Statki wycieczkowe ucierpią przez koronawirusa

Fot. AFP

Dla organizatorów rejsów wycieczkowych gehenna, jaką przeżywali pasażerowie Diamond Princess jest najgorszą antyreklamą. Popyt na zwiedzanie świata z pokładu ogromnych statków spadnie co najmniej o 15 procent.

Potencjalni pasażerowie obawiają się, że kiedy podczas rejsu ktokolwiek zachoruje, staną się więźniami na wiele tygodni. A nawet potem, kiedy już zostaną zwolnieni z kwarantanny, trudno im będzie wrócić. Tym bardziej, że linie lotnicze także niechętnie biorą na pokład takich pasażerów. Ostatnio KLM w Malezji odmówił przewiezienia do Amsterdamu dwóch Holendrów, którzy wracali z rejsu po Azji.

CZYTAJ TEŻ: Porty Tajwanu nie dla statków wycieczkowych

Według analityków branży turystycznej kryzys wywołany koronawirusem (COVID-19) będzie znacznie dotkliwszy dla wielkich wycieczkowców, niż poprzednie – wywołane norowirusem, kiedy wszyscy pasażerowie jednego ze statków ucierpieli z powodu dolegliwości żołądkowych, czy zawstydzającej afery z Costa Concordia, którego kapitan wpakował statek na skałę. Utonęły wówczas 32 osoby.

Przy tym epidemia koronawirusa jest już tak nagłośniona w mediach, że klienci ze znacznie większą rezerwą podejdą do pomysłu spędzenia urlopu na wodzie. — Im dłużej będziemy czytać o kłopotach z ewakuacją Diamond Princess i podobnych, tym więcej ludzi, którzy jeszcze nigdy nie pływali wycieczkowcami zrezygnuje z wykupienia rejsu. Bo to już nie będą dla nich wakacje marzeń — mówi James Hardiman, szef Wedbush Securities, firmy wyspecjalizowanej w analizowaniu rynku turystycznego.

Turystyka morska nadal walczy, by straty były jak najmniejsze. I o ile linie lotnicze nie ukrywają, że wymuszone przez koronawirusa zawieszenie połączeń do Chin wiąże się dla nich z dużymi stratami finansowymi, o tyle organizatorzy morskich wycieczek są znacznie bardziej oszczędni w informacjach. Wartość tego segmentu turystycznego na świecie sięga 45,6 mld dolarów rocznie. Analitycy są zdania, że w tym roku koronawirus obetnie z tej kwoty przynajmniej 15 procent.

Na ten temat jednak nie są skłonni wypowiadać się znani armatorzy, jak Norwegian Cruise Lines czy Carnival Corp., do którego należą Princess Cruises. W odpowiedzi na pytania odpowiadają, że dla nich w tej chwili priorytetem jest bezpieczeństwo pasażerów. Przyznają jednak, że negatywny skutek odczują. Zapewniają jednocześnie, że przedsięwzięli środki ostrożności. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ cokolwiek by zrobili, to i tak rejs wymusza sytuację, w której kilka tysięcy ludzi jest zgromadzonych na niewielkiej powierzchni przynajmniej przez tydzień, a najczęściej znacznie dłużej. Co to oznacza? Że takie statki miasta automatycznie mogą stać się inkubatorami wirusa.

Erika Richter, odpowiadająca za komunikację zewnętrzną w American Society of Travel Advisors nie ukrywa, uważa, że negatywne skutki będą odczuwalne. — Nie ma innej możliwości – mówi. Jej zdaniem również zamiast rokrocznego wzrostu popytu będzie spadek przynajmniej o 15 procent.

Mogą Ci się również spodobać

Rezidor otwiera nowy hotel w Sopocie

230 pokojów i 250 metrów własnej plaży będzie miał nowy Radisson Blu Hotel, który ...

Chorwacja podnosi podatek turystyczny

O 25 procent wzrośnie podatek turystyczny w Chorwacji. Nowe stawki zaczną obowiązywać od 2019 ...

Wizz Air inwestuje w airbusy neo

Wizz Air odebrał wczoraj airbusa A321neo z 239 miejscami na pokładzie. To pierwsza z ...

TFG: Cztery miliony klientów biur podróży

Prawie cztery miliony Polaków wyjechały w pierwszym półroczu z biurami podróży. To o ponad ...

Kraków będzie miał połączenie lotnicze ze Lwowem

Kraków, po czterech latach przerwy, będzie miał ponownie bezpośrednie połączenie lotnicze ze Lwowem. Uruchomi ...

Luksusowym pociągiem przez północną Hiszpanię

2,7 tysiąca euro za 6-dniową podróż luksusowym pociągiem przez północną Hiszpanię – od przyszłego ...