Prezydent w sprawie „polskiego SAFE” rozbudził wielkie nadzieje i zaserwował jeszcze większe rozczarowanie. Takim rozczarowaniem jest prezydencka ustawa o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych (PFIO). Projekt, który ma wszelkie znamiona rozwiązania wymyślonego na szybko, a sama ustawa wygląda na napisaną na kolanie.
„Polski SAFE 0 proc.”. Dzielenie pieniędzy, których tak naprawdę nie ma
Dla samej konstrukcji nowego funduszu kluczowe znaczenie mają cztery jego artykuły. Artykuł 3, który określa skąd będą pochodziły gromadzone w nim środki. Sąsiadujący z nim artykuł 5, który opisuje jedyne nowe źródło tego finansowania, oraz oddalone od nich artykuły 18 i 21. Pierwszy opisuje dość nieoczekiwane źródło finansowania jak na program „SAFE 0 procent” (wskazano w nim instrumenty dłużne), drugi wyjmuje poza kontrolę budżetową środki pochodzące z zysków NBP (przewiduje zmiany w ustawie o finansach publicznych).
Skąd zatem środki w nowym funduszu? Z czterech źródeł. Z zysku Narodowego Banku Polskiego, który zamiast do budżetu państwa wpłacony byłby na rachunek funduszu. Abstrahując od tego, że NBP od dłuższego czasu żadnych zysków nie ma i wpłata najwcześniej może pojawić się w połowie 2027 r. (krótko przed wyborami parlamentarnymi) – najważniejsze jest to, że nie są to żadne nowe środki. Zmienia się jedynie miejsce ich wpłaty. W ten sposób zysk NBP zostaje wyjęty z budżetu, którym zawiaduje rząd i trafia do funduszu, w którym – o czym za chwilę – decydujące słowo będzie miał prezydent.
Drugim źródłem wpływów mają być, w pewnym uproszczeniu, zyski wypracowane z lokowania „wolnych" środków funduszu. Innymi słowy, to, czego fundusz nie wyda na wojsko, ma lokować na rynkach finansowych i z lokat czerpać zysk zasilający fundusz. Oczywiście zanim fundusz będzie mógł inwestować „wolne” środki, najpierw musi jakieś mieć.
Najciekawsze jest trzecie źródło, które ustawa opisuje dopiero pod swój koniec – co jest dość wymowne. Źródłem tym mają być zaciągane przez fundusz pożyczki i kredyty oraz emitowane obligacje. Innymi słowy, fundusz zadłużałby się. Spłata odsetek następowałaby ze środków funduszu – czyli, jak należy rozumieć, z wypracowanych zysków i wpłat NBP – a nie jak w przypadku europejskiego SAFE z budżetu państwa.
O czwartym źródle trudno coś powiedzieć. Są to zwyczajnie „inne tytuły” – czyli w praktyce nie wiadomo co.
Wbrew twierdzeniom prezydenta ustawa o PFIO nie pozwala uniknąć kosztów odsetek. Modyfikuje jedynie sposób ich spłaty. A koszty te – z uwagi na uwarunkowania gospodarcze – będą zapewne wyższe niż koszty pożyczek z europejskiego SAFE.
Sposób finansowania to jednak niejedyny element prezydenckiej ustawy, który powinien budzić poważne wątpliwości.
Czytaj więcej
Chcąc zawetować ustawę o udziale Polski w unijnym mechanizmie finansowania obronności SAFE, prezydent skonstruował zasłonę dymną. Jego konkurencyjn...
Prezydencki SAFE, czyli krok ku republice prezydenckiej
Przygotowana przez prezydencką administrację ustawa przewiduje, że organami nowego funduszu będą Rada Funduszu – ciało o charakterze głównie opiniodawczym i kreślącym długookresowe strategie – oraz Komitet Sterujący, faktycznie decydujący o wydatkach i zakupach.
