#LOTdoDomu, czyli próba niezależności

Fot. AFP

Ponad tydzień temu rząd premiera Morawieckiego zamknął granice Polski, także te z krajami Unii Europejskiej. Poza Polską pozostały setki tysięcy Polaków, którzy zamierzali wrócić do kraju.

Tysiące z nich miało wykupione bilety powrotne zarówno na połączenia rejsowe, jak i czarterowe. A regularne loty do Polski w większości zostały anulowane. Zaczęła się więc wielka akcja sprowadzania naszych rodaków do ojczyzny.

Tutaj wkroczył rząd i premier Mateusz Morawiecki ogłosił wielką operację opartą na Polskich Liniach Lotniczych pod nazwą #LOTdoDomu. Samoloty LOT-u wystartowały w różnych kierunkach, aby umożliwić Polakom powrót do kraju. Do tego momentu wszystko wyglądało jak najbardziej właściwie i rząd odhaczył następny sukces w trudnym okresie epidemii.

Po chwili jednak zaczęły dochodzić głosy, że jednak coś nie działa tak, jak powinno.
Po pierwsze za bilety trzeba było zapłacić.

Wprawdzie LOT ogłosił, że będą to niskie ryczałty, zależne od kierunku powrotu, ale w rzeczywistości okazało się, że ceny były czasami wyższe niż te regularne. Po drugie nastąpił chaos informacyjny i osoby chcące się dowiedzieć czegoś o możliwości powrotu były przez wiele godzin pozostawione w niepewności i stanie zawieszenia. Po trzecie okazało się, że nie jesteśmy w stanie sprawnie i szybko ściągnąć wszystkich chętnych, więc operacja trwa już drugi tydzień i nie wiadomo, kiedy mogłaby się zakończyć. Nie wspominam tu już o problemach z załogami, czy niewłaściwych zachowaniach na lotnisku w Warszawie.

CZYTAJ TEŻ: Tańszy LOT do Domu. Dzięki unijnym dopłatom

Rząd pozostawił problem polskiemu przewoźnikowi, który z jednej strony chciał sprostać oczekiwaniom rządu, od którego zależy chociażby kadrowo, a z drugiej strony zmagał się z problemami natury finansowo-organizacyjnej. Komunikaty i tłumaczenia przewoźnika były często niespójne, chociaż nie można mu odmówić starań, aby opanować sytuację. Naprawiano więc problemy na bieżąco i chociaż nie widać było w tym większego planu, udało się podtrzymać operację sprowadzania Polaków i nawet nieco ją usprawnić.

Ale wróćmy do meritum. Premier Morawiecki postanowił chyba pokazać, że jego rząd poradzi sobie sam i nie potrzebuje współpracy z innymi krajami Unii Europejskiej. W ten sposób chciał wykazać niezależność rządu polskiego. Nie wierzę bowiem, że nie wiedział o procedurach unijnych, które umożliwiają pokrycie znacznej części kosztów oraz koordynację działań w ewakuacji i przemieszczania obywateli Unii w ramach Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności ( Decyzja Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1313/2013/EU). Nie rozwijam tego wątku, bo nie wierzę w aż taką niekompetencję podległych mu urzędów. Tak więc jedynym wytłumaczeniem jest to, że świadomie została na początku odrzucona sposobność wykorzystania możliwości, jakie daje nam członkostwo w Unii.

Retoryka obozu władzy, który różnymi sposobami stara się udowodnić, jak bardzo jesteśmy niezależni od Unii, w tym przypadku się jednak nie sprawdziła. Rząd niewystarczająco kontrolował operację i wygląda na to, że pozostawił LOT samemu sobie, bez kompleksowego wsparcia służb konsularnych, które powinny tutaj pełnić kluczową rolę, ale także bez właściwego zabezpieczenia finansowego, które zapewnić mogły tylko środki unijne. A przecież taka operacja powinna być bezpłatna dla obywateli, którzy zostali bez możliwości powrotu, ze względu na decyzję rządu o zamknięciu granic i zawieszeniu lotów. Powinna być skoordynowana z innymi krajami, co zapewne przyśpieszyłoby i usprawniło powrót naszych rodaków do kraju. Zwłaszcza, że taka możliwość była do wykorzystania od samego początku.

W apelu do premiera, jaki wystosowałam wcześniej, wspominałam o tym problemie i zwracałam uwagę, że inne kraje wykorzystują możliwości zabezpieczenia powrotu swoich obywateli. Widocznie takich apeli było więcej i pan premier, jednak zmienił zdanie i postanowił wykorzystać możliwości, jakie dają środki unijne. Dzięki temu nasz rodzimy LOT nie tylko dostanie ściśle określone wsparcie finansowe, ale też nie będzie musiał ulegać pokusom pokrycia kosztów z kieszeni pasażerów. Poza tym, i liczę na to, skoordynuje działania z innymi przewoźnikami, co usprawni i przyśpieszy całą operację.

Tak więc dziękuję Panu Premierowi za zmianę decyzji, bo przecież lepiej późno niż wcale.

Dorota Dulińska, ekspert branży turystycznej, była podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki.

Mogą Ci się również spodobać

Balcerowicz: Centralne lotnisko to pieniądze w błoto

Jeśli powstanie Centralny Port Komunikacyjny, każdy polski podatnik zapłaci za to kilka tysięcy złotych ...

EgyptAir daje zniżki na loty do Moskwy

Zainteresowanie lotami z Kairu do Moskwy nie jest tak duże, jak można było się ...

Lokalizacja centralnego portu we wrześniu

We wrześniu powinna zapaść decyzja o tym, gdzie powstanie Centralny Port Komunikacyjny (CPK) – ...

Zbliża się piąty Meetings Week Poland

Warsztaty z promocji w mediach społecznościowych i strategii sprzedaży, spotkania z przedstawicielami władzy, liczne ...

Hotelarze: Gmino odpuść nam podatek

Z inicjatywy Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego ruszyła akcja #GminaPrzyjaznaTurystyce. Hotelarze namawiają swoje samorządy, by ...

Wakacje jako terapia – każdemu według jego potrzeb psychicznych

Coraz więcej biur podróży organizuje zindywidualizowane wjazdy, które mają pomóc turystom wzmocnić więzi rodzinne ...