Ambicje stworzenia węzła przesiadkowego, zdolnego rzucić wyzwanie gigantom z Dubaju i Dohy, zderzyły się z geopolityczną rzeczywistością. Ataki jemeńskich rebeliantów Huti na międzynarodowy port im. Króla Chalida to coś więcej niż logistyczny paraliż siatki połączeń. W weekend pociski uderzyły w kompleks terminali pasażerskich. Zginęło co najmniej 14 osób, a ponad 300 zostało rannych.
Czytaj więcej
Arabia Saudyjska rozpoczęła pilotaż programu, który ma uprościć podróże do tego kraju turystom z wybranych kierunków. Oferuje im wizy pod warunkiem...
W poprzednich dniach uszkodzony został również stojący na ziemi samolot linii Saudia. To uderzenie w najczulszy punkt branży lotniczej: zaufanie pasażerów tranzytowych i spokój zagranicznych inwestorów, bez których saudyjska transformacja nie ma szans na realizację.
Paraliż lotniska w Rijadzie, masowe odwołania lotów
Zamiast doniesień o kolejnych wielomiliardowych inwestycjach w luksusowe kurorty, światowe media obiegły informacje o wstrzymaniu ruchu lotniczego. Jak donosiła w sobotę agencja Associated Press, w ciągu doby odwołano co najmniej 291 lotów z lotniska w Rijadzie. Jeszcze bardziej wymowne są dane firmy Cirium, z których wynika, że w niedzielę odwołano aż 99,7 procent zaplanowanych rejsów, a na poniedziałek przewidywano odwołanie około 60 procent połączeń. Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) już 30 września w swoim biuletynie zaleciła przewoźnikom unikanie wyznaczonej części saudyjskiej przestrzeni powietrznej (FIR Jeddah), a 9 października obszar ten rozszerzono o północny zachód.
Problem wykracza jednak daleko poza kilkudniowy paraliż logistyczny. Dziennik „The Wall Street Journal” w swojej analizie wprost wskazuje, że ataki na saudyjskie lotniska bezpośrednio zagrażają gigantycznym ambicjom Królestwa. Zgodnie z oceną WSJ, powtarzające się incydenty bezpieczeństwa mogą odstraszyć zagraniczny kapitał i zachodnich biznesmenów, uderzając w fundamenty planu transformacji gospodarczej „Vision 2030”, forsowanego przez księcia Mohammeda bin Salmana.
Stawką jest również przyszłość budowanego w Rijadzie lotniska im. Króla Salmana, które ma powstać na bazie obecnego portu i do 2030 roku osiągnąć przepustowość 100 milionów pasażerów rocznie.
Czytaj więcej
34 tysiące kilometrów kwadratowych, 50 wysp i 35 tysięcy nowych miejsc pracy - obejmuje najnowszy plan zagospodarowania turystycznego wybrzeża Morz...
Miało być 150 milionów turystów, a są rakiety na lotnisku
Dla Królestwa, które do 2030 roku chce gościć 150 milionów turystów rocznie, obecny kryzys to poważne tąpnięcie. Realizacja tego ambitnego celu wymaga bowiem radykalnej zmiany w strukturze odwiedzin. Saudyjczycy muszą zacząć masowo przyciągać zagranicznych turystów, by uniezależnić się od dominujących dziś podróży religijnych. Stołeczne lotnisko miało być symbolem tego otwarcia na świat rekreacji, jednak ataki boleśnie weryfikują te plany, uderzając w poczucie bezpieczeństwa.
Decyzje zachodnich i azjatyckich przewoźników – w tym grupy Lufthansa, Air India czy flydubai – o czasowym zawieszeniu połączeń do Rijadu pokazują, jak wrażliwy na kwestie bezpieczeństwa jest sektor lotniczy. Lufthansa odwołała rejsy do 16 października, a Air France-KLM przedłużył zawieszenie połączeń z saudyjską stolicą do końca miesiąca.
Polski MSZ zabrania podróżowania do Arabii Saudyjskiej – najwyższy stopień ostrzeżenia
Również LOT, który do Rijadu latał przed konfliktem w Zatoce Perskiej, nie planuje na razie wznowienia tych rejsów. – Na bieżąco analizujemy sytuację bezpieczeństwa i na razie nie ma przesłanek, żeby zmieniać decyzję o zawieszeniu tego połączenia – tłumaczy rzecznik LOT Krzysztof Moczulski. – Tym bardziej, że polski MSZ zaostrzył jeszcze ostrzeżenia o podróżowaniu do Arabii Saudyjskiej do najwyższego, czwartego stopnia – dodaje.
Czytaj więcej
Gospodarka Arabii Saudyjskiej przeszła długą drogę od stanu przed odkryciem ropy do obecnego związanego z Wizją 2030. Polska ma długą historię wspó...
Z Krakowa do stolicy Arabii Saudyjskiej połączenia miała też w lecie linia lotnicza Flynas. Samolot latał cztery, pięć razy w tygodniu. Jak wyjaśnia rzeczniczka Kraków Airport Monika Chylaszek, zgodnie z wcześniejszym planem skończyły się one w połowie września i będą reaktywowane dopiero – jeśli sytuacja pozwoli – w nowym sezonie letnim, czyli po marcu przyszłego roku.
Tymczasem Huti z Jemenu zapowiadają kolejne uderzenia. To oznacza, że pasażerowie tranzytowi i inwestorzy muszą zrewidować swoje plany, wybierając alternatywne trasy podróży lub odkładając decyzje o inwestycjach. W tej sytuacji dla saudyjskiej turystyki największym wyzwaniem może okazać się nie samo ponowne uruchomienie lotniska, lecz odbudowa zaufania pasażerów, przewoźników i zagranicznych partnerów.