– Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest niepokojąca pod wieloma względami. Również my jako branża lotnicza przyglądamy się jej i w pewien sposób ją odczuwamy. Oczywiście dopiero w dłuższej perspektywie będziemy w stanie zobaczyć, jak ona się rozwinie i jaki będzie miała długofalowy wpływ na lotnictwo. Ale to jest taka branża, która bardzo szybko się podnosi po każdym kryzysie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Łukasz Chaberski, prezes Polskich Portów Lotniczych.
Jednym z nich była pandemia COVID-19. Europejskie lotniska w 2024 roku przekroczyły liczbę pasażerów sprzed pandemii, obsługując ich łącznie 2,5 mld – wynika z raportu ACI Europe. W porównaniu z poziomem z 2019 roku wzrósł on o 1,8 proc. W 2025 roku odnotowano kolejny wzrost w ruchu pasażerskim w Europie, tym razem o 4,4 proc. rok do roku. W sumie obsłużono 2,6 mld podróżnych.
– W związku z obecną sytuacją Lotnisko Chopina potencjalnie może stracić 8,5 proc. ruchu, biorąc pod uwagę liczbę pasażerów związanych z destynacjami krajów z Zatoki Perskiej. Jednak w dłuższej perspektywie wydaje się, że ten ruch zostanie w jakiś sposób rozlokowany, przeniesiony chociażby przez inne huby albo inne destynacje – uważa Łukasz Chaberski.
Polskie Linie Lotnicze LOT zdecydowały o odwołaniu lotów z i do Dubaju i Tel Awiwu do końca sezonu zimowego, czyli 28 marca. Połączenia z i do Rijadu nie będą kursować do 16 marca. Pasażerowie nie polecą i nie wrócą z Bejrutu od 31 marca do 30 kwietnia.
– Jeśli zupełnie stracilibyśmy te połączenia, to byłaby to utrata korzyści na poziomie 10 mln zł miesięcznie. To nie jest jednak zero-jedynkowa sytuacja, bo nie stracimy tych pasażerów bezpowrotnie. Ci, którzy byli zdecydowani na podróż w tamten rejon, wybiorą inną destynację, jeśli chodzi o połączenie point to point, albo inny port przesiadkowy. To nie będzie chociażby Dubaj, ale może być na przykład Stambuł – podkreśla prezes PPL.