Poprzedni bilans, podawany w czwartek przez nepalskie władze, mówił o co najmniej 359 zabitych – podaje Polska Agencja Prasowa.

Nepalska policja poinformowała w piątek na platformie X o odnalezieniu 469 ciał w ośmiu dystryktach dotkniętych kataklizmem, najwięcej – 178 – w dystrykcie Ćitwan. Służby ewakuowały 1545 osób, z czego 84 wymagały hospitalizacji. Władze wciąż poszukują 910 zaginionych, w tym 517 obcokrajowców.

Po chińskiej stronie granicy dotychczas potwierdzono śmierć trzech osób.

W zrujnowanym tybetańskim powiecie Gyirong ewakuowano 499 mieszkańców i 555 turystów. Nadal za zaginione uznaje się 558 osób, w tym 260 obcokrajowców – podała agencja Xinhua.

Czytaj więcej

Katastrofalna powódź w Nepalu i Tybecie. Setki zabitych i zaginionych, w tym turyści

Do strefy katastrofy skierowano prawie 700 strażaków wspieranych przez floty dronów i psy tropiące. Dostęp do dotkniętych kataklizmem górskich terenów pozostaje znacznie utrudniony z powodu zniszczenia dróg – podała państwowa telewizja CCTV. Na miejsce katastrofy docierają transporty z namiotami, żywnością, wodą pitną i generatorami prądu.

Chińskie ministerstwo zasobów wodnych ostrzegło, że utworzony u zbiegu nepalskich rzek Chhochen Khola i Purepu Tsangpo potężny zbiornik osuwiskowy „stwarza wysokie ryzyko pęknięcia i przelania, co może doprowadzić do poważnej powodzi w dole rzeki” – przekazała w czwartek CCTV.

W jeziorze, które z powodu przepełnienia już zaczęło wylewać, zgromadziło się szacunkowo 2 miliony metrów sześciennych wody. Według prognoz w ciągu najbliższych trzech dni spłyną tam kolejne 3 miliony. Służby stale monitorują sytuację, przygotowując symulacje na wypadek pęknięcia naturalnej bariery.

Czytaj więcej

Rośnie bilans ofiar powodzi w Nepalu i Tybecie. Wśród zaginionych setki turystów

Według amerykańskiego instytutu geologicznego (USGS) środową katastrofę wywołało zapadnięcie się wysokogórskiego lodowca. Zwały lodu i gruzu runęły w dół, uwalniając gigantyczną falę wody, która wezbrała w górskich rzekach. Gigantyczna lawina błotna zeszła z prędkością około 50 metrów na sekundę, zmiatając z powierzchni ziemi całe osady na granicy chińsko-nepalskiej.

Tybetański Rejon Autonomiczny jest obszarem zazwyczaj niedostępnym dla zagranicznych dziennikarzy. Obcokrajowcy planujący podróż w te rejony muszą każdorazowo mieć rygorystycznie kontrolowane zezwolenia na wjazd.

Źródło: PAP