Podczas konferencji prasowej w Krakowie premier Donald Tusk zapowiedział korektę projektu ustawy o opłacie turystycznej – podała Polska Agencja Prasowa.

„Pani Monika Piątkowska (kandydatka na prezydenta Krakowa – red.) zwróciła moją uwagę, że dobrze byłoby – i wstępnie ustalałem to też z ministrem finansów - żeby propozycja opłaty turystycznej w 100 procentach wracała do gminy” – cytuje premiera PAP.

„Wydaje się, że opłata turystyczna nie ma finansować turystyki, ale ma rekompensować to wszystko, co miasto wydaje w związku z turystyką. Dlatego przychylam się do pani [Piątkowskiej] wniosku i tę zmianę, drobną, ale istotną wprowadzimy” – zapowiedział Tusk, dodając, że dojdzie do tego na etapie prac w Sejmie lub w Senacie.

Projekt nowelizacji ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, zakładający wprowadzenie nowej opłaty turystyczno-rekompensacyjnej, pobieranej w hotelach i innych obiektach, w których są świadczone usługi hotelarskie, złożyła w Sejmie grupa posłów klubu parlamentarnego Polskie Stronnictwo Ludowe – Trzecia Droga.

Posłowie PSL-TD argumentowali w uzasadnieniu, że opłaty turystyczne są w Europie „istotnym źródłem dochodów dla miast i regionów, pomagając w finansowaniu infrastruktury turystycznej, ochronie środowiska oraz promocji turystyki”.

Zgodnie z projektowanymi przepisami do budżetów gmin trafiałoby nie 100, jak chce premier, ale 80 procent wpływów z opłaty. Kolejne 18 procent zasilałoby budżet Polskiej Organizacji Turystycznej, natomiast 2 procent otrzymywałby inkasent, czyli obiekt hotelowy. Pieniądze pozostające w dyspozycji POT miałyby być przeznaczane na promocję turystyki lokalnej.

Czytaj więcej

Raś: Opłata turystyczna? Nie będzie o nią sporów, bo znalazłem złoty środek

Branża turystyczna protestuje

Są już pierwsze reakcje branży turystycznej na zapowiedź premiera. Swoje stanowisko w tej sprawie opublikowało Europejskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców Turystycznych. Oto jego treść (z redakcyjnymi skrótami).

„Od wielu miesięcy w Polsce trwa dyskusja o opłacie turystycznej. Były posiedzenia komisji i podkomisji sejmowych, konferencje, konsultacje społeczne, spotkania z przedstawicielami branży, samorządów i organizacji turystycznych. Przedsiębiorcy poświęcali swój czas, uczestniczyli w tych pracach i przedstawiali stanowiska, zakładając, że rzeczywiście współuczestniczą w tworzeniu rozwiązania, które będzie miało ogromne znaczenie dla polskiej turystyki.

Jeszcze 17 czerwca 2026 roku Ministerstwo Sportu i Turystyki oficjalnie prezentowało koncepcję opłaty turystyczno-rekompensacyjnej, której celem miało być stworzenie stabilnego źródła finansowania rozwoju lokalnej turystyki i promocji Polski.

80 procent wpływów miało trafiać do gmin. Pozostała część miała wspierać promocję Polski, a w jednej z wersji projektu przewidziano również wynagrodzenie dla inkasenta, czyli przedsiębiorcy, na którego państwo zamierza nałożyć obowiązek pobierania i rozliczania tej opłaty.

Tymczasem dzisiaj premier Donald Tusk poinformował, że „wstępnie uzgodnił” z ministrem finansów Andrzejem Domańskim, że 100 procent planowanej opłaty turystycznej ma trafiać do gmin.

Czytaj więcej

Opłata turystyczna tematem kampanii w Krakowie. Kandydatka na prezydenta apeluje do premiera

Po co w takim razie były miesiące rozmów? Po co przedstawiciele branży uczestniczyli w posiedzeniach komisji? Po co organizowano konferencje? Po co prowadzono konsultacje społeczne? Po co przedsiębiorcy zgłaszali uwagi, skoro ostatecznie wystarczy rozmowa premiera z ministrem finansów i publiczna deklaracja zmieniająca fundamentalne założenie całego rozwiązania?

To nie jest dialog, to jest słuchanie branży jak zgaszonego radia.

Nie chodzi o to, że samorządy nie powinny otrzymywać pieniędzy. Powinny. To właśnie gminy ponoszą znaczną część kosztów związanych z ruchem turystycznym. Problem leży gdzie indziej.

Jeżeli 100 procent opłaty pobieranej dlatego, że ktoś jest turystą, ma trafiać do ogólnego budżetu gminy, bez realnego mechanizmu gwarantującego przeznaczenie tych pieniędzy na rozwój turystyki, infrastrukturę turystyczną, promocję destynacji czy rekompensowanie rzeczywistych kosztów generowanych przez ruch turystyczny, przestańmy udawać, że tworzymy szczególny instrument polityki turystycznej. Zaczynamy tworzyć po prostu kolejną daninę, którą zapłaci turysta, której poborem i rozliczeniem zostanie obciążony przedsiębiorca i którą gmina będzie mogła wykorzystać na finansowanie swoich wydatków.

A słowo „turystyczna” pozostanie przede wszystkim w jej nazwie.

Czytaj więcej

Marszałkowie też chcą mieć udział w opłacie turystycznej. „Tego wymaga sprawiedliwość”

Na takie rozwiązanie zgody branży turystycznej być nie może. 

Europejskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców Turystycznych od początku popiera stworzenie nowoczesnego systemu opłaty turystycznej – ale opłaty dla turystyki, a nie kolejnego źródła ogólnych dochodów samorządów.

Jeżeli ostateczny projekt rzeczywiście będzie oznaczał pobieranie pieniędzy od turystów i nakładanie obowiązków na przedsiębiorców bez zagwarantowania związku tych środków z finansowaniem rozwoju turystyki, będziemy oczekiwali od parlamentarzystów jego odrzucenia. A jeżeli mimo to taka ustawa trafi na biurko prezydenta RP, będziemy apelowali o jej zawetowanie”.