Apel: Hotele nie zakażają, wręcz mogą leczyć

Polacy potrzebują po pandemii rehabilitacji i wsparcia psychologicznego. Hotele mogłyby im służyć w powrocie do zdrowia i równowagi. Im szybciej rząd je otworzy, tym lepiej – apelują hotelarze, samorządowcy, lekarze.

Odmrażanie branży HoReCa, protokoły sanitarne dla hoteli, turystyka pocovidowa, tarcze 2.0 i 6.0 i odpowiedzialność karna za otwarcie obiektów to główne tematy konferencji prasowej zorganizowanej wczoraj w Świeradowie-Zdroju przez Polską Izbę Hotelarzy.

W spotkaniu, które poprowadził prezes izby Marek Łuczyński, udział wzięli lekarze Jacek Tulimowski i Paweł Grzesiowski, prawniczka Anna Coban, hotelarz Wiesław Buczyński, prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej w Szklarskiej Porębie Grzegorz Sokoliński oraz burmistrzowie Karpacza, Szklarskiej Poręby i Świeradowa-Zdroju Radosław Jęcek, Mirosław Graf i Roland Marciniak.

– Sytuacja w hotelarstwie jest dramatyczna – mówił Marek Łuczyński. – Już ponad 40 tysięcy osób zatrudnionych w tej branży straciło pracę. Jeżeli nie otworzymy się w ciągu miesiąca, pracę straci łącznie ponad 100 tysięcy osób. Nadejdą czasy biedy, plajt i bankructw. Błagamy polski rząd, żeby w końcu nas wysłuchał i odpowiedzialnie otworzył branżę. Premier Morawiecki zapowiedział, że w lutym nastąpi luzowanie restrykcji, w co bardzo mocno wierzymy – zaakcentował prezes.

Zdaniem Pawła Grzesiowskiego w rozmowach z władzami na temat wznowienia działalności hotelarze powinni wysuwać argumenty nie ekonomiczne, bo bankructwa nie robią już wrażenia na rządzących, ale społeczne, dotyczące zdrowia fizycznego i psychicznego, które „można przy otwarciu takiej czy innej branży poprawić”. – Uważam, że właśnie od tej strony trzeba mocno penetrować najwyższe szczeble władzy, czyli przedstawiać projekty, które będą służyć przywracaniu zdrowia czy zmniejszaniu skutków zdrowotnych pandemii – podkreślił lekarz.

Szansą dla hotelarzy mogłaby być turystyka pocovidova, rehabilitacyjna. – To ogromny obszar. Co najmniej 10 procent osób, które miały pełnoobjawowy covid-19, nie wraca do formy. Oficjalnie zachorowało 1,5 miliona osób, ale szacujemy, że w rzeczywistości jest to 5 milionów. Zatem pół miliona osób już teraz potrzebuje rehabilitacji. Zaplecze hotelowe mogłoby służyć pacjentom na turnusach pocovidowych – mówił Grzesiowski.

CZYTAJ TEŻ: Hotelarze jednym głosem: Otwórzcie hotele, wydłużcie ferie

W ośrodkach wypoczynkowych można też organizować warsztaty psychoterapeutyczne. – Pomijając covid-19, depresja jest obecnie dolegliwością społeczną numer jeden. Cierpią na nią zarówno nastolatkowie, jak i osoby starsze, ludzie, którzy przechorowali covid-19 i ci, którzy musieli sprostać odizolowaniu społecznego czy zdalnej pracy albo stracili pracę. Rośnie liczba chorych, którzy wymagają pomocy zarówno psychologicznej, jak i psychiatrycznej – wskazywał Jacek Tulimowski.

– Musicie dojść do porozumienia z NFZ-etem – zwrócił się do hotelarzy. – Nie możemy tworzyć programów komercyjnych, bo nie chcemy dzielić ludzi. Spróbujemy we współpracy z NFZ-etem stworzyć protokoły, które umożliwiłyby wysyłanie osób z zaburzeniami psychologiczno-psychiatrycznymi do państwa ośrodków z dotacji NFZ-etowskich – zapowiedział Tulimowski.

– Jeśli poślę pracowników na trzy miesiące do domu, żeby zaoszczędzić, 90 procent z nich zachoruje psychicznie. Kto będzie za to odpowiadał? Ci ludzie przez lata będą musieli się leczyć. Nałóżcie ograniczenia, ale pozwólcie nam działać – wtórował hotelarz Wiesław Buczyński.