W skład każdego z tych organów wchodzić ma po pięć osób: trzy ze strony rządu i dwie ze strony prezydenta (jedna osoba z kancelarii i jedna z zależnego od prezydenta Biura Bezpieczeństwa Narodowego), który osobiście uczestniczyłby w pracach Komitetu Sterującego. Formalnie, w przypadku równej liczby głosów, o wyniku głosowania przesądzałby przewodniczący – w obu przypadkach minister obrony narodowej. Mogłoby się zatem wydawać, że prezydent zaproponował program, po czym oddał jego kontrolę w ręce rządzących. Tak jednak nie jest.
Czytaj więcej
- My wiemy, jak spożytkować zysk NBP, tylko tego zysku do tej pory nie było - tak propozycję „Polskiego SAFE 0 proc.” skomentował w RMF FM szef Min...
Ustawa przewiduje bowiem, że decyzje w obu organach zapadają większością 2/3 głosów. Ten pozornie techniczny zapis okazuje się kluczowy – i trudno oprzeć się wrażeniu, że nieprzypadkowo skonstruowany w sposób nieoczywisty. Na pierwszy rzut oka 2/3 głosów w pięcioosobowym gremium kojarzy się z trzema głosami, którymi dysponuje strona rządowa. To jednak błędne założenie. Matematycznie 2/3 z pięciu to około 3,33, co w praktyce głosowań oznacza wymóg co najmniej czterech głosów. Dysponując zaledwie dwoma przedstawicielami, prezydent uzyskuje tym samym skuteczną większość blokującą – żadna decyzja nie może zapaść bez jego zgody.
To sprytna konstrukcja prawna. Rozszerza ona uprawnienia prezydenckie na obszar będący dotychczas domeną rządu, jednocześnie zdejmując z głowy państwa jakąkolwiek odpowiedzialność za ewentualne błędy w funkcjonowaniu planowanych mechanizmów finansowych. Prezydent zyskuje realny wpływ na kierunki i priorytety wydatków z nowego funduszu, co umożliwia mu – pod pozorem troski o narodowe priorytety – blokowanie decyzji sprzecznych, jego zdaniem, z interesami strategicznymi kluczowych sojuszników, w tym Stanów Zjednoczonych.
Dysponując zaledwie dwoma przedstawicielami w organach nowego Funduszu, prezydent uzyskuje tym samym skuteczną większość blokującą – żadna decyzja nie może zapaść bez jego zgody
Oczywiście – o ile rząd i NBP „dowiozą” i wygenerują środki, które można byłoby wydatkować. A to, biorąc pod uwagę uwarunkowania makroekonomiczne, wcale nie jest pewne.
Być może właśnie dlatego wszelkie ryzyko finansowe związane z funkcjonowaniem funduszu ustawa przerzuca na rząd, BGK (Bank Gospodarstwa Krajowego, jako operatora funduszu) i NBP. Tym samym ewentualna porażka programu – czyli brak środków w funduszu – obciążałaby przede wszystkim obecną koalicję rządzącą, a nie prezydenta. Trudno byłoby też mieć pretensje do BGK lub NBP, który znalazłby się bez zysków z powodu „nieudolnej polityki gospodarczej rządu” – choć takie uzasadnienie byłoby z oczywistych powodów absurdalne.
Trzeba wyraźnie powiedzieć, że taka konstrukcja to kolejny ruch środowiska politycznego skupionego wokół prezydenta Karola Nawrockiego, zmierzający do przekształcenia polskiej demokracji parlamentarnej w republikę prezydencką – czyli do faktycznej zmiany ustroju państwa, tyle że bez zmiany konstytucji.
Europejski SAFE bardziej polski niż się wydaje
Na marginesie dyskusji o tzw. polskim SAFE warto odnotować, że krytykowany przez prezydenta i jego otoczenie unijny program ma wyraźnie polski rodowód. Wynika to z dwóch podstawowych faktów. Po pierwsze, jego powstanie było efektem polskiej inicjatywy, a przyjęcie programu w okresie naszej prezydencji w Radzie UE (od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 r.) należy uznać za ważny sukces polskiej dyplomacji. Po drugie, Polska ma potencjał, by być jednym z największych beneficjentów SAFE – pod warunkiem skutecznego wykorzystania jego instrumentów i możliwości finansowych na rzecz krajowego przemysłu obronnego.
