Rozmowa prowadzona przez redaktora serwisu Turystyka.rp.pl Filipa Frydrykiewicza dotyczyła wniosków z ostatniej akcji ewakuacyjnej prowadzonej dla Polaków odciętych od kraju przez wybuch wojny w Zatoce Perskiej. A w drugiej części – przewidywań, jaki wpływ sytuacja na Bliskim Wschodzie może mieć na przebieg sezonu letniego w polskiej turystyce wyjazdowej i planów Enter Aira w tym kontekście.

Reklama
Reklama

„Wykonaliśmy wszystkie zaplanowane loty”

Z podsumowania Ministerstwa Spraw Zagranicznych opinia publiczna dowiedziała się, że w jej ramach, żeby przywieźć prawie 15 tysięcy ludzi, wykonano 82 loty. Tylko 10 z nich to były loty rządowe, ile takich rejsów wykonał Enter Air jako firma działająca na zlecenie biur podróży? – interesowało dziennikarza.

Jak przyznał Kubrak, w dniach prowadzenia ewakuacji było dużo chwil niepewności, a raz samolot Enter Air musiał zawrócić i wylądować na lotnisku zapasowym.

– Wykonaliśmy wszystkie rejsy, które były zaplanowane, zwieźliśmy pasażerów, ale nie zawieźliśmy nowych w te rejony. Cały proces ściągania Polaków z wakacji odbył się naprawdę super sprawnie i tu koordynacja i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, i touroperatorów, i linii lotniczych była naprawdę na najwyższym poziomie. Niewiele było w mediach narzekania pasażerów, którzy polecieli z biurami podróży na wakacje zorganizowane. Było za to dużo stresu pasażerów, którzy polecieli na wakacje organizowane przez nich samodzielnie, liniami bliskowschodnimi, które po prostu do dzisiaj właściwie nie operują w normalny sposób – relacjonował Kubrak.

Czytaj więcej

Łotewska linia lotnicza zabierze polskich pasażerów na jedną z Wysp Kanaryjskich

– Największy problem był z zebraniem i z zorganizowaniem tych pojedynczych ludzi. No, a to jest związane z tym, że mamy tam [na nad Zatoką Perską] huby dwóch, trzech bardzo dużych linii lotniczych, które są aktywne w Europie. To jest Emirates, Qatar Airways i Etihad, które właściwie zaprzestały swojej działalności. Z tego, co pamiętam, to dziennie przez hub Emirates mniej więcej było przewożonych około 250 tysięcy osób. Więc proszę sobie wyobrazić, co tam się zadziało w momencie, kiedy nagle nastąpił atak i te operacje zostały wstrzymane. Ci wszyscy ludzie, którzy byli tam w tranzycie, a pewnie było ich przynajmniej połowa tego, z tych 250 tysięcy, myślę, że ponad 100 tysięcy, no musieli tam zostać, trzeba było się nimi zająć.

Wojsko też lata Enter Airem

Kubrak potwierdził też, że z usług jego linii lotniczej często korzystają firmy i instytucje zagraniczne. W tym wojsko. Ostatnio Enter Air zawoził żołnierzy armii NATO na Grenlandię.

– Kilkadziesiąt razy w roku latamy na Grenlandię i na Spitsbergen. Mamy certyfikat NATO i przynajmniej kilkadziesiąt w roku, a może nawet więcej niż sto, wykonujemy takich operacji z różnymi wojskami polskimi i innymi natowskimi w różne części świata – mówił. Jak prezes Enter Air ocenia powodzenie sezonu letniego w turystyce zorganizowanej, przez pryzmat swojej współpracy z największymi touroperatorami, jak TUI Poland, Itaka Holdings, Rainbow i Coral Travel?

– Jedziemy z nimi na tym samym wózku, bardzo zależy nam więc, żeby nasi touroperatorzy mieli sukces i mieli jak najwięcej klientów, żeby ci ludzie, którzy lecą z nimi na wakacje byli zadowoleni, bo wtedy my mamy pracę.

Czytaj więcej

Luty kolejnym miesiącem rekordów na Lotnisku Chopina. „Rośniemy w imponującym tempie”

Enter Air nie zmienia planów na lato

Czy touroperatorzy w związku z sytuacją wyłączenia regionu Bliskiego Wschodu zmienią plany na lato? – Absolutnie działają w taki sam sposób, jak działają zawsze, czyli jakby zamieniamy kierunki wtedy, kiedy jest to konieczne. Zamieniamy kierunki, zmniejszamy albo zwiększamy częstotliwość lotów w odpowiednich destynacjach. Oczywiście zależy to wszystko od sytuacji na lotniskach, możliwości wykonania tych rejsów. No ale najczęściej przy tak dużej flocie, jaką my dysponujemy i tak dużą ilości destynacji, do których operujemy, są tutaj te możliwości elastyczności i zmiany.