Obaj lekarze podkreślili, że są przeciwni przywilejom dla ozdrowieńców i zaszczepionych, na przykład „udogodnieniom w poruszaniu się po kraju i korzystaniu z bazy hotelowej” (hotelarze deklarowali, że mogą przyjmować takich gości), bo doprowadziło by to do podziałów społecznych. – Nie ma, moim zdaniem, woli i przyzwolenia na taką segregację. Fałszywe zaświadczenie o szczepieniu można kupić w internecie. Rozwiązaniem jest przede wszystkim doskonały przepływ informacji, kto jest zaszczepiony, a kto nie. Powinny one znaleźć się w bazie elektronicznej, do której dostęp miałyby tylko uprawnione osoby – wskazywał Grzesiowski.

Lekarz zaapelował do rządu, który „jest bardzo mocno podporządkowany lękowi przed sytuacją epidemiczną”, o więcej elastyczności w podejściu do pandemii. – Być może wirus zostanie z nami przez kolejne kilka lat i musimy nauczyć się z nim żyć. W tej chwili władza z przyczyn nie do końca znanych bardzo upraszcza podejście do pandemii, kieruje się zasadą „wszystko albo nic”, zakazując działalności nawet tym, którzy przygotowali się do pandemii, na przykład zainwestowali w systemy bezpieczeństwa. Taka forma lockdownu jest moim zdaniem do korekty – mówił Grzesiowski.

Rząd, próbując usprawiedliwić swoje działania, rozpowszechnia tezę, że obiekty turystyczne, takie jak hotele czy restauracje, sprzyjają rozprzestrzenianiu się koronawirusa – dowodził Marek Łuczyński, odnosząc się do wypowiedzi Mateusza Morawieckiego sprzed paru dni. – Jest kilka branż, które są najmocniej dotknięte koronawirusem. Te branże musiały być zamknięte, bo zgodnie z opinią ekspertów były jednym z głównych źródeł zakażeń. To są gastronomia, hotelarstwo, turystyka – mówił premier na konferencji prasowej. Rząd powołuje się przy tym na amerykańskie badania przeprowadzone przez uniwersytety Stanforda i Northwestern między połową marca a początkiem maja na użytkownikach smartfonów. Badań tych, zdaniem Łuczyńskiego, „nie można przełożyć na rynek polski w skali 1 do 1”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Hotelarze do rządu: Udowodnijcie, że turystyka sprzyja zakażeniom

Własne badania przeprowadziła w pełni zeszłorocznego sezonu turystycznego Lokalna Organizacja Turystyczna w Szklarskiej Porębie, a ich wyniki przedstawił prezes organizacji Grzegorz Sokoliński.

– Między 1 lipca a 30 września w rejonie Karkonoszy i Gór Izerskich przebywało około 2,2 miliona turystów. Jeżeli doliczymy obszary o dużym potencjale turystycznym, których nie badaliśmy, możemy przyjąć, że w tym okresie przyjechały do nas około 3 miliony turystów. W powiatach, które ich obsługują, wystąpiło tylko 88 zakażeń wirusem, z czego 40 procent w drugiej połowie września, a więc już po otwarciu szkół – wyliczał Sokoliński. – Przy tak wielkiej masie turystów wskaźnik zakażeń na poziomie 0,04 procent dowodzi, że nie ma korelacji między otwarciem hoteli w reżimie sanitarnym a wzrostem zachorowań – podsumował.

Nie zważając na zakazy, wielu hotelarzy i restauratorów uruchomiło swoje biznesy w ramach akcji #OtwieraMY. Powołują się na wyroki sądów, między innymi Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu, który stwierdził, że bez wprowadzenia stanu klęski żywiołowej zakazywanie określonej działalności jest bezpodstawne i zakwestionował nałożone na pozwanego przedsiębiorcę kary. – Do dziś mamy już 21 wyroków sądów administracyjnych z całej Polski powtarzających tę tezę – mówiła Anna Coban. – Z analizy rozporządzenia Rady Ministrów wynika, że przedsiębiorcy, którzy nie zastosują się do nakazów i zakazów, nie podlegają odpowiedzialności karnej. Nie dajcie się więc zastraszyć! – nawoływała.

– Nie utrudniajcie organom kontrolnym, czyli sanepidowi i policji, wizyt, przedstawcie protokoły sanitarne i nie przyjmujcie mandatu, wtedy sprawa trafi do sądu, gdzie możecie się obronić – radziła prawniczka.

Paweł Grzesiowski zwrócił uwagę, że przedsiębiorca może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej z tytułu ustawy o chorobach zakaźnych, aby więc wybronić się w sądzie, musi udowodnić, że jego obiekt jest bezpieczny i że nie naraził nikogo na utratę zdrowia lub życia. – Zachęcam do tworzenia procedur bezpieczeństwa i przestrzegania ich, bo to nas będzie bronić. Pamiętajmy też, że z roszczeniem może wystąpić nie przedstawiciel władzy, ale poszkodowany klient, a to może mieć olbrzymi wpływ na reputację placówki – podkreślił Grzesiowski.

