Prezes LOT: Chcemy latać do Chin z CPK sto razy w tygodniu

Rafał Milczarski kieruje LOT-em od cztery lata. Fot. Materiały prasowe

Chcę, aby LOT latał na każde z pekińskich lotnisk dwa razy dziennie. Chcemy też latać do innych chińskich miast – mówi Rafał Milczarski, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT.

LOT od niedawna lata już na drugie pekińskie lotnisko – Daxing. Dlaczego podjęliście taką decyzję?

Gdybyśmy nie skorzystali z szansy pojawienia się na Daxing, byłby to wielki błąd. To najnowsze lotnisko w Chinach, ma jeszcze margines przepustowości w powietrzu, która w ciągu kilku lat zostanie wyczerpana. Chcę, aby w nieodległym czasie LOT latał na każde z pekińskich lotnisk dwa razy dziennie. Chcemy latać także do innych chińskich miast. Ale musimy się do tego przygotować, chodzi mi o umowy dwustronne i dostępność slotów, w tym także prawa do przelotów nad Syberią. W ciągu dziesięciu lat liczba połączeń między naszym docelowym lotniskiem w Centralnym Porcie Komunikacyjnym, a różnymi lotniskami w Chinach powinna sięgać stu połączeń tygodniowo. Chiny, mimo obecnych zawirowań, z pewnością będą się rozwijać.

Kolejne europejskie linie zamykają połączenia do Chin z powodu rozszerzania się epidemii koronawirusa. A pan mówi o rozwoju połączeń z Chinami.

Pojawienie się w Chinach ognisk koronawirusa to rzeczywiście wyzwanie dla całej branży. LOT stosuje bardzo restrykcyjne procedury, by zapewnić bezpieczeństwo pasażerom i personelowi pokładowemu. Dodatkowe działania, które wdrożyliśmy w ostatnich dniach, pozwalają w jeszcze większym stopniu ograniczyć ryzyko. Stale monitorujemy sytuację dotyczącą zachorowań, mamy bieżący obieg informacji z polskimi i chińskimi służbami sanitarnymi i epidemiologicznymi, pozostajemy też w ścisłym kontakcie z naszymi międzynarodowymi partnerami lotniczymi.

Czy pamięta pan chwilę, kiedy Polska Grupa Lotnicza zdecydowała się na ubieganie się o przejęcie Condora?

Rozmowy o przejęciu Condora rozpoczęliśmy w październiku 2019 roku. Warto podkreślić ogromną rolę premiera Mateusza Morawieckiego w tym projekcie. To właśnie podpis premiera znajduje się pod aktem założycielskim Polskiej Grupy Lotniczej. A to, co wydarzyło się 24 stycznia (wybranie oferty PGL na kupno Condora – red.), jest dowodem, że konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju. W tej strategii jest również uwzględnione przeniesienie się LOT-u do Centralnego Portu Komunikacyjnego. Bez fundamentalnej restrukturyzacji LOT-u, bez decyzji premiera o powołaniu PGL i bez włączenia do niej dobrze prosperujących aktywów, nie byłoby tej transakcji.

To znaczy, że PGL będzie w przyszłości rosła organicznie, ale również będzie konsolidatorem na rynku europejskim?

Elementem naszej strategii jest właśnie konsolidacja. Flota estońskiej linii Nordica, należącej do Regional Jet, w którym mamy udziały, ma już 16 samolotów. I mamy w Estonii dochodową firmę, zapewniającą nam część samolotów z załogami i usługi świadczone innym przewoźnikom europejskim.

Jak długo potrwa integracja LOT-u i Condora?

Condor i LOT to są i będą dwie oddzielne linie lotnicze. Z pewnością jednak te linie będą się wspierały. Przeprowadzimy przegląd procesów biznesowych i dobrych praktyk w branży, żeby udoskonalić standardy działalności. Nie mam też wątpliwości, że wiele się od siebie nauczymy.

Media niemieckie piszą, że w wyniku tej transakcji istnieje groźba rozpętania się wojny cenowej na rynku niemieckim, bo Condor ma tam dużą konkurencję. Jest pan na to gotowy?

Nie rozmawiam i nie zamierzam rozmawiać z moimi konkurentami o cenach. Dla każdej linii lotniczej najważniejsze jest dbanie o to, by pasażer mógł odbyć podróż bezpiecznie, w komfortowych warunkach i w możliwie niskiej cenie. I to się nie zmieni.

LOT zapowiedział otwarcie w tym roku dwóch nowych połączeń do USA, do Waszyngtonu i San Francisco. Czy po zniesieniu wiz wzrósł popyt na podróże za ocean?

Zdecydowanie tak. Wiadomo, że już kilkanaście tysięcy osób skorzystało z procedury ESTA i ta liczba będzie znacząco rosła.

