Jak podała agencja AP, rada miasta Nowy Jork ma w przyszłym tygodniu przyjąć ustawę zakazującą przejażdżek. Projekt uzyskał poparcie burmistrza Zohrana Mamdaniego i przewodniczącej rady Julie Menin. „Branża dorożek konnych w Nowym Jorku dobiega końca” – oznajmił Mamdani w mediach społecznościowych.

Śmiertelny wypadek w Central Parku

Debatę o bezpieczeństwie wywołała śmierć Romancha Mahajana, który wyskoczył z dorożki, gdy spłoszony koń ruszył galopem. Chłopak próbował pomóc matce, która wypadła z siedzenia. Jego rodzina wielokrotnie apelowała o zakazanie przejażdżek.

„Jesteśmy zdruzgotani, cała nasza rodzina. Ból nie ustępuje. Każdego ranka budzimy się i myślimy wyłącznie o stracie syna” – mówił ojciec ofiary, Deepak Mahajan, podczas przesłuchania przed radą miasta.

Obrońcy praw zwierząt od dziesięcioleci przekonują, że konie nie powinny pracować w zatłoczonym parku i na ruchliwych ulicach. Dochodziło wcześniej do zasłabnięć zwierząt i kolizji z samochodami.

Właściciele dorożek w Nowym Jorku protestują

Zakazowi sprzeciwiają się związki zawodowe. Szef Transport Workers Union International John Samuelsen zarzucił władzom wykorzystywanie tragedii do celów politycznych. Ocenił też, że projekt nie przewiduje realnej pomocy finansowej dla pracowników.

Czytaj więcej

Rzym pożegna ostatnie dorożki. Proponuje woźnicom przesiadkę do taksówek

„To haniebny oportunizm polityczny, a Zohran nie powinien się na to godzić, zwłaszcza gdy niszczone są źródła utrzymania rodzin imigrantów” – oświadczył Samuelsen.

Projekt przewiduje opracowanie programu przekwalifikowania woźniców i możliwość wypłaty rekompensat. Konie mają zostać przekazane w humanitarny sposób, bez możliwości sprzedaży na ubój.

„Uważam, że spoczywa na nas obywatelska odpowiedzialność, by nikogo nie pozostawić bez pomocy” – powiedział Mamdani.

Poprzedni burmistrzowie, w tym Bill de Blasio i Eric Adams, bezskutecznie próbowali zakończyć działalność dorożek. W ich obronie występowały m.in. media i aktor Liam Neeson.

Obecnie przepisy wymagają, by konie miały co najmniej pięć tygodni wypoczynku rocznie poza miastem, przechodziły badania weterynaryjne dwa razy w roku i nie pracowały w temperaturze przekraczającej 31,7 stopnia Celsjusza.