Zamknięcie kluczowych hubów lotniczych w Dubaju i Dosze odcięło Europę od Azji, zmuszając setki tysięcy ludzi do koczowania w terminalach od Bangkoku po Frankfurt. Branża turystyczna mierzy się z najtrudniejszym wstrząsem od dekad, a eksperci ostrzegają, że powrót do normalności na niebie może potrwać tygodnie.
Czytaj więcej
Po uderzeniu Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran transport lotniczy na Bliskim Wschodzie jest...
Działania militarne rozpoczęte 28 lutego wymusiły natychmiastowe wyłączenie z ruchu cywilnego nieba nad Iranem, Irakiem, Izraelem, Jordanią i państwami Zatoki Perskiej. Agencja Associated Press informuje, że sytuację krytycznie zaostrzył tragiczny incydent typu „friendly fire”, w którym kuwejcka obrona przeciwlotnicza omyłkowo zestrzeliła trzy amerykańskie myśliwce F-15E. Zdarzenie to, w połączeniu ze śmiercią najwyższego przywódcy Iranu, Alego Chameneiego, sprawiło, że region uznano za strefę bezwzględnego zagrożenia dla lotnictwa cywilnego. Całkowite wstrzymanie operacji ogłosiły najważniejsze porty regionu, w tym Dubai International, które, według agencji AP, odniosło uszkodzenia w wyniku irańskich uderzeń odwetowych.
Paraliż globalnej siatki połączeń lotniczych
Skala utrudnień wynika bezpośrednio z tego, że blokada Bliskiego Wschodu uderzyła w sam środek globalnej siatki połączeń. Analiza firmy Cirium, wskazuje, że tylko w ciągu ostatniej doby anulowano ponad 40 procent planowanego ruchu w regionie. Konieczność omijania strefy wojny i zamkniętej przestrzeni nad Rosją wydłużyła czas podróży między Europą a Azją o od 5 do 12 godzin. Główne linie lotnicze regionu, takie jak Emirates, Qatar Airways i Etihad, zawiesiły niemal wszystkie regularne połączenia, a nieliczne loty ewakuacyjne są obecnie dostępne wyłącznie dla pasażerów znajdujących się w krytycznej sytuacji logistycznej.
Zwykle huby Zatoki Perskiej obsługują dziennie dziesiątki tysięcy pasażerów tranzytowych, dlatego ich zamknięcie niemal natychmiast wywołało światowy efekt domina w siatkach połączeń.