Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wyzwania stoją przed liniami arabskimi w kontekście obecnego kryzysu wizerunkowego?
  • Dlaczego niemiecka Lufthansa apeluje o ograniczenie ekspansji linii arabskich na rynku europejskim?
  • Jakie są główne argumenty Lufthansy dotyczące politycznego zarządzania liniami z Bliskiego Wschodu?
  • Jakie są opinie ekspertów dotyczące skuteczności reakcji Komisji Europejskiej na problemy branży lotniczej?

W środę Emirates wykonały 161 lotów do Europy. W czwartek ma ich być ponad 200. Pierwsze rejsy repatriacyjne Qatar Airways, po pięciodniowej przerwie mają ruszyć w czwartek 5 marca po południu – do Londynu, Berlina, Rzymu i Frankfurtu i to nie z Dohy, ale z Maskatu i Rijadu.

Pierwsze loty regularne wystartują z Dohy najwcześniej w najbliższą sobotę. W bardzo ograniczonym stopniu operuje również Etihad z Abu Zabi. Ci przewoźnicy korzystają z wyznaczonych bezpiecznych korytarzy przelotowych, które szybko się zapychają.

Czytaj więcej

Ceny biletów do Azji nawet dwa razy wyższe. Zniknęła arabska konkurencja

To wszystko w sytuacji, w której nie wiadomo, jak będzie rozwijał się konflikt, do kiedy będzie zamknięta przestrzeń powietrzna oraz jak długo potrwa nowa bliskowschodnia wojna wywołana przez USA i Izrael.

Chaos na lotniskach Bliskiego Wschodu. Pasażerowie wciąż czekają na loty

Nadal także w Dubaju, Abu Zabi, Dosze, a także na oddalonych od Bliskiego Wschodu lotniskach azjatyckich i afrykańskich koczują dziesiątki tysięcy pasażerów, których podróże odkładają się w czasie. Próbują im pomóc rządy, biura podróży, które ich tam wysłały, wreszcie sami przewoźnicy, których operacyjność jest uzależniona od decyzji regulatorów ruchu lotniczego, otwierających bądź zamykających przestrzeń powietrzną.

Ale to linie lotnicze właśnie są na pierwszej linii kontaktów z pasażerami. I to, jak sobie poradzą z obecnym kryzysem, zaważy na ich przyszłym postrzeganiu na rynku.

Czytaj więcej

Powoli wraca ruch lotniczy. Rejsy rozkładowe nadal odwołane

– Straty wizerunkowe owszem są, ale nie sądzę, by pasażerowie masowo odwrócili się od korzystania z tych linii, które rokrocznie uzyskują tytuły jednych z najlepszych na świecie, a huby, w których operują, to jedne z najważniejszych miejsc przesiadkowych na świecie. Owszem tytuły przyznawano w czasach pokoju, a wojna obnażyła pewną bezradność w sytuacji kryzysowej. Jednak stawiałbym na to, że uda się właśnie na wojnę zrzucić całe zamieszanie, pomniejszając własne niedociągnięcia – uważa  Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR.

Lufthansa apeluje do UE o ograniczenie ekspansji linii z Zatoki

Ten bardzo trudny dla arabskich przewoźników moment postanowiła wykorzystać niemiecka Lufthansa, która po raz kolejny apeluje do Komisji Europejskiej, aby przyjrzała się ekspansji linii z Bliskiego Wschodu na rynku europejskim.

W piśmie udostępnionym „Rzeczpospolitej” Lufthansa wskazuje przykład linii Emirates, która niedawno wystąpiła o prawa lotów z Dubaju do Berlina, a na tej trasie operują już dwaj przewoźnicy niemieccy.

Czytaj więcej

Niebo nad Zatoką Perską zamknięte. Linie odwołują loty do Dubaju, Kataru i Izraela

„Konflikty zbrojne na Bliskim Wschodzie jeszcze raz w bolesny sposób przypominają nam, że polityczne zarządzanie liniami z tego regionu sięga daleko poza kompetencje państwa. Emirates latają do Niemiec o wiele więcej, niż do jakiegokolwiek kraju w Unii Europejskiej. To z kolei rodzi pytanie: czy i jak chcemy być uzależnieni w transporcie lotniczym? Silna branża lotnicza jest podstawowym komponentem suwerennych Niemiec i Europy” – czytamy w piśmie Lufthansy.

Niemiecki przewoźnik przypomina jednocześnie, że mimo pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą, linie bliskowschodnie nie mają problemu z lataniem do Rosji. I cytuje wypowiedź Meinrada Drehera, profesora prawa z Uniwersytetu Johannesa Gutenberga w Moguncji, który wzywa Komisję Europejską, aby zmieniła swoje podejście do wniosków europejskich przewoźników, którzy po raz kolejny wzywają Brukselę do ograniczenia arabskiej ekspansji lotniczej.

KE raczej nie zareaguje na skargi europejskich przewoźników

– Nie za bardzo wierzę, że KE się ruszy i coś zmieni. Ma od dawna klapki na oczach i nie jest w stanie zrewidować swojej polityki, tak, żeby europejskie linie nie przegrywały z liniami z innych części świata, na których plecy nie zrzuca się tak wiele wymagań i obciążeń finansowych. Wojna w Ukrainie, której konsekwencją jest zamknięta przestrzeń nad Syberią położyła na łopatki sensowność ekonomiczną lotów do Chin chociażby, a z drugiej strony zwiększyła oferowanie linii lotniczych z tego kraju, które problemu z dłuższymi trasami przelotów nie mają. I co? Od wielu miesięcy biurokracja brukselska problem analizuje, a linie lotnicze zwiększają straty – uważa Adrian Furgalski.

Czytaj więcej

„Trójka z Zatoki”. Dlaczego arabskie linie lotnicze odniosły sukces

Zdaniem Dominika Sipińskiego, eksperta rynku lotniczego, redaktora naczelnego ch-aviation linie z Zatoki mają ograniczone możliwości reagowania na tak nagły i poważny kryzys. — Pewien chaos jest nieunikniony, choć oczywiście pasażerowie mają prawo domagać się lepszej opieki. Na pewno ten region ogólnie będzie się zmagał z problemami wizerunkowymi – bezpieczeństwo i niezawodność były jego mocnymi atutami, a teraz pasażerowie zaczną w to wątpić — ocenia.

– Natomiast geografii się nie oszuka – położenie hubów w Zatoce jest tak dobre, a model biznesowy i kosztowy tak dopracowany, że Emirates i Qatar Airways pozostaną najwygodniejszymi i najtańszymi opcjami podróży między Europą/Afryką i Azją. Jakaś grupa pasażerów zapewne wybierze linie europejskie i zrezygnuje z przesiadek w tych hubach, ale nie spodziewam się, żeby w dłuższej perspektywie była to duża grupa – dodaje Dominik Sipiński.