Ryanair planuje w tym roku zwiększyć liczbę samolotów do obsługi zaplanowanych w Polsce tras z 44 do 52. O ile w zeszłym roku przewiózł w Polsce 18,6 miliona pasażerów, o tyle w tym roku zamierza zabrać na pokład 22 miliony klientów. Liczy więc na zwiększenie liczby pasażerów o 20-22 procent.
Czytaj więcej
Ryanair ogłosił dziś rekordowy wzrost ruchu w Warszawie w sezonie letnim. Więcej będzie operacji zarówno z lotniska w Modlinie, jak i z Lotniska Ch...
Ryanair liczy, że w kryzysie urośnie
Ze względu na droższe niż rok temu paliwo lotnicze, czasy są trudne dla linii lotniczych – przyznaje Kaczmarzyk, ale Ryanair jest w znakomitej sytuacji i zamierza to wykorzystać. Po pierwsze aż 80 procent swoich potrzeb, jeśli chodzi o paliwo, ma zabezpieczone (tzw. hedging) po cenie sprzed wojny w Zatoce Perskiej, po drugie właśnie ogłosił raport finansowy za miniony rok obrotowy (od 1 kwietnia 2025 roku do 31 marca 2026 roku), z którego wynika, że przy 208 milionach pasażerów miał 15,56 miliarda euro przychodów i 2,17 miliarda euro zysku netto, po trzecie zamierza spłacić ostatnie zadłużenie (obligacje za 1,2 mld euro) i pozostać nieobciążony kredytami i pożyczkami, a po czwarte jest – co rzadkie w branży lotniczej – właścicielem wszystkich swoich samolotów.
– Ryanair w swojej historii często szedł pod prąd, nie bojąc się kryzysów, i na tym zyskiwał – deklaruje Kaczmarzyk. Tak ma być i tym razem. Przewoźnik nie planuje żadnych ograniczeń w swojej siatce połączeń w Polsce. Wszystkie rejsy mają się odbywać zgodnie z rozkładem lotów.
Kaczmarzyk przyznaje, że nie będzie to łatwe, ponieważ widać obecnie zmniejszenie popytu na bilety lotnicze. Jest jednak przekonany, że to tylko "skrócenie okna rezerwacyjnego". Co to znaczy? To znaczy, że klienci i tak kupią przelot, tyle że z mniejszym wyprzedzeniem niż dotychczas – nie dwa-trzy miesiące, ale miesiąc lub nawet krócej planowaną podróżą. Nie będzie potrzeba obniżać cen, żeby ich zachęcać – generalna zasada, że wraz ze zbliżaniem się wylotu i kurczeniem się puli biletów na dany rejs ceny będą rosły, pozostaje w mocy.
Zarazem zadeklarował, że "polityka cenowa służy temu, żeby wypełnić samoloty", a jego firmie zależy, żeby było zajętych w każdej maszynie przynajmniej 94-95 procent foteli. – Na razie ceny biletów są na poziomie roku 2025 – podkreślił.
– Wychodzimy z założenia, że choć klient na razie czeka, bo na rynku panuje niestabilność, to jednak w końcu kupi bilet i poleci – podsumował ten wątek rozmowy Kaczmarzyk.
Czytaj więcej
Zdaniem prezesa Ryanaira Michaela O’Leary’ego przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może doprowadzić nie tylko do dalszego wzrostu cen pa...
Kłopot z EES, czyli pasażer w kolejce, a samolot już w powietrzu
Jest jednak jeszcze jeden problem, który spędza przewoźnikom sen z powiek. Może bowiem zakłócić cały ruch lotniczy w kraju i w Europie. Już daje się liniom lotniczym we znaki. A chodzi o wdrażany właśnie na lotniskach system Exit/Entry System (EES), polegający na rejestrowaniu przekraczania granic strefy Schengen przez obywateli państw trzecich. To wydłuża na szczególnie obłożonych lotniskach kolejki do odprawy paszportowej. Zdaniem Kaczmarzyka, kiedy zacznie się szczyt ruchu wakacyjnego, czyli już w czerwcu i w lipcu lotniska mogą być sparaliżowane. Przy czym dokuczy to przede wszystkim pasażerom, którzy mogą mieć problem ze zdążeniem na swój lot. Samoloty i tak muszą odlatywać zgodnie z rozkładem, inaczej, jak w dominie, posypałyby się rozkłady lotów we wszystkich portach lotniczych.
– To spory problem w całej Europie. W Polsce największy dostrzegamy w tej chwili w Krakowie. Tam się regularnie powtarzają duże kolejki do kontroli paszportowej – wskazuje Kaczmarzyk.
Ryanair już od miesięcy apeluje do rządów, by zawiesiły na lato egzekwowanie EES, a najlepiej, żeby zrobić to na poziomie Unii Europejskiej. – Jest taka możliwość na poziomie prawa unijnego, żeby tego po prostu nie stosować przez okres szczytu letniego, a po szczycie letnim do tego wrócić. Jak się zaczną wakacje, to na lotniskach będzie pełno, a to oznacza paraliż – przestrzega Kaczmarzyk.
Szczególnie niepokoi go sytuacja na lotnisku w Krakowie, Modlinie i Wrocławiu. – Co to oznacza? W Krakowie ludzie stoją nawet dwie godziny w kolejce. Sami do końca nie wiemy, w czym jest problem, bo jak popatrzyć, ile w Krakowie jest bramek i automatów do skanowania paszportów, to teoretycznie przepustowość powinna tam być duża. Więc pytanie, czy to są kwestie techniczne, czy to są kwestie personalne, czy po prostu nie ma ludzi? Nie wiemy, bo nigdy nie dostaliśmy [od lotniska] odpowiedzi – alarmował Kaczmarzyk.
Dodał, że 30-35 procent lotów Ryanair wykonuje poza strefę Schengen, na liście są między innymi Wielka Brytania, Irlandia, Albania, Cypr i Maroko.
Biura podróży rezygnowały z przelotów do Turcji, Egiptu i na Cypr
Pytany o działalność Ryanaira w Polsce w roli przewoźnika czarterowego, działającego na zlecenie biur podróży, prezes ujawnił, że w marcu i kwietniu jego klienci (są w tym gronie trzy firmy – TUI Poland, Itaka i Grecos) musieli odwoływać całe rotacje, ze względu na mniejszy popyt wśród turystów. Szczególnie jeśli chodzi o loty do Turcji, na Cypr i do Egiptu. Takie zmniejszenie potrzeb było jednak wliczone w umowy, jako pewien margines, nie wymagało więc renegocjowania kontraktów całorocznych.
– Teraz jednak latają zgodnie z tym, co zamówili i nie zgłaszają już żadnych korekt – deklaruje Kaczmarzyk.
Ryanair przeznaczył na potrzeby ruchu czarterowego 10 samolotów, czyli tyle samo, ile w zeszłym roku.