– Na pewno trochę zmieni się geografia wyjazdów turystów, dlatego, że pasażerowie i w ogóle ludzie są dość uczuleni na informacje związane z wojną. Pewnie będą jakieś przesunięcia, ale te przesunięcia są zawsze i one w zależności od tego, jak ta przedsprzedaż idzie, jak wygląda wypełnianie się samolotów, to touroperatorzy reagują na to, a my jesteśmy elastyczni i również zmieniamy częściowo destynację albo częstotliwość wykonywania rejsów na niektórych kierunkach – wyjaśniał Kubrak.

Jak wzrost cen ropy wpłynie na biznes turystyczny?  – Myślę, że takiego bezpośredniego, potężnego wpływu na ten sezon ta zmiana nie będzie miała, dlatego, że większość dużych linii lotniczych, tak jak my i inni w rejonie stosują tak zwany hedging, czyli zabezpieczają się, jeśli chodzi o ceny paliwa, właśnie, żeby w takich sytuacjach, kiedy mamy nagłe zmiany, być po bezpiecznej stronie. To samo robią również touroperatorzy, którzy płacą nam za cenę przelotu, która jest sterowana ceną paliwa.

Enter Air zaplanował na najbliższy sezon letni latanie 51 samolotami i nie zamierza zmieniać tych planów. Rok wcześniej miał do dyspozycji 45 maszyn, ale rośnie rynek wyjazdów turystycznych, rośnie popyt na usługi biur podróży, a co za tym idzie i na usługi linii lotniczych, w tym tych „wakacyjnych” zwanych czarterowymi.

Czytaj więcej

Konflikt na Bliskim Wschodzie może przyczynić się do podwyżek cen biletów

– Nasze plany się nie zmieniają. W tym roku będziemy operować na 51 samolotach. To jest rekordowa liczba. – Czy nigdy nie myśleliście, żeby swoje samoloty wykorzystywać do latania, jak regularne linie lotnicze? – pytał dziennikarz.

– Nie, bo to zupełnie inny model biznesowy i dla nas przekształcenie się w linię low-costową albo regularną low-costową byłoby ogromnym wyzwaniem i logistycznym, i dystrybucyjnym, jeśli chodzi o dystrybucję biletów – odpowiadał Kubrak. – Trzymamy się swojego modelu, współpracy z biurami podróży, on się sprawdza, rozwijamy się, jesteśmy zadowoleni, w związku z tym nie zmieniamy w tej chwili strategii biznesowej. Kubrak deklaruje też, że nie obawia się o przyszłość biznesu lotniczego. Najnowsze prognozy IATA mówią, że w 2050 r. w Polsce będzie 100 milionów pasażerów, wobec obecnych 66 milionów.

Nie obawia się, że Enter Air mógłby być wypchnięty z rynku przez większych konkurentów, jak Ryanair i Wizz Air, które coraz chętniej dodają do swoich rozkładów lotów typowe kierunki wakacyjne?

„Konkurencja jest dobra, a my jesteśmy partnerem godnym zaufania”

– Przekornie odpowiem – ostatnio Wizz Air zaczął wozić pasażerów do Egiptu i była z tego straszna afera, bo zaczęli ludziom pobierać opłaty za walizki. Tak mniej więcej to wygląda. To jest zupełnie inny model biznesowy. My mamy inny, oni mają inny. Oczywiście gdzieś tam konkurujemy ze sobą bezpośrednio, ale nie wygląda to w ten sposób, że my moglibyśmy być z tego rynku wypchnięci. Oni musieliby po prostu stworzyć nowe przedsiębiorstwo, które by działało na innych zasadach, tak jak my działamy, żeby bezpośrednio z nami konkurować. Dlatego Kubrak nie boi się o przyszłość swojej firmy.

– Mamy robotę. Zbudowaliśmy sobie markę, która jest dobrze postrzegana przez pasażerów, przez naszych partnerów i dbamy o to, żeby ta jakość była jak najlepsza. Właśnie w takich sytuacjach, jaką mieliśmy kilka tygodni temu, staramy się pokazać, że rzeczywiście jesteśmy partnerem godnym zaufania i potrafimy zrobić to, co do nas należy – podkreślił.

