta, bo ten nie ma czasu sam się wybrać do biura – wyjaśniał Kozłowski (wcześniej będący agentem turystycznym).

Oponował przeciwko zniesieniu tego zapisu Michał Herde z Federacji Konsumentów. Podawał przykład starszych ludzi, którym sprzedawcy wciskają towary, wcześniej zamknąwszy ich w jakiejś sali. – Zawieranie takich umów ma charakter patologiczny. Pod taką presją ludzie podejmują niechciane zobowiązania – wyjaśniał.

– Zapewniam, że sprzedawanie wycieczek to nie sprzedawanie garnków na zamkniętych pokazach – przekonywał go Kozłowski. – To bardzo groźny przepis dla wszystkich agentów turystycznych, bo taki klient po podpisaniu w czwartek umowy na wyjazd w niedzielę może jeszcze w ostatniej chwili znaleźć tańszą ofertę i zrezygnować z tej pierwszej. I agent leży i kwiczy, bo musi ponieść sto procent kosztów rezygnacji – mówił.

W tej samej sprawie Ogólnopolskie Stowarzyszenie Agentów Turystycznych przekazało posłom zamówioną przez siebie ekspertyzę prawną. Jej wnioski są podobne.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Lasek: Będzie nowe otwarcie w turystyce

Stworzenie nowej strategii rozwoju turystyki, negocjowanie pieniędzy na turystykę w Brukseli, powołanie domu marek ...

Tajlandia promuje się kuchnią i przyrodą

82 tysiące Polaków odwiedziło Tajlandię w 2016 roku. To o 24 procent więcej niż ...

Intercity uruchamia wakacyjne pociągi

Ponad 400 dodatkowych codziennych pociągów kursujących po Polsce i Europie uruchomi na lato PKP ...

Focus Hotels wkroczył do Poznania

Swój pierwszy hotel otworzyła w Poznaniu sieć Focus. Trzygwiazdkowy obiekt stanął przy ulicy Serafitek ...

Albania zaprasza na podwodną wycieczkę

O 15 procent ma wzrosnąć w tym roku liczba turystów w Albanii. Zainteresowanie zagranicznych ...

Dubaj chce (więcej) Polaków

Dubai Crocodile i Dubai Safari to dwa nowe parki rozrywki, które będą otwarte w ...