Trudno oprzeć się wrażeniu, że raporty dotyczące wynagrodzeń działają na część środowiska ( w zasadzie w każdej branży) jak płachta na byka – ale niekoniecznie dlatego, że pokazują nieprawdę. Raczej ze względu na to, że upraszczają rzeczywistość.
Czytaj więcej
Obecnie nauczyciel powinien być jednocześnie wychowawcą, psychologiem, i – w razie potrzeby – workiem treningowym.
Co pokazywał raport?
Tak też było w przypadku „Raportu Rynku Prawniczego 2025/2026”, który mój kolega redakcyjny opisywał niedawno na łamach "Rz”.
Czytaj więcej
Prawnicy coraz lepiej zarabiają i coraz chętniej korzystają z AI. Choć nowe technologie przyspieszają ich pracę, to nie redukują jednak jej ciężaru...
Bo co właściwie widzi prawnik zarabiający 6–8 tys. zł netto, kiedy czyta o „średnim wynagrodzeniu” przekraczającym 22 tys. zł? Nie tyle inspirację, ile dysonans. I to taki, który łatwo przeradza się w frustrację. Problem polega jednak na tym, że reakcja tej grupy często idzie w kierunku podważania samego badania, lub wręcz wiarygodności gazety czy dziennikarza, który zdecydował się je opisać, zamiast chłodnej analizy tego, co ono faktycznie pokazuje.
Średnia w takich zestawieniach jest zazwyczaj kategorią odnoszącą się do konkretnej grupy, która wzięła udział w badaniu. W efekcie może nie uwzględniać zarobków np. prawnika z małej miejscowości, jeżeli do niego nie przystąpił. Efekt jest przewidywalny: liczba robi wrażenie, ale nie jest obrazem całego rynku. To naturalne. Czy zasadne jest zatem twierdzenie, że raport „nie oddaje w pełni rzeczywistości”? Być może. Ale może też być tak, że dla wielu prawników jest on po prostu niewygodnym lustrem, pokazującym, jak bardzo rynek się rozwarstwił i jak daleko niektórym do jego najbardziej dochodowych obszarów.
Czytaj więcej
Nawet w świecie popkultury istnieją granice, tyle że nie zawsze tam, gdzie się ich spodziewamy.
Zarobki prawników są zróżnicowane
Dane o widełkach od kilku do kilkudziesięciu, a nawet ponad 180 tys. złotych miesięcznie nie są anomalią, tylko rzeczywistością. Jest ona wypadkową różnych ścieżek zawodowych. Dojście do tych najwyższych poziomów nie jest ani oczywiste, ani dostępne dla wszystkich w równym stopniu. Decydują o nich nie tylko kompetencje, ale też specjalizacja, sieć kontaktów, miejsce pracy, a często zwykły przypadek. To nie czasy, że sam tytuł zawodowy radcy prawnego czy adwokata był gwarancją wysokich zarobków. Reakcja oburzenia ze strony gorzej zarabiających prawników jest więc zrozumiała, ale też uproszczona. Bo zamiast prowadzić do dyskusji o strukturze rynku, modelach wynagradzania czy realnych możliwości awansu w tej branży, często kończy się na prostym zakwestionowaniu samych liczb. I prześmiewczym „gdzie tyle dają ..”. To wygodne, lecz mało produktywne. Rynek prawniczy trudno opisać jedną liczbą. Jednocześnie uważam, że potrzebujemy takich uproszczeń, żeby móc o nim w ogóle rozmawiać.