Według agencji Associated Press od momentu eskalacji konfliktu odwołano już ponad 3400 lotów, a kolejne tysiące zostały opóźnione. Bliski Wschód pozostaje kluczowym korytarzem dla lotów między Europą a Azją, dlatego każde dłuższe ograniczenie ruchu w regionie natychmiast odbija się na globalnych siatkach połączeń.
Najbardziej dramatyczny przebieg miał proces wygaszania ruchu w kluczowych hubach przesiadkowych, które dotąd stanowiły fundament komunikacji między Zachodem a Wschodem. Lotniska w Dubaju (DXB), Abu Zabi (AUH) i Dosze (DOH) zanotowały bezprecedensową falę anulacji. W niedzielę anulowano ponad 700 rejsów związanych z regionem Bliskiego Wschodu, co de facto doprowadziło do operacyjnego paraliżu tego strategicznego węzła. Powodem była seria decyzji o czasowym zamknięciu lub ograniczeniu przestrzeni powietrznej w kilku państwach regionu, w tym w Iranie, Iraku, Bahrajnie, Jordanii, Katarze, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Izraelu.
Linie lotnicze wstrzymują loty, szukają tras omijających niebezpieczny region
Amerykańskie media, w tym telewizje CNN i CNBC, analizują proces wymuszonej zmiany tras, który stał się jedynym sposobem na utrzymanie drożności połączeń. Przewoźnicy są obecnie zmuszeni do omijania strefy konfliktu dalekimi korytarzami prowadzącymi nad terytorium Arabii Saudyjskiej lub kontynentem afrykańskim. Taka zmiana logistyki wydłuża rejsy międzykontynentalne nawet o kilka godzin, co powoduje dodatkowe zużycie paliwa. Eksperci cytowani przez CNBC ostrzegają, że gwałtowny skok kosztów operacyjnych może przełożyć się na presję wzrostową cen biletów, szczególnie na obleganych trasach do Azji Południowo-Wschodniej.
Jednocześnie część amerykańskich przewoźników, w tym Delta Air Lines i United Airlines, wstrzymała niektóre połączenia do regionu, m.in. do Tel Awiwu, argumentując to brakiem możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa pasażerom w niestabilnej sytuacji operacyjnej. Podobne kroki podjęły linie z Azji, w tym Air India, które wstrzymały część połączeń i zmieniły trasy rejsów, omijając strefę konfliktu, co jeszcze bardziej obciąża i tak już napięte harmonogramy lotów długodystansowych.
Skutki tego paraliżu uderzają w fundamenty ekonomiczne globalnej turystyki biznesowej i wypoczynkowej. W ślad za wydłużonymi trasami i chaosem w hubach prawdopodobnie wzrosną stawki ubezpieczeniowe nakładane na przeloty w sąsiedztwie Bliskiego Wschodu. Jeśli obecny stan blokady korytarzy powietrznych potrwa dłużej, branża musi liczyć się z trwałą zmianą dynamiki podróżowania, charakteryzującą się nie tylko wyższymi kosztami, ale też koniecznością akceptacji znacznie dłuższych czasów podróży i mniejszej liczby dostępnych połączeń na kluczowych kierunkach egzotycznych.