Goście wracają powoli, hotele też jeszcze czekają z otwarciem

Ireneusz Węgłowski, prezes IGHP. Fot. materiały prasowe

W ostatni weekend niektóre hotele miały 25 procent obłożenia. Ale to wyjątki. Większość obiektów jest nadal zamknięta – mówi prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego Ireneusz Węgłowski.

Renata Krupa: Jak dużo hoteli zostało zamkniętych z powodu pandemii?

Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego: W Polsce jest około 2700 skategoryzowanych hoteli. Według szacunków Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego prawie 80 procent z nich było w kwietniu zamkniętych. Mogły co prawda wynajmować pokoje osobom, które podróżowały służbowo, ale takich gości było za mało.

CZYTAJ TEŻ: Rozpędzony rynek hoteli rozbije się o wirusa

Po 4 maja, kiedy zezwolono na wynajmowanie pokojów także turystom, coś się zmieniło?

Nieznacznie. Ruszyło zaledwie od 5 do 7 proc.ent hoteli. Część z nich otworzyła się dopiero w weekend 8–10 maja.

Dlaczego tak mało?

Hotele, które zdecydowały się na ten krok, liczyły, że przy dobrej pogodzie na weekend przyjedzie trochę gości. Ludzie są przecież spragnieni podróżowania, wyczekują decyzji, kiedy znowu będą mogli to robić. Potrzebują oderwania od codzienności, kontaktu z przyrodą, a trudno go mieć na trzecim czy ósmym piętrze w bloku w środku miasta.

I udało się? Dużo przyjechało gości?

Największa frekwencja wyniosła około 25 procent i chodziło o pojedyncze obiekty w kurortach. Przeciętnie, głównie w hotelach położonych w miastach, notowano poniżej 10 procent obłożenia.

Jednym z powodów małego ruchu jest to, że hotelowe restauracje są zamknięte. Wprawdzie w hotelach wyższych kategorii można było zamówić posiłki do pokoju, ale komfort gości jest wtedy znacznie mniejszy, a to dla nich jest bardzo ważne. Pozbawienie możliwości korzystania z restauracji, kiedy nie ma w sąsiedztwie żadnych innych czynnych lokali gastronomicznych, powoduje, że wiele osób rezygnuje z wyjazdu i pobytu w hotelu. Wolą poczekać.

Może zaważył też brak możliwości korzystania ze spa czy basenu?

Samo otwarcie restauracji nie spowoduje, że w hotelach pojawi się dużo gości, ale ich brak na pewno zniechęca do przyjazdu. Dlatego wiele hoteli nie zdecydowało się jeszcze na wznowienie działalności. Myślę, że po otwarciu restauracji gości będzie przybywać stopniowo, razem ze znoszeniem ograniczeń, nie tylko dotyczących restauracji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Hotelarze rozczarowani blokowaniem przez rząd restauracji

Weźmy np. basen czy suchą saunę. Woda w basenie jest chlorowana, a powietrze nasycone chlorem. Z kolei w saunie suchej jest ponad 100 stopni Celsjusza. W obu wypadkach, przy zachowaniu odstępów między gośćmi, nie ma większego ryzyka zarażenia się koronawirusem. Z zachowaniem właściwego reżimu sanitarnego ich otwarcie jest realne.

Do hoteli wpływają również zapytania z rynku o możliwość zorganizowania niedużych spotkań szkoleniowych lub o skorzystanie na przykład z kasyna.

Do tej pory obowiązywał zakaz prowadzenia tych działalności, ale przecież można zapewnić środki dezynfekujące, maseczki itp. i zorganizować wydarzenia w taki sposób, by były zachowane odpowiednie odległości między gośćmi.

Rygory dotyczące restauracji wkrótce znikną, ale na bufet szwedzki nie ma raczej szans. Czy duży hotel może przeorganizować wydawanie śniadań?

Jest to możliwe. Kiedyś nie było w ogóle bufetów szwedzkich, a śniadania nawet przy obsłudze dużych grup turystycznych podawane były do stołów. Przy dzisiejszych zaawansowanych technologiach wcześniejsze przygotowywanie dań i przechowywanie ich we właściwej temperaturze, a następnie serwowanie do stołu na zamówienie gości to żaden problem.

Po otwarciu restauracji odległości między stolikami będą większe, a więc mniej gości będzie mogło z nich korzystać. Czy dla hotelu to będzie duży problem?

