Przedstawiciel władz powiedział Channel 112, że „uniknięto wielkiej katastrofy”. Poinformował, że jeden z pilotów jest przesłuchiwany i coraz więcej oznak wskazuje, że próbował przejąć sterowanie samolotem, by go rozbić.

Pasażerowie uniknęli „drugiego 11 września”

Według przedstawiciela władz powstrzymali go pasażerowie, a na pokładzie była druga ekipa pilotów w cywilu i gdyby nie oni, incydent mógłby się skończyć „drugim 11 września”. Izraelski portal Walla podał, że pilot, który usiłował przejąć stery, jest Omańczykiem.

Dane ze źródeł publicznych wskazują, że około dwóch godzin po starcie Boeing raptownie zanurkował, spadając w ciągu minuty z wysokości 10 tys. do 5 tys. metrów, a jednocześnie gwałtownie zwiększył prędkość. Następnie na kilka sekund powrócił na wysokość ponad 6 tysięcy metrów, po czym znów zanurkował, tym razem spadając poniżej 4 tysięcy metrów.

Krew w kabinie pilotów

Samolot wykonywał rejs FZ103 z Dubaju do Tel Awiwu, ale został przekierowany i ostatecznie wylądował w mieście Tabuk na północnym zachodzie Arabii Saudyjskiej. Linie Flydubai potwierdziły „incydent” i zapewniły, że wszyscy pasażerowie „bezpiecznie” wylądowali.

W izraelskich mediach pojawiły się relacje pasażerów, którzy byli na pokładzie. – Usłyszeliśmy krzyki w samolocie. Otwarto kokpit i zobaczyliśmy krew, ktoś ugodził pilota scyzorykiem – powiedziała jedna z kobiet. 

Ekspert: Izrael zapewne zestrzeliłby samolot

Ekspert do spraw bezpieczeństwa Piotr Niemczyk, zapytany przez PAP, jak pilot mógł wnieść na pokład samolotu ostre narzędzie, powiedział, że zwykle jest tak, że pracownicy linii lotniczej czy pracownicy lotniska „przechodzą mniej skrupulatną kontrolę niż zwykli pasażerowie”. – Dzieje się tak trochę dlatego, że latają regularnie, znają się ze strażnikami, a strażnicy wiedzą, że są członkami załóg, a nie jakimiś niepewnymi pasażerami – ocenił.

Dodał, że nawet gdyby pilotowi nie udało się wnieść scyzoryka samemu, to mógł – już po przejściu kontroli – odebrać go od innego z pracowników, który mógł go wnieść przy jakiejś innej okazji. – Ze swojego doświadczenia wiem, że w państwach arabskich kontrola bezpieczeństwa jest dużo mniej skrupulatna niż np. na lotniskach europejskich. Jeżeli ktoś regularnie się jej przypatruje, a przecież pilot, który lata na regularnych liniach, wielokrotnie tę kontrolę przechodzi, to może znaleźć sposób, żeby ją obejść – powiedział Niemczyk.

W ocenie eksperta niebezpieczny incydent, do którego doszło w samolocie linii Flydubai, wykazuje pewne podobieństwa do zamachów z 11 września 2001 r. w Stanach Zjednoczonych. – Możliwe, że pilot chciał uderzyć tym samolotem w jakiś cel w Izraelu. Tabuk to miejscowość, która znajduje się stosunkowo niedaleko granicy Arabii Saudyjskiej z Jordanią, a dalej z Izraelem – podkreślił.

Ekspert zwrócił uwagę, że samolot w drodze na lotnisko do Tel Awiwu leciałby w okolicach Dimony, gdzie – w północnej części pustyni Negew – znajduje się izraelski reaktor atomowy. – Ja bym to raczej łączył z obecnym konfliktem w Iranie i aktywnością jemeńskich Huti. Pamiętajmy, że Oman jest krajem sąsiednim Jemenu i prawdopodobieństwo, że pilot, który jest obywatelem Omanu, miał jakieś powiązania z Jemenem, a w szczególności z grupą Huti, jest duże – ocenił.

Co mogłoby się stać, gdyby pilot nie został powstrzymany przez pasażerów samolotu? – Samolot zostałby najprawdopodobniej zestrzelony przez obronę powietrzną Izraela. – Gdyby uderzył w reaktor atomowy na pustyni Negew, to przede wszystkim byłaby to potworna porażka wizerunkowa Izraela, ale też trzeba pamiętać, że przestrzeń powietrzna tego kraju jest chyba najlepiej chronioną przestrzenią powietrzną na świecie. Dlatego myślę, że samolot zostałby po prostu zestrzelony – powiedział.