Program SAFE
Środki dostępne w ramach programu mogą stać się impulsem rozwojowym dla polskich przedsiębiorstw zbrojeniowych i przynieść wymierne korzyści dla ich pracowników i społeczności lokalnych – porównywalne z inwestycyjnym znaczeniem Centralnego Okręgu Przemysłowego w okresie II Rzeczypospolitej. W tym kontekście kluczowe jest, by wszystkie instytucje państwa działały spójnie i wspierały efektywne wdrażanie SAFE. Modernizacja i rozbudowa Sił Zbrojnych RP to bowiem nie tylko kwestia bieżącej polityki rządu, lecz przede wszystkim długofalowej strategii wzmacniania bezpieczeństwa i pozycji Polski w NATO i Unii Europejskiej. Im silniejsza jest nasza pozycja militarna, tym pewniejsza staje się suwerenność państwa i tym większa jest jego zdolność do prowadzenia niezależnej, asertywnej polityki – zarówno wobec państw jawnie nam wrogich, jak Rosja, jak i w relacjach z partnerami oraz sojusznikami, w Europie i za Atlantykiem.
Czytaj więcej
SAFE prezydenta i prezesa NBP, to mieszanie w szklance wody, bez cukru. Iluzja – ocenia w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Maciej Bukowski, ekonomista,...
Jeden cel, dwa fundusze i nowe etaty
Po lekturze prezydenckiej ustawy niejasne pozostaje, po co tworzyć nowy fundusz PFIO, skoro z inicjatywy rządów zjednoczonej prawicy (PiS i koalicjantów) w 2022 r. powstał już Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ) – podobnie jak PFIO instrument pozabudżetowy. Mimo zmiany władzy fundusz ten nadal jest wykorzystywany i nic nie wskazuje na to, by obecny rząd zmierzał do jego likwidacji.
Utworzony ustawą o obronie Ojczyzny fundusz finansuje zakupy uzbrojenia i modernizację polskiej armii. W 2023 r. wydał na ten cel około 37 mld zł, w 2024 r. około 46 mld zł, a w 2025 r. około 51,4 mld zł. Fundusz zasilany jest kredytami, obligacjami i wpłatami z budżetu państwa, a jego operatorem jest BGK.
Czytaj więcej
W tym tygodniu posłowie przyjmą poprawioną przez Senat ustawę o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE. Im dłużej zajmie wypracowa...
Rodzi się zatem pytanie: po co prezydencka ustawa tworzy nowy fundusz o identycznych celach i podobnych metodach finansowania jak istniejący już FWSZ? Dlaczego nie nowelizuje po prostu przepisów regulujących jego funkcjonowanie, dodając np. wpłaty z zysku NBP – bo to chyba jedyna zasadnicza różnica między oboma instrumentami. Na marginesie warto zauważyć, że wypłaty z zysku NBP, o ile tylko występują, stanowią dochód budżetu państwa. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, by już teraz zasilały – jako środki budżetowe – istniejący FWSZ.
Tworzenie funduszu-dublera komplikuje system, powoduje niepotrzebne powielanie struktur, zwiększa koszty administracyjne i rodzi ryzyko nieefektywności. Jest to działanie kontrproduktywne, które w niczym nie służy Wojsku Polskiemu – a na domiar złego uszczupla środki przeznaczone na obronność o koszty operacyjne funkcjonowania nowej struktury.
Z tej perspektywy prezydencka ustawa o PFIO nie jest projektem wzmocnienia obronności – jest projektem wzmocnienia prezydentury, realizowanym za cudze pieniądze, na cudze ryzyko i kosztem już istniejących instrumentów. Prezydent może sobie jednak na takie działanie pozwolić – to bardziej polityczny teatr rozgrywany w perspektywie przyszłorocznych wyborów parlamentarnych niż próba rozwiązania realnego problemu. Karol Nawrocki zdaje sobie bowiem sprawę, że jego projekt ma niewielkie szanse na przejście ścieżki parlamentarnej, a przy okazji podważa wiarygodność rządu, któremu na wdrożeniu europejskiego SAFE również zależy – i to pilnie. Nie tylko ze względu na zaszyte w europejskim SAFE terminy, lecz także dlatego, by pierwsze efekty finansowe programu stały się odczuwalne jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami.