Według przedstawionego w czwartek po południu bilansu nepalskiej Narodowej Agencji ds. Redukcji Ryzyka Katastrof i Zarządzania Kryzysowego (NDRRMA) w wyniku powodzi błyskawicznej, do której doszło 26 sierpnia odzyskano ciała 1252 osób, a 4216 uznaje się za zaginione. Około 590 z nich to obcokrajowcy z 34 krajów.
Część cudzoziemców wciąż ma status zaginionych, ponieważ nepalskie służby, we współpracy z ambasadami i rodzinami, weryfikują informacje o ich losie, prowadząc identyfikację na podstawie m.in. badań DNA.
Czytaj więcej
Gigantyczna masa błota i skał runęła dziś rano do rzeki Bhote Koshi w nepalskim dystrykcie Rasuwa na granicy z Tybetem, wywołując niszczycielską po...
W pierwszym od niedzieli raporcie władze kontrolowanego przez Pekin Tybetu poinformowały o 21 ofiarach śmiertelnych. Poprzednio informowano o 16 zabitych. Los kolejnych 541 osób pozostaje nieznany.
Do tragedii doszło 26 sierpnia. Jak wynika z raportu HiRISK, międzynarodowego zespołu naukowców zajmującego się oceną zagrożeń naturalnych, powódź była wynikiem oberwania się fragmentu lodowca w himalajskim masywie Lirung w dystrykcie Rasuwa, się na północ od stolicy Nepalu, Katmandu. Lód i skały czasowo zablokowały rzekę Lhende Khola. Później powstała w ten sposób naturalna zapora pękła, uwalniając falę powodziową, która spłynęła dolinami po obu stronach granicy (Nepal, Tybet).
Pod względem skali zniszczeń i liczby ofiar była to najtragiczniejsza katastrofa naturalna w Nepalu od czasu niszczycielskiego trzęsienia ziemi z 2015 roku, które pochłonęło życie blisko 9 tysięcy ludzi.
Klienci biur podróży nie rezygnują z wyjazdu do Nepalu
PAP zapytała właścicieli agencji specjalizujących się w organizacji wyjazdów do Nepalu, czy tragiczne skutki kataklizmu zniechęcą do podróżowania w Himalaje.
Prowadzący agencję Trek24 Jerzy Kostrzewa przyznaje, że w najbliższym sezonie jesiennym ruch trekkingowy będzie mniejszy, ale jest przekonany,m że w kolejnych wróci do poziomu sprzed tragedii. Tak właśnie było, przypomniał, po tragicznym trzęsieniu ziemi w 2015 roku.
Podobny wniosek ma właścicielka agencji Meroway Adventures Paulina Franczak-Sherpa. Jak wyjaśnia, osoby, które rozważały wyjazd tej jesieni, ale nie były jeszcze w pełni zdecydowane, są skłonne przełożyć wyjazd na sezon wiosenny lub przyszłoroczny jesienny. Jednak nie zrezygnują one całkowicie z Nepalu jako celu podróży. Z kolei wśród turystów, którzy już się zapisali na najbliższy wyjazd, nie ma woli rezygnowania. Wyrażają najwyżej niepokój i chcą potwierdzenia, że na miejscu jest bezpiecznie.
Zdaniem Franczak-Sherpy jest również spora grupa klientów świadomych, że ich rezygnacja z podróży zaszkodziłaby lokalnej gospodarce. Upewniają się jedynie, czy ich trasa nie przebiega przez rejon dotknięty katastrofą, a po uzyskaniu potwierdzenia, są w pełni zmotywowani do wyjazdu.
Oboje touroperatorzy zwrócili natomiast uwagę, że zmniejszy się liczba turystów pragnących udać się z Nepalu do Tybetu. – Dostępne dla turystów były dwa przejścia: Kodari oraz Rasuwagadhi-Kerung. Właśnie to ostatnie zostało zniszczone przez żywioł. Kodari również bywa niebezpieczne ze względu na schodzące na nie lawiny błotne. Jedno zamknięto, drugie przestało istnieć. A samolot z Katmandu do Lhasy kosztuje 500–600 dolarów w jedną stronę – wskazuje Kostrzewa.
Turyści poza zasięgiem kolejnych powodzi
Czy rosnącej popularności wśród turystów nie odbierze Nepalowi obawa, że podobny kataklizm może wydarzyć się także w innych dolinach Nepalu? Kostrzewa nie wykluczył, że do podobnych zdarzeń dojdzie w przyszłości w innych rejonach kraju, podkreślił jednak, że w popularnych wśród turystów miejscach, jak rejon Annapurny czy Manaslu, osady i szlaki nie znajdują się w korytach rzek, lecz na zboczach. Nie są więc bezpośrednio narażone na uderzenie fali powodziowej.
– Z kolei w najliczniej odwiedzanej przez przyjezdnych dolinie Khumbu prowadzącej do bazy pod Everestem, poniżej Namche Bazaar wioski leżą blisko rzeki, ale brak tam zbiorników. To zmniejsza ryzyko katastrofy o podobnej skali. Wyżej zaś nie ma stałych wiosek, jedynie tak zwane lodge – skromne hotele działające w sezonie turystycznym – wyjaśnia.
1,2 miliona turystów rocznie w Nepalu
Touroperator podkreśla, że większość ofiar i zaginionych nie była trekkerami, których żywioł zaskoczył w trakcie wędrówki. Byli to głównie hinduscy pielgrzymi i turyści zmierzający w stronę świętej góry Kajlas, obsługa przejścia granicznego Rasuwagadhi-Kerung i ludzi pracujący przy budowie pobliskiej elektrowni wodnej. – Gdy uderzyła fala było tam mnóstwo ludzi, samochodów i autokarów czekających na odprawę. Gdyby zdarzyło się to parę godzin później, liczba ofiar byłaby dużo mniejsza – uważa.
Franczak-Sherpę zwraca uwagę, że choć rynek turystyczny w Nepalu stale się rozwija, to tragiczne zdarzenia raz po raz wywołują dyskusję o zasadach bezpieczeństwa.
– Od dawna rozważa się wprowadzenie obowiązku korzystania z usług lokalnych agencji i przewodników na wszystkich trasach trekingowych. Obecnie ten wymóg dotyczy tylko obszarów chronionych, tzw. restricted areas – wskazuje. I dodaje, że jest on podyktowany względami finansowymi, czyli pozostawieniem funduszy w lokalnej gospodarce, ale przede wszystkim możliwością udzielenia sprawniejszej pomocy w sytuacjach kryzysowych. Zdaniem Franczak-Sherpy sierpniowa tragedia może przyśpieszyć wprowadzenie tych przepisów.
Jak wskazuje prowadzący agencję Poza Trasą Adventure Łukasz Odzimek, nawet jeśli liczba turystów odwiedzających Nepal nie spadnie, to i tak zubożeją zajmujący się turystyką mieszkańcy regionu dotkniętego katastrofą.
– Zubożeją ze względu na uszkodzone drogi i zerwane mosty. To dramat wtórny. Ten region, nawet na warunki nepalskie, był wyjątkowo biedny, więc jeśli ruch turystyczny w nim zamrze, lokalni przewodnicy i tragarze i ich rodziny zostaną pozbawieni środków do życia – zaznacza.
Nepal odwiedza rocznie około 1,2 miliona zagranicznych turystów. W 2025 roku było ich 1,16 miliona. Aż 30 procent stanowią goście z Indii. W dalszej kolejności są to obywatele USA, Chin, Wielkiej Brytanii i Australii – wynika z danych nepalskiego Departamentu Imigracji zestawionych przez Nepal Tourism Board.