Zacznijmy od początku. Wyjaśnisz wszystkim, czym właściwie jest Travelbay?

Tomasz Nowak: Travelbay to serwis podróżniczy, który dzięki sprytnemu wykorzystaniu mapy ułatwia planowanie podróży. Załóżmy, że chcesz odwiedzić Portugalię. Travelbay pokaże Ci wszystkie największe atrakcje w tym kraju. Są one podzielone na kategorie – gdy wybierzesz miejsce np. Lizbonę, znajdziesz tam wszystkie najważniejsze informacje praktyczne, z którymi warto zapoznać się pod podróżą, a co najważniejsze – unikalne rekomendacje. Gdzie zjeść? Co zwiedzić? Na co szkoda czasu? Travelbay zbiera opinie podróżników, ale także lokalnych partnerów, czyli ludzi, którzy znają te miejsca jak własną kieszeń. To właśnie nasza wartość.

Na Waszej stronie odbiorcy znajdą informację, że “Travelbay jest dla podróży tym, czym Filmweb jest dla filmów”. Co to dokładnie oznacza to porównanie?

TN: Zgadza się. Postawiliśmy sobie cel – tworzymy największy serwis podróżniczy w Polsce. A potem w Europie. Jesteśmy mniej więcej w połowie drogi, jeśli chodzi o nasz kraj. W zeszłym roku odwiedziło nas aż 1,7 miliona unikalnych użytkowników – to ogromny sukces. Chcemy na tyle zaistnieć w świadomości odbiorców, by każda podróżująca osoba poszukująca w sieci opinii dotyczących danego miejsca od razu pomyślała o nas.

Czym w takim razie Travelbay różni się od klasycznego bloga podróżniczego? Czy treści nie są podobne?

TN: Nie. Blog podróżniczy to historia jednego podróżnika, pary lub grupy przyjaciół. My dotarliśmy do lokalnych mieszkańców (najczęściej Polaków mieszkających za granicą) oraz do innych podróżników, by zapytać ich o rekomendacje i poznać miejsca poza szlakiem, o których nie wspomina Google. Nikt nie zna tych miejsc lepiej niż właśnie Ci ludzie. Ich polecania i opinie to skarb, o który chcemy dbać. W normalnych warunkach należałoby przetrząsnąć ciemne otchłanie Internetu, by dokopać się do najlepszych rekomendacji. My robimy to za naszych użytkowników, podając im niejako “na tacy” najlepsze opinie dotyczące danego miejsca.

Wróćmy jednak na chwilę do początków startupu i kwestii formalnych, które wydają się ważne. Czy w przeszłości staraliście się o zewnętrzne finansowanie?

TN: Tak, staraliśmy się, ale wciąż jesteśmy startupem finansującym się z własnych środków. Od czterech lat. Z mojego doświadczenia pracy w zachodnich organizacjach wiem, jak bardzo uzależniające są pieniądze od inwestorów. Na pewnym etapie rozwoju produktu, tworzy się go niejako “pod kolejną rundę finansowania”, a niekoniecznie szuka się wartości dla klientów. My tego nie chcemy. Większość startupów upada, bo nie potrafi “wpasować się w rynek”. Niby jak mają to zrobić, skoro nigdy nie próbowali? Cała uwaga skupia się przecież na inwestorach, a nie na użytkownikach i rozwiązywaniu ich problemów. Więc startup upada, bo kończą się środki od inwestorów. Nasz plan jest inny. Chcemy przede wszystkim dostarczać odbiorcom cenne treści i na tym budować naszą markę. Jeśli pojawi się inwestor - tym lepiej.

Plotka głosi, że planujecie też wypuszczenie tokenów. W jakim celu?

TN: Są takie plany, choć pomysł ten wdrażamy bardzo powoli i ostrożnie. To nie jest nasz priorytet. Przez trzy lata pracowałem w startupie związanym z kryptowalutami. Nie zajmowaliśmy się jednak spekulacyjną stroną, a technologiczną. Widzę, dokąd zmierza świat internetu 2.0, a jakie możliwości stwarza web 3.0. Inspiruje mnie myśl Erika Schmidta, byłego CEO Google, który uważał, że koncept Web 3.0, w którym używa się tokenów do bodźcowania ludzi do działania to potężny wynalazek.

Co dokładnie masz na myśli?

TN: Wielcy giganci branży turystycznej jak Tripadvisor albo Google Maps stworzyli swoje imperia na tym, że użytkownicy dostarczali treści, a oni zgarniali przychody. Któregoś dnia dostałem od Google parę skarpetek – w ramach nagrody za kilkaset napisanych opinii. “Super” – pomyślałem. Wydawało mi się, że zasługuję na coś więcej. Jeśli tokeny mogą mieć wartość finansową, to dlaczego by nie nagradzać nimi użytkowników za treści, które dostarczają? Oczywiście, nie byłyby to duże kwoty, ale zawsze miło jest otrzymać stałą, lecz niewielką dywidendę za swój wkład.

Czy w takim razie tokeny będą odgrywały kluczową rolę w polityce działania serwisu Travelbay?

TN: Nie chcemy wszystkiego opierać na tokenach. Pragniemy przede wszystkim dostarczać najlepsze rekomendacje podróżnicze, bo to problem, z którym sami się zmagamy. Brakuje takich treści w języku polskim. A jeśli chodzi o tokeny, to chcielibyśmy być pierwszym tak dużym serwisem podróżniczym, który wypuści swojego tokena. Jesteśmy przekonani, że bycie pierwszym jest często dużo korzystniejsze niż bycie najlepszym. Przykład: pamiętamy przecież o sir. Edmundzie Hillarym i Mount Everest. A jak miał na imię drugi zdobywca? Pamiętamy też o Neilu Armstrongu, ale ten drugi? O nim nikt nie wspomina.

Skoro już tak sobie szczerze rozmawiamy, zdradź w takim razie – jak według Ciebie będzie wyglądała przyszłość podróżowania? Masz jakieś obawy z nią związane?

TN: Z pewnością nie chciałbym się obudzić w świecie, w którym kolejną podróż zablokuje limit śladu węglowego. Nie chcę takiego świata, w którym tylko bogaci będą mogli podróżować. Staram się więc tworzyć ten świat po swojemu. Takim, jakim chciałbym, aby był. Tylko wtedy poradzę sobie z tym zdrowym uzależnieniem, jakim jest podróżowanie. W gruncie rzeczy jest ono nieuleczalne.

Na koniec powiedz proszę, jakie plany na przyszłość ma zespół serwisu Travelbay?

TN: Ma ich aż za dużo (śmiech). Na początek chcemy zwiększyć rozpoznawalność naszego brandu – Travelbay. Wcześniej nazywaliśmy się Zielonamapa. Zmieniliśmy jednak nazwę, bo zbyt mocno kojarzyła się z tematami ekologicznymi. Z Travelbay, jesteśmy w stanie podbić rynek zagraniczny. Nie znam żadnego polskiego startupu podróżniczego, który osiągnąłby sukces na zachodzie. Chcemy być pierwsi.

Bardzo dziękujemy za rozmowę!

Materiał promocyjny