W tym roku Chorwacja znów mogła pochwalić się świetnymi wynikami lata. Jak wynika z komunikatu tamtejszego Ministerstwa Turystyki i Sportu, w pierwszych ośmiu miesiącach roku do kraju przyjechało 15 milionów gości, którzy wykupili 86,6 miliona noclegów. Odpowiada to 91 i 96 procentom wartości zanotowanych w tym samym czasie przed pandemią. Przychody z tego tytułu przekroczyły nawet te z 2019 roku.

O ile dla przedsiębiorców to pozytywne informacje, to już dla osób niezwiązanych z turystyką oznaczać mogą powrót starych problemów, pisze Deutsche Welle na swojej stronie internetowej. Obawia się tego na przykład Dubrownik.

Czytaj więcej

Milion Polaków w Chorwacji, w tym roku duże przyspieszenie przyjazdów

Ponieważ Dubrownik z masową turystyką musiał sobie radzić już przed pandemią, powołano inicjatywę „Szanuj miasto”. Zdaje się, że pomysł umarł śmiercią naturalną, bo ani na stronie internetowej, ani na Instagramie nie pojawiają się aktualizacje. Na razie wszystkie siły skierowane są na odzyskanie turystów. Ministerstwo utworzyło jednak fundusz z budżetem 290 milionów euro na promocję zrównoważonej turystyki. Część pieniędzy ma popłynąć do tych regionów, które do tej pory niewiele korzystały z turystyki.

Przedsiębiorcy, choć jeszcze nie wyszli z kryzysu wywołanego przez pandemię, nie wierzą, że turystyka masowa nie wróci. Takiego zdania jest Ivana Durokovic, która ma firmę organizującą rejsy statkiem wzdłuż Adriatyku i na popularne wyspy.

Ponieważ do rosnącej liczby przyjazdów trzeba się przygotować, poszczególne regiony i atrakcje turystyczne już podejmują różne decyzje. Na przykład w Parku Narodowym Krka wprowadzono zakaz kąpieli, by w ten sposób chronić przyrodę. Z drugiej strony Park Narodowy Jezior Plitwickich może utracić status światowego dziedzictwa UNESCO, ponieważ masowa turystyka spowodowała już ogromne szkody w środowisku.