Podróż w egipskich ciemnościach

O całą dobę opóźnił się powrót turystów z Hurghady, korzystających z usług biura podróży Mati World Holidays. Widok koczujących na egipskich lotniskach Polaków to codzienność, nawet, jeśli ich turoperator nie zbankrutował

Publikacja: 15.07.2012 21:02

Podróż w egipskich ciemnościach

Foto: rp.pl, Wiesława Kościńska Wiesława Kościńska Wiesława Kościńska

Czytaj też: Nie mamy problemów finansowych - mówi "Rz" przedstawicielka Mati World Holidays

Piotr Kościński z Hurghady

- Nie ma was na liście pasażerów. Całej waszej grupy - cierpliwie tłumaczył Egipcjanin trzydziestoosobowej grupie Polaków, którzy usiłowali wrócić z Hurghady do Warszawy samolotem charterowym OLT Express w piątek wieczorem. W pobliżu krążyła zrozpaczona kobieta z trójką dzieci, z innego biura podróży, która czekała na odlot już od rana. - Dla nas też nie było miejsc. Ostatecznie znalazło się dla mojego męża, ale do innego miasta, niż to, z którego przylecieliśmy. A co będzie z nami? Nie wiem - mówiła.

Rezydentka Mati World w Hurghadzie, Małgorzata M., która - inaczej niż rezydenci innych polskich biur podróży - nie odprowadzała grupy na lotnisko, słała sms-y. "Firma rozmawia z liniami lotniczymi". Ale bezskutecznie, co usiłowała wyjaśnić innym sms-em: "Linie lotnicze przysłały mniejszy samolot".

Egipski kierownik odpraw zdemaskował jednak kłamstwo, mówiąc, że OLT Express przysłał taki sam samolot, jak zawsze, zabierający 180 osób na pokład. A po odprawieniu wszystkich, mających ważne bilety, okazało się, że zostało jeszcze 14 miejsc. Czternastu szczęśliwców poleciało do Polski, około dwudziestu pozostało w Egipcie.

Kłopoty z hotelami

Problemy zaczęły się jednak tydzień wcześniej. Gdy grupa klientów Mati World znalazła się w Hurghadzie (samolot odleciał wieczorem zamiast rano, o czym niektórzy nie zostali powiadomieni) i dotarła z bagażami i paszportami z wklejonymi wizami egipskimi do sali przylotów, spotkała się z Małgorzatą M. Wtedy część osób została poinformowana, że ma mieszkać w innych hotelach niż te, za które zapłacili.

- Wybraliśmy Titanic Palace - mówi pani Małgorzata z Suwałk. - Dzień przed odlotem poproszono nas do biura podróży i powiedziano, że w tym hotelu jest awaria i zaproponowano hotel Jaz. Nie zgodziliśmy się i wybraliśmy inny. Tu, na miejscu, okazało się, że i tak będziemy mieszkać w Jazie - mówi.

Kilkanaście osób podróżowało zadowolonych, że przynajmniej ich nie dotknęła żadna zmiana. Dwie kobiety, będące w Hurghadzie już kolejny raz, zaczęły się jednak niepokoić. - Nie jedziemy do Hilton Long Beach, ale chyba do Hilton Resort - kręciły głowami.

W Hurghadzie są trzy hotele Hilton. Nazwa mogłaby sugerować jakieś szczególne luksusy, ale są to po prostu sieciowe hotele turystyczne Hiltona, dobrej jakości, ale nie różniące się wśród wielu innych tej samej klasy. Bus Mati World zajechał do Hilton Resort - bliżej centrum niż Long Beach, ale z dużo mniejszą plażą i o wiele mniejszymi basenami.

Indagowana przez turystów rezydentka wcale się nie speszyła. - To wewnętrzna zmiana rezerwacji, dokonana przez Hiltona - tłumaczyła. - Zostańcie tutaj - przekonywała. Ale nikt nie chciał zostawać w hotelu, którego nie wybrał. Bus pojechał więc do Hilton Long Beach.

- Nie ma dla was miejsc - kręcił głową recepcjonista z Hilton Long Beach. Pojawił się menedżer nocnej zmiany, odszedł na bok z rezydentką, coś sobie wyjaśniali. - Nic nie wiemy o waszej rezerwacji - mówił potem menedżer.

- Jedźmy do Hilton Resort, przenocujecie, a jutro was tu przekwaterujemy. Tu, albo nawet do jeszcze lepszego Hilton Plaza - przekonywała rezydentka.

O trzeciej w nocy, po czterech godzinach podróży, turyści wylądowali w Hilton Resort, w części oddzielonej ulicą od właściwego hotelu. Kolejne dwa dni zajęło oglądanie innych hoteli. - I każdy był gorszy od Hilton Resort, choć miał być najlepszy w świecie - mówi pan Paweł ze Stargardu. Wreszcie, nieoczekiwanie, sms od Małgorzaty M., że jednak wszyscy trafią do Hilton Long Beach. A w zamian za rezygnację z ewentualnych roszczeń dostaną wycieczkę do akwaparku.

Tułaczka po Hurghadzie

- Jeśli tak się zaczęło, to nie mogło się skończyć dobrze - wzdycha pan Marek spod Wrocławia, który wraz z pozostałymi też zamieszkał w końcu w Hilton Long Beach, zadowolony, bo pokój w Hilton Resort zamieszkiwała już... mysz. Wraz z żoną trafił w piątek na lotnisko w Hurghadzie przed grupą lecącą do Warszawy. Samolotu do Wrocławia nie było w ogóle, koczował więc na lotnisku, nie wiedząc, dokąd i kiedy poleci. Nie poleciał tak, jak i reszta.

Gdy zgasła tablica informująca o odprawie samolotu do Warszawy, cała dwudziestka została zabrana do autokaru, który pojechał do centrum Hurghady. - Traficie do hotelu tej samej klasy - zapewniał Ahmed z egipskiej firmy Travel Trend, partnera Mati World.

La Perla miał słabiutkie trzy gwiazdki i dość porządne pokoje, choć w hallu i restauracji klimatyzację zastępowały otwarte okna. Ahmed usiadł przy laptopie i z telefonem przy uchu usiłował coś załatwić. - To wszystko wina Mati World - wyjaśniał. - Chyba skończymy z nimi współpracę. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby turyści nie odlecieli samolotem, którym powinni odlecieć. No, raz, bo samolot się zepsuł - dodał.

Inny Egipcjanin tłumaczył: - Tutejsze hotele wolą przyjmować miejscowych, płacących pełną cenę za trzy noce z samymi śniadaniami, niż Europejczyków z all inclusive. Bywa, że turystów kwaterują w gorszym hotelu. Dobre biura podróży informują o tym swych klientów przed odlotem. Te gorsze stawiają ich przed faktem dokonanym - mówił.

Ostatecznie, większość grupy odleciała do Warszawy w sobotę wieczorem. Państwo spod Wrocławia mieli obiecany odlot do... Katowic. - Przylot druga w nocy. I co ja potem zrobię w Katowicach? - zastanawiał się pan Marek. - Ale najważniejsze, żeby dostać się do Polski! - mówi z rezygnacją.

Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Jakie są główne zalety systemów do zarządzania zasobami ludzkimi?
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Lotniska
Tadeusz Syryjczyk: Rozbudowa lotniska w Radomiu to wyrzucanie pieniędzy