Szacuje się, że w regionie utknęły setki tysięcy pasażerów, w tym dziesiątki tysięcy w tranzycie w Dubaju i Abu Zabi. Dane firmy Cirium wskazują, że same huby Zatoki obsługują standardowo około 90 tysięcy pasażerów tranzytowych dziennie (głównie linie Emirates, Etihad i Qatar Airways). Obecnie ruch ten został drastycznie ograniczony.
Polskie biura podróży zawieszają loty
Decyzje o zamknięciu nieba nad Iranem, Irakiem, Izraelem, ZEA, Katarem, Kuwejtem i Bahrajnem – w większości całkowicie – sparaliżowały ruch w regionie. Ograniczenia objęły także częściowo Jordanię, Syrię i Liban, co sprawiło, że główne porty przesiadkowe: Dubaj (DXB), Abu Zabi (AUH) i Doha (DOH) są dziś praktycznie uziemione. Dane firmy Cirium wskazują, że bilans anulowanych połączeń od początku kryzysu wzrósł już do blisko 20 tysięcy, co stanowi ponad połowę zaplanowanego na ten okres ruchu w regionie.
W Polsce biura podróży zareagowały masowo. Itaka zawiesiła do 23 marca loty do Omanu, a do 27 marca do ZEA (Dubaj, Abu Zabi, Szardża) i Kataru (Doha) – dotyczy to również rejsów dalekodystansowych z przesiadkami w tych hubach. Biuro realizuje obecnie operacje typu ferry (puste przeloty do celu) wyłącznie po to, by odebrać turystów, których powrót do kraju został odcięty. Jak zapewnia touroperator, klienci odwołanych wycieczek mogą liczyć na zwrot wpłat, vouchery lub bezkosztową zamianę kierunku. Podobne decyzje podjęły Rainbow i TUI w odniesieniu do Omanu, Jordanii i Dubaju.
Czytaj więcej
Zjednoczone Emiraty Arabskie uruchomiły pierwsze loty repatriacyjne. Do Rosji i Indii poleciały samoloty Emirates. Do Rijadu, Londynu, Moskwy i Ams...
Amerykanie też utknęli
Najbardziej odczuwalne skutki widać w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W terminalach przebywają pasażerowie oczekujący na wznowienie ruchu lub loty powrotne. Według telewizji CBS News, w grupie tej znajdują się tysiące obywateli USA, a administracja w Waszyngtonie analizuje obecnie możliwości opuszczenia przez nich regionu.