Mogą na tym ucierpieć hotele pozbawione dodatkowych powierzchni, z małymi pomieszczeniami, w których podawane są rano śniadania, a po południu obiady i kolacje. Dużo zależy od warunków samego hotelu. Mówi się o uruchomieniu 18 maja zewnętrznych punktów gastronomicznych. Jeżeli hotel ma warunki, mógłby zorganizować na zewnątrz ogródek lub taras gastronomiczny i powiększyć w ten sposób powierzchnię restauracji lub kawiarni. Aby zachować wymagane odległości między stolikami, można byłoby obsłużyć gości hotelowych wewnątrz, w dodatkowych salach na przykład konferencyjnych, ale pod warunkiem, że na obsługiwanie przy stołach pozwolą nam przepisy.

Wzrosły koszty prowadzenia hotelu w związku z obostrzeniami?

Popatrzmy na to z takiej perspektywy: gdybyśmy nie mieli wytycznych sanitarnych dla hoteli, to w ogóle nie moglibyśmy działać. Koszty zakupu środków dezynfekcyjnych, rękawic czy maseczek nie pogrążą hoteli finansowo. Wydatki na zwiększenie bezpieczeństwa gości i pracowników są akceptowalne. Ale przy wzrastającej z czasem frekwencji pojawi się konieczność zatrudnienia dodatkowych pracowników i związany z tym koszt. Do tego sprzątanie pokoju po wyjeździe gościa, zgodne z wytycznymi, jest dłuższe niż było kiedyś. Pokojowe nie będą mogły sprzątać w ciągu dnia tylu pokojów, co wcześniej.

Jak wygląda sytuacja finansowa hoteli? Wszystkie przetrwają, czy niektóre będą musiały się zamknąć? Dochodzi już do upadłości?

Docierają do nas sygnały, że kilka hoteli już ogłosiło upadłość bądź są na granicy podjęcia takiej decyzji. Dotyczy to hoteli, które nie mają szans, by osiągnąć szybko wielkość sprzedaży sprzed pandemii, a ograniczenie kosztów działalności nie poprawi ich finansów.

WARTO: Hotele ruszą jednak bez restauracji

W ostatniej dekadzie w Polsce wybudowano wiele hoteli, sprzyjały temu rosnąca liczba turystów zagranicznych i wzrost zamożności Polaków. Inwestycje finansowano z kredytów, które trzeba będzie spłacać. Tymczasem pandemia spowodowała, że od trzeciej dekady marca w hotelach nie ma gości. Teraz wprawdzie zaczynają wracać, ale jest ich bardzo mało i powrót liczby rezerwacji sprzed kryzysu będzie w najbliższych miesiącach niemożliwy. Nie mam co do tego złudzeń, że zachwieje to płynnością finansową niejednego hotelu. Aby ograniczyć ryzyko katastrofy na rynku hotelarskim, powinno się więc wszelkimi sposobami pobudzać popyt wewnętrzny. Stąd apele hotelarzy do rządu i samorządów oraz inne działania reklamowe, aby zachęcić Polaków do wyjazdów turystycznych w kraju. Dzięki temu mamy szansę przetrwać kryzys.

Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, organizacji reprezentującej interesy polskich hotelarzy na szczeblu lokalnym, krajowym, a także unijnym Od 1991 r. wiceprezes zarządu Orbis SA, gdzie zajmuje się nieruchomościami hotelowymi. Uczestniczy także w restrukturyzacji spółki, mającej na celu zmianę modelu biznesowego i skupienie się na hotelarstwie jako podstawowej działalności firmy. Jest również doświadczonym praktykiem i specjalistą w dziedzinie transakcji hotelowych.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Na Filipinach bez dymka w miejscu publicznym

Prezydent Filipin Rodrigo Duterte podpisał dyrektywę zakazującą palenia w miejscach publicznych. Maksymalna kara za ...

Lotnisko Chopina: W 2018 roku mieliśmy 12,7 procent wzrostu

Lotnisko Chopina obsłużyło w 2018 roku 17,76 mln pasażerów. To o 12,7 procent więcej ...

Turcja utrzyma dopłaty do linii lotniczych i statków

943 miliony lir przeznaczy w przyszłym roku tureckie Ministerstwo Turystyki na dopłaty dla linii ...

Zabytkowy park w Żywcu zamknięty po wichurze

Wichura nie oszczędziła zabytkowego parku Habsburgów w Żywcu. Runęło około 20 drzew, m.in. jesionów ...

Szykuje się Oktoberfest drogi, jak nigdy dotąd

Między 10,7 a 11,5 euro trzeba będzie w tym roku zapłacić za piwo na ...

Kreta buduje nowe lotnisko

W Kastelli na Krecie rozpoczęła się budowa międzynarodowego lotniska. Ma być ono drugim największym ...