Zgodnie z ostatnią, czerwcową prognozą IATA, koszty paliwa lotniczego dla przewoźników wzrosną o blisko 40 proc. - z 252 miliardów dolarów w 2025 roku do 350 miliardów dolarów w 2026 roku. Prognoza ta opiera się na założeniu, że średnia cena ropy Brent wyniesie w tym roku 95 dolarów za baryłkę (37 proc. wzrostu względem 69 dol. w 2025 r.).

Czytaj więcej

Prezes Ryanaira ostrzega: Ceny biletów wzrosną rekordowo. 10, 15, a może 20 procent

„Utrzymujące się wysokie ceny paliw wywierają ogromną presję na finanse linii lotniczych. Oczekuje się, że w tym roku paliwo będzie stanowić ponad 30 proc. kosztów przewoźników, a rachunek za paliwo dla całej branży wzrośnie o około 100 miliardów dolarów w porównaniu z 2025 rokiem” - pisze w komentarzu dla PAP Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA). Organizacja zrzesza 370 linii lotniczych, w tym m.in. LOT, ze 120 krajów, zapewniających 85 procent światowego ruchu lotniczego.

Cena paliwa lotniczego wzrosła o 70 procent 

Zdaniem IATA linie lotnicze zrobią wszystko, co w ich mocy, aby zarządzać tymi kosztami - stosując w razie potrzeby mechanizmy zabezpieczające (hedging), dążąc do maksymalnej efektywności operacyjnej oraz dostosowując swoje strategie komercyjne. „Istnieje jednak granica tego, jak duży i trwały wzrost kosztów przewoźnicy są w stanie udźwignąć” - podkreśliła organizacja.

Według danych IATA w połowie października ceny paliwa lotniczego na świecie były wyższe o prawie 114 procent w porównaniu do października ubiegłego roku, a średnia cena paliwa lotniczego wynosiła ponad 192 dolary za baryłkę. Gwałtowna zwyżka nastąpiła na przełomie lutego i marca, po rozpoczęciu konfliktu zbrojnego w Zatoce Perskiej.

Tymczasem czerwcowa prognoza IATA przewidywała, że średnia cena paliwa lotniczego w tym roku wyniesie 152 dolary za baryłkę (wzrost o prawie 70 procent w porównaniu z 90 dolarami w 2025 r.). Z kolei różnica w cenie między paliwem lotniczym a ropą naftową Brent miałaby wynieść średnio 57 dolarów za baryłkę, co w ocenie IATA i tak stanowiłoby historycznie wysoki poziom (w piątek baryłka ropy Brent kosztowała ok. 110 dolarów).

Zdaniem organizacji skutki finansowe zmian cen są już widoczne. „Przewiduje się, że zyski w branży spadną o połowę - do 23 miliardów dolarów w 2026 roku - co oznacza marżę netto na poziomie zaledwie 2 proc., czyli około 4,50 dolara w przeliczeniu na pasażera. Jak każde przedsiębiorstwo, linie lotnicze muszą ostatecznie pokrywać swoje koszty. Będą starały się radzić sobie z wyższymi cenami paliw poprzez zwiększanie efektywności i inne działania, jednak gdy kluczowy czynnik kosztowy staje się znacząco droższy przez dłuższy czas, dodatkowych wydatków nie da się w nieskończoność brać na siebie” - podkreśla IATA.

W ocenie zrzeszenia branża lotnicza ma stosunkowo niewielkie pole manewru w sytuacji, gdy cena paliwa lotniczego gwałtownie rośnie. „Dlatego rządy powinny unikać nakładania zbędnych obciążeń finansowych i skupić się na rozwiązaniach, które poprawiają efektywność oraz odporność sektora” - wskazuje.

Czytaj więcej

IATA: Jeśli Europa chce się rozwijać, powinna wspierać swoje lotnictwo

Jednocześnie zauważa, że w dłuższej perspektywie przyspieszenie produkcji zrównoważonych paliw lotniczych (SAF) i dywersyfikacja źródeł energii w lotnictwie mają kluczowe znaczenie nie tylko dla dekarbonizacji, ale i dla zmniejszenia zależności od paliw kopalnych i wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego.

Linie lotnicze mają tylko jedno rozwiązanie – ciąć koszty

Zdaniem dziennikarza lotniczego Dominika Sipińskiego wysokie ceny ropy spowodowały, że koszty paliwa to teraz dla wielu linii ponad połowa wszystkich wydatków.

Taki wzrost dla niemal wszystkich przewoźników, z wyjątkiem najbardziej rentownych, będzie prowadził do nieuniknionych strat. Skutki różnią się jednak bardzo silnie w zależności od tego, czy i ile ropy linia miała zabezpieczone przed marcem w formie kontraktów hedginowych. Niektóre linie, jak np. Ryanair, dzięki takim kontraktom wciąż mają dostęp do stosunkowo taniego paliwa, co daje im olbrzymią przewagę konkurencyjną - mówi Sipiński.

Drugim czynnikiem - jego zdaniem - są zapasy gotówki. - Ostatnie lata dla linii były dość rentowne, więc wiele z nich może pokryć kilkumiesięczne straty - przekazał. Ocenił, że sezon zimowy „niewątpliwie będzie bardzo ciężki dla tych linii, które już wcześniej były nierentowne, jak np. airBaltic”.

- To jest już w tej chwili nieuniknione, bo nikt nie spodziewa się szybkiego powrotu do cen ropy sprzed marca. W tej chwili przewoźnicy, którzy nie mają hedgingu sprzed marca, mają tak naprawdę jedną możliwość cięcia kosztów - latać mniej - dodaje.

Zaznaczył, że jest to wyjście tylko dla tych linii, które mają własne samoloty i nie muszą płacić wysokich rat leasingowych. – Możliwości przerzucenia kosztów na pasażerów są ograniczone, zwłaszcza zimą, gdy europejski popyt hamuje, a przewoźnicy są bardzo ostrożni i starają się nie osłabić wciąż silnego popytu. Jeśli ceny paliwa będą się utrzymywały, a być może dojdzie też do pogorszenia sytuacji gospodarczej, zima i wczesna wiosna 2027 r. będą dla wielu linii bardzo trudne – zastrzega.

LOT zawiesza połączenia z powodu wysokich cen paliwa lotniczego

W tym tygodniu rzecznik LOT-u Krzysztof Moczulski ogłosił, że do końca października LOT zawiesza rejsy między Warszawą a Bolonią. Wstrzymał również połączenia z Krakowa do Madrytu, Rzymu i Barcelony. Ponadto zmniejszy częstotliwość wybranych połączeń. Linie planują przywrócenie zawieszonych lotów z początkiem kwietnia, kiedy wprowadzony będzie letni rozkład.

– Analiza siatki połączeń wzięła pod uwagę wiele czynników decydujących o rentowności, a jednym z najważniejszych są obecne wysokie ceny paliwa. Ich wpływ na koszty przewoźnika, a co za tym idzie opłacalność lotów, jest znacznie większy niż jeszcze w lutym, kiedy koszt paliwa stanowił ok. 25 proc. wszystkich kosztów ponoszonych przez linie lotnicze. Dziś może to być nawet 40 procent – mówił Moczulski.

Kolejnym czynnikiem, który zdecydował o zawieszeniu niektórych połączeń, jest wysoka presja konkurencyjna na rynku Europy Środkowej. Ogranicza ona możliwość podnoszenia cen w celu skompensowania wzrostu kosztów paliwa. Moczulski zwrócił uwagę, że LOT zwiększa jednocześnie ofertę połączeń międzykontynentalnych.

– Uruchomiliśmy połączenie do Bangkoku, z końcem marca uruchamiamy loty do Hanoi. Powiększamy też naszą flotę. Do połowy przyszłego roku dołączą do niej cztery Dreamlinery. Zostaną wykorzystane do zwiększenia częstotliwości lotów na obecnych trasach, ale rozważamy również zaoferowanie kolejnych kierunków – zapowiada rzecznik LOT-u.

EasyJet, Ryanair, Wizz Air  też zmniejszają liczbę lotów 

Do nowych warunków dostosowują się również więksi i znacznie silniejsi finansowo przewoźnicy. Według „Financial Times” easyJet poinformował o usunięciu z rozkładu zimowego kolejnych 600-700 tysięcy miejsc. Wraz z wcześniejszą redukcją podobnej wielkości oznacza to zmniejszenie oferty na okres od października 2026 r. do marca 2027 r. łącznie o około 1,4 miliona miejsc. Stanowi to prawie 3 procent z około 50 milionów miejsc oferowanych zwykle przez przewoźnika w sezonie zimowym. Prezes easyJet Kenton Jarvis wyjaśnia, że ograniczenia mają zmniejszyć ekspozycję linii na koszt paliwa w miesiącach o słabszym popycie.

Media informowały, że Ryanair obniżył prognozę liczby pasażerów na rok finansowy 2027 (od 1 kwietnia 2026 r. do 31 marca 2027), Wizz Air ograniczył o 5 procent liczbę miejsc w okresie od października tego roku do marca przyszłego roku. Ograniczenia utrzymuje także norweski Norse Atlantic Airways, koncentrujący się na niskokosztowych przewozach  dalekodystansowych.

Według mediów amerykański przewoźnik Delta Air Lines, jeden z najsilniejszych finansowo na świecie, obniżył prognozę skorygowanego zysku na akcję w 2026 r. z przedziału 6,50-7,50 dolara do 5,10-5,60 dolara. Linia tłumaczy to wyłącznie droższym paliwem. Szacuje, że jej roczny rachunek za paliwo będzie o około 6 miliardów dolarów wyższy niż w 2025 roku i jej wydatki na paliwo w tym roku wyniosą ok. 15,8 miliarda dolarów wobec 9,8 miliarda dolarów w 2025 roku.

IndiGo, największy indyjski przewoźnik lotniczy, od 6 października podwyższył dopłaty paliwowe uzależnione od długości trasy na rejsach krajowych i międzynarodowych. Na trasach krajowych podwyżka wynosi od 100 do 350 rupii (ok. 15 zł) za odcinek, a łączna dopłata na najdłuższych połączeniach może sięgać około 1300 rupii (ok. 54 zł). Była to już druga podwyżka od kwietnia. Natomiast 9 października nowe stawki wprowadziły również Air India i Air India Express.