O'Leary: Klasa biznes zniknie

Po Europie niedługo wszystkie linie lotnicze będą latać jak Ryanair, a klasa biznes zniknie. Przywileje ograniczą się do szybszego przejścia przez kontrolę bezpieczeństwa czy foteli z przodu samolotów – mówi prezes Ryanaira Michael O'Leary

Publikacja: 01.10.2014 09:03

Michael Kevin O’Leary jest irlandzkim przedsiębiorcą, absolwentem studiów biznesowych na prestiżowym

Michael Kevin O’Leary jest irlandzkim przedsiębiorcą, absolwentem studiów biznesowych na prestiżowym Trinity College w Dublinie. Ma 53 lata. Z Ryanairem związany od 1988 r. Wtedy spotkał partnera biznesowego Tony’ego Ryana, właściciela firmy leasingowej Guinness Peat Aviation. Razem założyli linię lotniczą.

Foto: Bloomberg

Danuta Walewska: Cieszy się pan, kiedy ?Air France strajkuje, a inne linie przygotowują się ?do protestów?

Michael O'Leary, prezes Ryanaira: Nie cierpię strajków, bo wtedy pasażerowie mają kłopoty. ?I wbrew pozorom Ryanair wcale na strajkach nie zyskuje. Na razie nadal nie dotyka on naszych pasażerów, bo linie typu Air France latają z głównych portów europejskich, podczas gdy my dopiero zaczynamy się tam pojawiać. A w dodatku rzadko mamy wolne miejsca, żeby przygarnąć pasażerów, którzy chcieliby z nami polecieć. Takich strajków będzie jednak coraz więcej, ponieważ linie, które mają wysokie koszty – takie jak Air France czy Lufthansa – starają się je ciąć, by konkurować na trasach europejskich z takimi liniami jak Ryanair czy easyJet.

I Lufthansa, i Air France inwestują i chcą dalej inwestować ?w przewoźników niskokosztowych. Czy pana zdaniem niedługo wszyscy będą latać po Europie tak, jak robi to Ryanair?

Tak, niestety, niekoniecznie Ryanairem. Wystarczy spojrzeć na USA. Tam klasa biznes praktycznie zniknęła, a ceny biletów są uzależnione od tego, kto kiedy kupił bilet i czy leci z bagażem czy bez. Jednocześnie koszty podróży zdecydowanie spadły. To dlatego Lufthansa ma Germanwingsa, a British Airways Vuelinga. To właściwa droga, bo pozwala na większe wykorzystanie floty. Klasa biznes będzie oznaczała szybsze przejście przez kontrolę bezpieczeństwa czy fotele z przodu samolotu. Za resztę, np. posiłki, pasażerowie będą mogli dopłacić na pokładzie.

Prognozy ruchu lotniczego porównuję zawsze do prognoz pogody. Nigdy się nie sprawdzają

Podczas niedawnej konferencji low-costów w Dublinie pana kolega z Aer Lingusa powiedział, że europejski rynek lotniczy czeka masakra. Zgadza się pan z nim?

Prezes Aer Lingusa zawsze tak mówi. Kiedy jakaś linia ma tak wysokie koszty jak Aer Lingus, to każda restrukturyzacja wygląda jak „masakra". Ryanair przez ostatnich 18 miesięcy nie odebrał ani jednej nowej maszyny, nie mogliśmy się rozwijać. Teraz wiem, że w ciągu najbliższych pięciu lat będę miał 180 maszyn więcej, zaczyna się więc dla nas kolejnych pięć lat szybkiego wzrostu. Dla takich linii jak Aer Lingus i LOT, który chce się na nim wzorować, to zła wiadomość, bo właśnie z nimi zamierzam konkurować.

Czy ma pan już plany, dokąd te 180 samolotów poleci?

Mam już wyznaczone porty, w których chciałbym zbazować maszyny. Ostateczna decyzja będzie zależała od wyniku negocjacji z lotniskami. 25 z nich będzie latało z Dublina i Londynu Stansted, 10–15 zbazujemy w Polsce. W przyszłym roku w Polsce przewieziemy 7 mln pasażerów i oczekuję, że w 2020 roku dojdziemy do 14 milionów.

Prognozy dla polskiego ruchu lotniczego to 5 procent wzrostu rocznie. Czy pan liczy na taki przyrost, bo Ryanair odciągnie pasażerów od innych linii, czy też, że zaczną latać ludzie, którzy jeszcze nie lecieli samolotem?