Anna Coban przypomniała też o prowadzonej przez PIH akcji składania pozwów indywidualnych przeciwko Skarbowi Państwa. – Po analizie tarczy branżowej 6.0 i tarczy PFR 2.0 okazało się, że tylko bardzo mała część przedsiębiorców z branży HoReCa otrzyma pomoc. Dla wielu jedynym sposobem ubiegania się o jakiegokolwiek wsparcie jest pozew. W pozwie indywidualnym przedsiębiorca może domagać się od Skarbu Państwa pełnego odszkodowania, to znaczy zarówno za stratę, jak i utracone korzyści. Nie jest to do końca możliwe przy pozwach grupowych, dlatego uważamy, że pozwy indywidualne są skuteczniejsze. Przygotowaliśmy wraz z PIH około 30 pozwów, które są już gotowe do złożenia w sądzie – mówiła prawniczka.

ZOBACZ TAKŻE: Hotelarze namawiają do składania pozwów przeciw państwu

Na koniec o dramatycznej sytuacji branży turystycznej opowiedzieli samorządowcy. Poskarżyli się między innymi na „dziury” w tarczach. – Z tarczy PFR 2.0 można pozyskać 36 tysięcy złotych na pracownika pod warunkiem utrzymania go przez 12 miesięcy. To daje 3 tysiące złotych miesięcznie, podczas gdy przy płacy minimalnej 2800 złotych i kosztach pracowniczych potrzeba 3370 złotych. Przedsiębiorcy cały czas dokładają, żeby utrzymać miejsca pracy – mówił burmistrz Karpacza Radosław Jęcek.

– Tarcze nie patrzą na specyfikę miejscowości. We Wrocławiu setki firm zamknęły działalność hotelową czy gastronomiczną, ale one nie stanowią większości biznesu w mieście. W Karpaczu, Szklarskiej Porębie czy Świeradowie-Zdroju zamknięte branże to 90 procent wszystkich firm. Nie możemy się przebranżowić, bo gdzie mamy pracować, skoro wszystko jest zamknięte? – pytał burmistrz Świeradowa-Zdroju Roland Marciniak. – W imieniu wszystkich gmin turystycznych, w których bezrobocie sięga dziś 90 procent, domagam się równego traktowania przedsiębiorców. Jako społeczeństwo powinniśmy solidarnie ponieść koszty tej tragedii – dodał.

– Przed konferencją otrzymaliśmy informację, że prawdopodobnie od końca lutego obostrzenia będą zmniejszane i być może niektóre obiekty turystyczne będą otwarte. W mojej ocenie przedstawiciele rządu są ciągle spóźnieni o cztery-pięć miesięcy. Jest środek zimy, a nasze miasta i hotele są puste. Jeszcze raz apelujemy o szybką reakcję, bo dłużej naprawdę nie wytrzymamy – mówił burmistrz Szklarskiej Poręby Mirosław Graf.

– Świeradów-Zdrój, Karpacz, Szczyrk czy Szklarska Poręba zamieniły się w miasta duchów. Możliwe, że rządzący nie zdają sobie sprawy, że, zamykając możliwość pracy przedsiębiorcom z branży HoReCa, zamykają całe regiony – zakończyła Anna Coban.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Strzelanina na dworcu w Monachium

Niemiecka policjantka oraz dwie inne osoby zostały ciężko ranne podczas strzelaniny, do której doszło ...

Barometr hotelowy: Noclegi mocno w górę

Średnia cena pokoju w hotelu w czerwcu wyniosła 258,9 złotego i była o 7,83 ...

Prawnik: Rząd pomylił kod PKD. Rozporządzenie nie zamyka wyciągów

Popularny adwokat Piotr Schramm zwrócił uwagę, że w rozporządzeniu wprowadzającym od dzisiaj lockdown rząd ...

PKP Intercity połączy Przemyśl z Kijowem

Od 24 sierpnia podróżni zyskają kolejne połączenie na trasie Przemyśl – Kijów. Pociągi będą ...

Moskwa w śniegu – samoloty zostają na lotniskach

Intensywne opady śniegu sparaliżowały ruch na moskiewskich lotniskach. Odwołano ponad 130 lotów, a co ...

Turcja liczy na 58 milionów turystów

W tym roku Turcja chce pozyskać 58 milionów zagranicznych gości. Przychody z turystyki wyniosłyby ...