Sprawę opisuje portal branży lotniczej Aerotelegraph. Na początku była decyzja Ryanaira, że rezygnuje z wprowadzenia w swoich samolotach pokładowego wi-fi. Przewoźnik twierdził, że instalowanie anten na kadłubach – zarówno od Starlinka, jak i od innych dostawców – zwiększy opór powietrza, co przełoży się na większe zużycie paliwa, a tego woli uniknąć.

Czytaj więcej

Eksperci: Bilety lotnicze podrożeją. Lepiej rezerwujcie sobie loty teraz

Według linii lotniczej oznaczałoby to wzrost spalania o 1–2 procent, a w konsekwencji dodatkowe koszty rzędu 100–200 milionów euro rocznie.

Z tym stanowiskiem nie zgodził się Elon Musk. Szef Starlinka przekonywał, że nowoczesne anteny są płaskie i stawiają jedynie minimalny opór. W wypadku samolotu Boeing 737-800 dodatkowe zużycie paliwa wyniesie więc jedynie około 0,3 procent.

W ferworze udowadniania, kto ma rację, Musk nazwał szefa Ryanaira „idiotą”, używając przy tym też innych obraźliwych sformułowań pod jego adresem.

Wyprzedaż biletów od idioty

Zamiast eskalować spór w zwykły dla siebie sposób, O’Leary wykorzystał sytuację marketingowo. Zapowiadał, że rozgłos przyniesie jego firmie korzyści i jak się okazuje, miał rację. W rozmowie z portalem Lovin Malta przedstawił konkretne dane: ruch na stronie internetowej wzrósł o około 8 procent w ciągu tygodnia, dzienna liczba odwiedzin sięgnęła około 30 milionów użytkowników, a liczba rezerwacji wzrosła o 2–3 procent.

– Szacujemy, że uzyskaliśmy darmową reklamę wartą około 40 milionów dolarów – twierdzi szef Ryanaira.

Linia dodatkowo podsyciła zainteresowanie opinii publicznej tą sytuacją, bezpośrednio nawiązując do słów Muska w tytule kampanii: „Big-Idiot Sale” (ang. przecena wielkiego idioty).

O’Leary nie ukrywa, że chętnie by powtórzył sytuację. – Czy zrobiłbym to ponownie? Bez wahania. Mam nadzieję, że spróbuje mnie jeszcze raz sprowokować – stwierdził.

Ryanair: To my mamy rację, bo to nasze samoloty

Mimo marketingowego sukcesu, zasadniczy spór pozostaje nierozwiązany. Ryanair podtrzymuje swoje stanowisko, że wpływ anten na zużycie paliwa jest znaczący. – Uważamy, że się mylą. To nasze samoloty – podsumował O’Leary.

Z kolei Starlink nadal przekonuje, że nowoczesne technologie mają minimalny wpływ na aerodynamikę i koszty operacyjne.

Czytaj więcej

Prezes Ryanaira motywuje pracowników. Pasażerowie muszą bardziej uważać

Historia pokazuje, że w erze mediów społecznościowych nawet kontrowersje mogą stać się narzędziem marketingowym. Dla branży turystycznej, w której walka o uwagę klienta jest wyjątkowo intensywna, to sygnał, że rozgłos, nawet negatywny, może przekładać się na realne przychody.

Jednocześnie spór o wi-fi na pokładzie wpisuje się w szerszą debatę o przyszłości usług dodatkowych w tanich liniach lotniczych – balansujących między komfortem pasażera a rygorystyczną kontrolą kosztów – podsumowuje portal.