Odżegnał się zarazem od pomysłu, aby Enter Air wynajął samolot szerokokadłubowy do wykonywania dalekich lotów. Wskazał, że taka maszyna pracuje zimą, ale potem jest kłopot z jej utrzymaniem, które jest kosztowne. Poza tym na rynku takie usługi świadczy już LOT ze swoimi dreamlinerami.

Czytaj więcej

82 loty, prawie 15 tysięcy turystów sprowadzonych do kraju i 23 miliony złotych pożyczek

– Latem destynacje są inne. Latem nikt nie chce lecieć 11 godzin na wakacje, tylko leci do Grecji 2,5 godziny i jest równie pięknie i równie ciepło i równie fajnie, więc jak pasażerowie mogą wybrać, to rzeczywiście latem wybierają destynacje bliskie, które są łatwe i nie zajmują im na transport całej doby i potem jeszcze trzeba się przyzwyczaić do zmiany czasu i tak dalej, więc to jest zupełnie inny rynek. Oczywiście patrzymy na te możliwości, ale na razie nie mamy odwagi, żeby z narodowym przewoźnikiem konkurować w tym segmencie – wskazywał.

– Zarazem to, co my oferujemy w tej chwili, jeśli chodzi o bliższą egzotykę z międzylądowaniem na tankowanie, mimo utyskiwań pojedynczych pasażerów, cieszy się dużą popularnością i dzięki temu, że jest ekonomicznie atrakcyjne, to ten rynek również się rozwija. Można polecieć Emiratesem, można polecieć Qatarem, można polecieć LOT-em, bo LOT też oferuje bezpośrednie połączenia na niektóre destynacje, na których my latamy. Rynek jest duży, każdy eksploatuje jakiś fragment tego rynku, jakąś swoją niszę – dodawał.

„Mamy największy udział w naszym segmencie rynku”

Pytany był też o konkurencję i jeszcze większe potrzeby touroperatorów. Największy z nich – Itaka Holdings – sprowadził nawet do kraju cztery samoloty, którymi wozi klientów pod własną marką, 001.

– My nie możemy mieć 100 procent rynku, byłoby to nierentowne w ogóle, więc skupiamy się na tym, co jest dla nas rentowne i najbardziej rozsądne biznesowo. Akceptujemy to, że nasi partnerzy mają również innych partnerów, którzy wożą klientów. My również mamy innych partnerów, współpracujemy z całym rynkiem i nasi partnerzy również współpracują z innymi liniami lotniczymi. To jest naturalne, konkurencja musi być. A my i tak mamy 40 procent rynku czarterowego, czyli bardzo dużo, bo żadna linia nie ma takiego udziału w rynku w Polsce w którymkolwiek segmencie. Chcemy być partnerem pierwszoplanowym, wybieranym przez klientów świadomie, jeśli chodzi o odpowiednią relację ceny i jakość usług – odpowiadał prezes Enter Air.

Kubrak odniósł się też do pytania o współpracę z polskimi lotniskami regionalnymi. Przyznał, że nie na wszystkich jego linia lotnicza jest traktowana, tak jakby chciał. Zarzucił dwóm lotniskom, których nie wymienił, że  „nie traktują jej przyzwoicie”.

Czytaj więcej

Bilety nie zdrożeją. Rząd przegrał w sądzie sprawę o ruch na lotnisku w Amsterdamie

– Są lotniska, z którymi mamy ogromny problem i mamy tam bardzo nieatrakcyjne warunki handlowe, dużo gorsze niż gdzie indziej. Inni, nie wiemy dlaczego, mają duże zniżki, mają dopłaty, mają preferencje, których my nie możemy dostać i te preferencje są rozdawane na zasadzie trochę takiej dobrej woli, a nie racjonalnych uwarunkowań. Trochę z tym walczymy. Mamy bardzo trudne rozmowy z dwoma lotniskami, które są dość duże i mają pełen monopol w różnych kwestiach obsługi właśnie lotniskowej i chcielibyśmy, żeby to się zmieniło, bo to nam po prostu przeszkadza. Jesteśmy polską firmą, zatrudniamy w Polsce mnóstwo osób, płacimy podatki w Polsce, rozwijamy polską branżę turystyczną i lotniczą, no a niestety nie ma tutaj zrozumienia dla nas i trochę jesteśmy traktowani jak obcy przewoźnik z zagranicy, którego można oskubać i to jest mało przyjemne – podkreślał.