Prezes Ryanaira Michael O’Leary ostrzega przed możliwą falą bankructw w europejskim lotnictwie. Jego zdaniem jeszcze tej zimy z rynku mogą zniknąć dwie lub trzy linie lotnicze.
Źródłem problemów branży lotniczej jest konflikt na Bliskim Wschodzie z udziałem Iranu, który blokuje cieśninę Ormuz – jeden z kluczowych szlaków transportu ropy naftowej (przepływa przez nią około 20-30 procent globalnych dostaw tego surowca). Efektem jest gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego.
Drogie paliwo uderza w linie lotnicze
Jak twierdzi O’Leary, cytowany przez portal ilsole24ore.com, tylko w kwietniu wzrost cen paliwa lotniczego kosztował jego firmę dodatkowe 50 milionów dolarów. Jeśli ceny ropy utrzymają się na poziomie około 150 dolarów za baryłkę, roczny koszt może wzrosnąć nawet do 600 milionów dolarów, przewiduje O’Leary.
Ryanair jest częściowo zabezpieczony – około 80 procent paliwa zakontraktował wcześniej po znacznie niższych cenach (67 dolarów za baryłkę). Problemem pozostaje jednak pozostałe 20 procent, które musi kupować po aktualnych, znacznie wyższych stawkach.
Nawet jeśli konflikt niebawem się zakończy, powrót do normalnych cen nie nastąpi od razu. Prezes Ryanaira ocenia, że stabilizacja rynku może potrwać kilka miesięcy, a ceny paliwa mogłyby spaść poniżej 100 dolarów za baryłkę dopiero jesienią. – Ale to tylko hipotezy – zaznacza.
Czytaj więcej
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej kolejny raz orzekł, że pomoc finansowa, którą Lufthansa dostała od niemieckiego rządu w czasie pandemii,...
Jeszcze większym zagrożeniem niż wzrost cen może być ograniczona dostępność paliwa. Według O’Leary’ego w maju nie ma zagrożenia niedoborami, ale od czerwca sytuacja pozostaje niepewna. – Jeśli wojna się skończy na przełomie kwietnia i maja, lato powinno być bezpieczne. Jeśli nie, nie wiemy, co się wydarzy – mówi prezes.
W najgorszym scenariuszu mogłoby dojść nawet do odwoływania lotów z powodu braku paliwa. Prezes Ryanaira szacuje, że zagrożone może być 10–20 procent dostaw.
Według O’Leary’ego kontynentalna Europa jest w nieco lepszej sytuacji, bo korzysta z dostaw z Norwegii, Stanów Zjednoczonych czy Afryki Zachodniej. Bardziej zagrożona jest natomiast Wielka Brytania, która sprowadza paliwo z Kuwejtu.
Widmo bankructw w Europie
Zdaniem O’Leary’ego wysokie ceny paliwa mogą okazać się nie do udźwignięcia dla części przewoźników. – Jeśli ceny ropy utrzymają się na obecnym poziomie, w październiku lub listopadzie dwie albo trzy europejskie linie lotnicze mogą zbankrutować – ocenia.
Wśród potencjalnie zagrożonych przewoźników wymienia Wizz Aira i airBaltic. Jak mówi bez ogródek, bankructwo konkurentów byłoby „świetną wiadomością dla jego firmy”.
Węgierski przewoźnik stanowczo odrzucił te prognozy i zaprzeczył jakimkolwiek problemom finansowym. W oficjalnym stanowisku, przytoczonym przez ilsole24ore.com, podkreśla, że ma stabilną sytuację finansową i jest dobrze zabezpieczony przed wahaniami cen paliwa. Ważną rolę odgrywa tu nowoczesna flota składająca się z oszczędnych samolotach typu airbus A320neo, które pozwalają ograniczać koszty.
To nie pierwszy raz, gdy O’Leary publicznie „podgryza” konkurenta – już wcześniej wielokrotnie sugerował, że Wizz Air może mieć problemy finansowe. Prezes Wizz Aira, József Váradi, żartował nawet, że według szefa Ryanaira jego firma bankrutowała już wielokrotnie.
Czytaj więcej
W branży lotniczej zapowiada się interesująca jesień – mają wtedy ruszyć lub ujrzeć światło dzienne ważne inicjatywy rządu z wbiciem pierwszej łopa...
Znacznie trudniejsza może być sytuacja airBaltic. Przewoźnik, którego większościowym właścicielem jest państwo łotewskie, otrzymał niedawno krótkoterminową pożyczkę od rządu w wysokości 30 milionów euro, aby złagodzić skutki rosnących kosztów. Przewoźnik operuje głównie z Rygi, obsługując połączenia krótkodystansowe w Europie i wybrane trasy do Afryki Północnej i na Bliski Wschód.
Unia Europejska nie pomaga przewoźnikom
O’Leary wykorzystał okazję do skrytykowania polityki Unii Europejskiej. Jego zdaniem powinna ona pilnie ograniczyć opłaty za emisję dwutlenku węgla, które dodatkowo obciążają przewoźników.
– Reszta to strata czasu – stwierdził, zarzucając unijnym decydentom brak reakcji na realne problemy branży. – Komisarze UE są bezużyteczni. Teraz spierają się o bagaż podręczny w samolotach. Dlatego mówię: ruszcie się, znieście ETS, a przynajmniej go obniżcie. Ale KE składa się z polityków i biurokratów, a oni lubią tracić czas – skwitował.
Nie tylko wojna wyrządza szkody lotnictwu
Szef Ryanaira wskazał też kolejny problem – rosnące opłaty lotniskowe, które, jego zdaniem, są dla branży równie szkodliwe jak kryzysy geopolityczne.
– Opłaty lotniskowe są nawet gorsze, ponieważ wojny zazwyczaj szybko się kończą, podczas gdy opłaty lotniskowe to podatki bezsensowne. Żaden rząd nie znajduje dobrych powodów, by obniżyć podatek – wytykał.
Jako przykład podał rzymskie lotniska Fiumicino i Ciampino, które zapowiedziały znaczący wzrost opłat w najbliższych latach (o odpowiednio 14 procent i 50 procent do 2028 roku). To może ograniczyć inwestycje przewoźników i rozwój siatki połączeń.
Czytaj więcej
Komisja Europejska zapewnia, że z powodu konfliktu w Zatoce Perskiej w Unii nie zabraknie paliwa lotniczego. Ale w razie przedłużającego się kryzys...
O’Leary odwołuje emeryturę
Z uwagi na trudną sytuację branży lotniczej Michael O’Leary musiał odroczyć zapowiedziane niedawno ustąpienie ze stanowiska prezesa Ryanaira (jego kontrakt wygasa w 2028 roku).
– Osiągnęliśmy wstępne porozumienie z zarządem w sprawie przedłużenia mojego kontraktu do 2032 roku. Mam nadzieję, że będziemy mogli ogłosić to później i być może uzyskać zgodę zarządu we wrześniu na porozumienie w sprawie przedłużenia mojego kontraktu. Do 2028 roku wszystko może się zdarzyć. Jedyną dobrą wiadomością jest to, że Donalda Trumpa nie będzie już w Białym Domu. Miejmy nadzieję, że nie zastąpi go ktoś, kto mógłby wyrządzić takie same szkody jak on – zakończył O’Leary.