Tzw. realista (bo tak o sobie mówi Cenckiewicz) wyjaśnił romantykom: jest „atlantystą” i „wywodzi się z innej szkoły historycznej, nie takiej, w której serce nakazuje walczyć o wolność Grenlandczyków”, państwa broniące statusu Grenlandii „wyszły przed szereg”, w dyplomacji „milczenie jest złotem”, co jest „prawdą, która obowiązuje w polityce od setek lat”. Dlaczego więc sam nie milczy? 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wybór USA: NATO albo Grenlandia

Sławomir Cenckiewicz kompromituje się jako prezydencki minister 

Weźmy pod lupę wypowiedź szefa BBN-u. „Zresztą oni (Grenlandczycy – red.) też mają dość Danii – co nie znaczy, że są fanami Stanów Zjednoczonych – ale pewnie bardziej by chcieli do bogatego niż do takiego, co o nich zapomniał”. Po pierwsze, Cenckiewicz zabrał głos dzień po tym, jak premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen powiedział, że „jeśli Grenlandczycy musieliby wybrać pomiędzy Stanami a Danią, wybraliby Danię, NATO i Unię Europejską”. 

Po drugie, Lars Løkke Rasmussen, minister spraw zagranicznych Danii, w telewizji Fox News szybko policzył: Stany Zjednoczone nie mają tyle pieniędzy, by sfinansować system opieki społecznej na Grenlandii. Gdyby Cenckiewicz nie kpił z analityków (takich prawdziwych, a nie że „wczoraj analityk, dzisiaj tata”), to dowiedziałby się od nich, iż Rasmussen ma rację: Grenlandczycy wolą skandynawskie państwo dobrobytu z dostępem do wysokiej jakości usług publicznych niż amerykański system ochrony zdrowia. Na czele Biura Bezpieczeństwa Narodowego stoi więc dyletant. 

Nie mam zbyt wiele miejsca, więc zachęcam do odnalezienia na stronie „Rzeczpospolitej” podcastu z Piotrem Szymańskim z OSW (Cenckiewicz w odpowiedzi zaatakuje instytucję): ekspert odpowiada na pytanie, czy Chiny i Rosja zagrażają Grenlandii, a Dania zapomniała o wyspie. Spoiler: nie i nie. 

W sporze o Grenlandię to Dania ma rację

Zamiast pointy będzie cytat do sztambucha tzw. realisty, który wierzy, że uznanie racji Danii i Grenlandii to szał romantycznych uniesień.  Bo co tak naprawdę „w czasach koncertu mocarstw, kiedy państwom średnim i małym będzie trudniej” jest pragmatyczne? To chyba zależy, czy ktoś opisuje siebie jako Polaka, czy „atlantystę”.

„Zgodnie z naukami »Wojny Peloponeskiej«, przyglądając się obecnym wypadkom wojennym, musimy sami zdecydować, czy ideał równowagi pomiędzy stanowczym działaniem a samokrytyczną refleksją został przez »nas«, czyli Zachód, osiągnięty. Przy czym zachodnia krytyka działań Zachodu w sprawie Ukrainy to wartość sama w sobie. Oczywiście jak długo »nie szkodzi ona czynom«. To właśnie pozwala nam być może przekroczyć przypisywany Tukidydesowi »polityczny realizm«, prowadzący w naszych postawach wobec obecnej wojny albo do skrajnego egoizmu oraz obojętności na los ofiar imperialnej hybrydy, albo do paraliżującego działanie przekonania, że przecież w tym sporze nikt tak naprawdę nie ma racji” – pisze prof. Marek Węcowski w zbiorze esejów „Tu jest Grecja. Antyk na nasze czasy” (gorąco polecam).