Według agencji Reutera koncern Maersk zaczął kierować swoje statki na trasy z dala od Zatoki Adeńskiej i Morza Czerwonego, wokół Przylądka Dobrej Nadziei, w styczniu 2024 r., po tym jak jemeńscy bojownicy Huti zaatakowali jednostki pływające w tym rejonie w geście solidarności z Palestyńczykami w Strefie Gazy.
Pierwszy statek Maersk na dawnej trasie na Morzu Czerwonym
Jak poinformowała spółka w oświadczeniu, jeden z jej statków – Maersk Sebarok – dokonał tego tranzytu na dawnej trasie w czwartek i piątek. „Choć jest to istotny krok naprzód, nie oznacza to, że rozważamy obecnie szerszą zmianę w naszej sieci połączeń wschód–zachód i powrót do korytarza transsueskiego” – zaznaczyła firma w komunikacie.
Czytaj więcej
Związane z kłopotami kluczowych kanałów wydłużenie tras morskich to problem, ale nie aż takiego kalibru, jak obserwowaliśmy to w czasie pandemii.
Maersk poinformował, że rozważa kontynuowanie „podejścia etapowego” w kierunku wznowienia przepraw. Obecnie nie zaplanowano jednak żadnych dodatkowych rejsów – informuje agencja Reutera.
Ataki Huti zmieniły trasy kontenerowców
Powiązani z Iranem jemeńscy Huti przeprowadzili w latach 2023–2024 ponad 100 ataków na statki na Morzu Czerwonym, w Zatoce Adeńskiej i cieśninie Bab al-Mandab, która je łączy. Akcje te nazwali aktami solidarności z Palestyńczykami w związku z wojną Izraela w Strefie Gazy. W rezultacie wielu przewoźników zdecydowało się na zmianę tras na alternatywne.
Czytaj więcej
Duński armator Maersk jest kolejną firmą, która rezygnuje z wpływania na wody Morza Czerwonego. Powodem jest troska o bezpieczeństwo transportu.
Wydarzenia na Morzu Czerwonym i wyzwania regionalne kosztowały Egipt około 7 miliardów dolarów z tytułu utraconych przychodów z Kanału Sueskiego w 2024 roku.
Przewoźnicy nie spieszą się z powrotem na Morze Czerwone
Jednak większość przewoźników nie ufa ani deklaracjom rebeliantów Huti, ani jakimkolwiek nieformalnym gwarancjom bezpieczeństwa i nie spieszy się do powrotu na trasę po Morzu Czerwonym. Dlatego też większość operatorów kontenerowych wciąż wybiera dłuższą i bardziej kosztowną trasę wokół Afryki, co oznacza opóźnienie o 10 dni.