W związku z tym planujecie uruchomienie lotów do kolejnych miast?

Oczywiście, że tak. W miarę rozwoju naszej floty i przepustowości na warszawskim Lotnisku Chopina, a w przyszłości na CPK.

LOT jak i inne linie, które postawiły na dreamlinery i B737 MAX, ma kłopot z flotą. Ile wersji prognoz budżetu ma w tej chwili LOT?

Mamy w tej chwili prowizorium budżetowe na pierwszy kwartał i działamy zgodnie z planem, bardzo uważnie przyglądając się rozwojowi sytuacji. Jeśli chodzi o kłopoty z silnikami Rolls-Royce’a do dreamlinerów, to jest to proces, którym można zarządzać i przewidywać go. Oczywiście wolelibyśmy wykonywać połączenia wyłącznie dreamlinerami, bez konieczności leasingowania innych maszyn – airbusów A340. Ale jestem bardzo zadowolony ze współpracy z Air Belgium. Kiedy stanęliśmy przed wyborem, czy zaproponować pasażerom przelot innym typem samolotu, czy też odwołać rejs, zdecydowaliśmy się na to pierwsze. I był to wybór oczywisty.

Pytanie o Maxy jest bardziej skomplikowane, bo w tym przypadku nie ma ono wyłącznie wymiaru technicznego. W grę wchodzi wiele zmiennych, aby ta sytuacja została rozwiązana, ale jestem przekonany, że Maxy wrócą do latania. Te dwie straszne katastrofy z ich udziałem nigdy nie powinny się wydarzyć. Nie może być tak, że pilot nie jest w stanie sobie poradzić z niedomaganiem systemu. Nie mam wątpliwości, że po przywróceniu przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA), która jest naszym regulatorem ruchu lotniczego, i amerykański organ nadzoru lotniczego FAA, samolot ten będzie w pełni bezpieczny.

Kiedy Maxy mogą znowu pojawić się w waszej siatce?

Jesteśmy gotowi na każdy scenariusz. Gdyby się zdarzyło, że samoloty jednak nie wrócą przed sezonem letnim, zastąpimy je innymi maszynami.

Czy nie obawia się pan, że pasażerowie mogą mieć obawy przed wsiadaniem do Maxów? Czy jako ojciec rodziny wsiadłby pan do takiego samolotu?

Oczywiście, zamierzam polecieć z pasażerami i moją rodziną pierwszym rejsem po przywróceniu Maxów do służby. Zanim nasze samoloty, które zostały uziemione, wrócą do latania, wykonają serię rejsów technicznych, bez pasażerów na pokładzie. Bo zanim pasażerowie do nich wsiądą, musimy być przekonani, że wszystko działa tak jak powinno i można latać bezpiecznie.

Przy tych wszystkich problemach, jaki jest wynik LOT-u za 2019 i prognoza na 2020 rok?

Spodziewam się, że w obu wypadkach wynik będzie pozytywny. Nie zakończyliśmy jeszcze procesu uzyskania rekompensat od Boeinga za postój Maxów. Wszystko będzie zależało od ich wysokości.

Rafał Milczarski ma 42 lata, jest absolwentem wydziału ekonomii Uniwersytetu Cambridge. W 2005 roku – wraz z inwestorem branżowym Freightliner Group z Wielkiej Brytanii – założył firmę Freightliner PL, towarowego przewoźnika kolejowego. Firma osiągnęła kilkuprocentowy udział w rynku przewozów towarowych w Polsce. Prezesem LOT Milczarski jest od stycznia 2016 roku.

Mogą Ci się również spodobać

Prywatne odrzutowce – nowy wymiar podróżowania

Rynek prywatnych odrzutowców w Polsce nabiera na sile. Coraz więcej osób decyduje się na ...

Udany sierpień na wrocławskim lotnisku

W sierpniu Port Lotniczy Wrocław obsłużył 305,8 tysiąca pasażerów. To o 21,8 procent więcej ...

Szwecja promuje się na Airbnb

Organizacja Visit Sweden jako pierwsza marka narodowa rozpoczęła współpracę z serwisem Airbnb, platformą umożliwiającą ...

Nowy Hilton stanie w Kołobrzegu

Przy ul. Morawskiego w Kołobrzegu stanie nowy Hilton Garden Inn. Obiekt, który będzie miał ...

Do Stanów Zjednoczonych bez wiz. Ale nie od razu

Odlatujący do Los Angeles we wtorek, 12 listopada, z warszawskiego Lotniska Chopina samolot LOT-u ...

Betlej: Kręci się gospodarka, kręcą się podróże

Najbliższe tygodnie przyniosą dynamiczny wzrost sprzedaży wycieczek w biurach podróży. Korzystna koniunktura powinna utrzymać ...