Rośnie ruch na polskich lotniskach. Sukces odnosi Lotnisko Chopina w Warszawie, ale też porty regionalne. Te drugie mają nawet czasem większą dynamikę wzrostu niż lotnisko stołeczne.
Dla niektórych z portów regionalnych – przede wszystkim dla Łodzi, Bydgoszczy czy Poznania – zagrożeniem może być uruchomienie Centralnego Portu Komunikacyjnego pod Warszawą. Ale to kwestia co najmniej dziesięciu lat. Jeśli natomiast Radom ruszy z połączeniami niskokosztowymi, co zdaje się planują wdrożyć Porty Lotnicze („Radom ma podbić świat, topiąc po drodze Modlin”), z pewnością przechwyci część ruchu z Lublina. Jednak przeprowadzka tanich linii i czarterów z Warszawy do Radomia (jeśli do niej dojdzie), też potrwa kilka lat.
Tymczasem w Polsce nadal znacznie ponad połowę całego ruchu pasażerskiego obsługują regiony. Około 24,3 mln pasażerów skorzystało z 14 polskich portów regionalnych w 2017 roku. To o prawie 3 mln (14 proc.) więcej niż rok wcześniej.
Udział lotnisk regionalnych w całości ruchu pasażerskiego, obsłużonego w Polsce (40,09 mln) w minionym roku wyniósł 61 procent, pozostałe 39 procent (15,75 mln pasażerów) skorzystało z Lotniska Chopina w Warszawie. Jest to najwyższy europejski odsetek ruchu z regionów. Coraz więcej jest podróży bezpośrednich z lotnisk regionalnych, jak chociażby do Chicago z Krakowa i Rzeszowa, na Zanzibar z Wrocławia (czarter) czy do Tel Awiwu z Gdańska, Wrocławia, Krakowa, Poznania i Lublina.
Trzy największe lotniska regionalne w 2017 roku w Polsce to Kraków (5,83 mln), Gdańsk (4,6 mln) i Katowice (3,89 mln). Na tym ostatnim ruch wzrósł najmocniej, bo o 21,7 procent.