Takie prognozy porównuję zawsze do prognoz pogody. Nigdy się nie sprawdzają. W Polsce już teraz otwieramy dwie nowe bazy – w październiku w Modlinie, potem kolejną – w Gdańsku. Trzy kolejne w ciągu trzech następnych lat.

Dla nas przyrost miliona pasażerów rocznie wcale nie jest dobrym wynikiem, bo cały wzrost Ryanaira szacujemy na 6–7 mln rocznie. Wzrost przyjdzie głównie dzięki temu, że ludzie będą chcieli polecieć pierwszy raz.

Przywieziemy też tutaj turystów, którym wcześniej nie przyszło do głowy, żeby przyjechać do Polski. Dzisiaj w Wielkiej Brytanii i w Niemczech ludzie szukają nowych miejsc, które mogliby odwiedzić, a polskie miasta w miarę rozwoju infrastruktury stają się coraz bardziej atrakcyjne. Dla mnie Warszawa jest dzisiaj jak Betlejem w Wigilię. Chciałem zatrzymać się w Marriotcie, ale nie było ani jednego wolnego pokoju. Jest jeszcze wrzesień, więc ta sytuacja pokazuje, jaki potencjał wzrostu ma Polska.

Rozwój turystyki w Polsce przez całe lata hamowały wysokie ceny biletów lotniczych. Tej zimy będziemy też testować loty po kraju z Wrocławia do Gdańska. Co do przyszłości, to nie ukrywam, że przyglądam się trasom Rzeszów – Szczecin. Może też z Gdańska na wschód i południe.

Ryanair ma teraz bezpłatny bagaż ręczny, miejsca przypisane do pasażerów, na pokładach jest spokojniej, a strona internetowa bardziej cywilizowana. Żal panu dawnego Ryanaira? Tego sprzed nieco ponad roku?

Nie! Przez ostatnich 20 lat byliśmy Lidlem i Aldim. Wzrost przyszedł dzięki niskim cenom, nasza strona internetowa rzeczywiście była beznadziejna. Ale pasażerowie tak naprawdę nie zwracali uwagi, czy jesteśmy dla nich mili czy nie. Teraz, kiedy jesteśmy największą linią w Europie i planujemy podwojenie przewozów w ciągu najbliższych dziesięciu lat, musimy posłuchać konsumentów i zmienić to, co oni chcieliby zmienić. A po pierwszych zmianach okazało się, że zwiększyły się i rezerwacje, ?i przychody.

Zdecydował się pan również na przeprowadzkę z portów regionalnych na główne lotniska – w Rzymie na Fiumicino, w Brukseli na Zaventem. Przecież tam Ryanair nie będzie traktowany jak Święty Mikołaj?

To nie były trudne negocjacje, bo główne lotniska w ostatnich latach ucierpiały z powodu cięcia siatki tradycyjnych przewoźników. Na przykład Air Berlin zmniejszył siatkę o 35 procent, Lufthansa tnie przewozy krótkodystansowe. To dlatego Ryanair otwiera tej zimy bazę w Kolonii. A zaczynamy operować z głównych lotnisk, bo otrzymujemy od nich zachęty. I nie wykluczam sytuacji, że np. po zapełnieniu lotniska w Modlinie, które moim zdaniem jest niedoceniane, zastanowimy się nad powrotem do portu Chopina, oczywiście jeśli będzie tam rozsądny zarząd.

Po co panu Cyprus Airways, które Ryanair chce przejąć?

Chcemy latać z Cypru poza Unię Europejską – do Rosji, do Libanu, Izraela. Rząd cypryjski chce, żeby ktoś uratował ich narodowego przewoźnika, i ma do wyboru – oddać Cyprusa Grekom z Aegean albo nam. Pewnie wybiorą Aegean i Cyprus stanie się linią dowozową do Aten. Rząd może wybrać Greków, stagnację i święty spokój albo zwariowanego Irlandczyka, który gwarantuje im turystyczny boom.

Jeśli nie Cyprus, to co? Portugalski TAP?

Nie jestem szaleńcem. Pewnie założymy własną linię na Cyprze.

Danuta Walewska: Cieszy się pan, kiedy ?Air France strajkuje, a inne linie przygotowują się ?do protestów?

Michael O'Leary, prezes Ryanaira: Nie cierpię strajków, bo wtedy pasażerowie mają kłopoty. ?I wbrew pozorom Ryanair wcale na strajkach nie zyskuje. Na razie nadal nie dotyka on naszych pasażerów, bo linie typu Air France latają z głównych portów europejskich, podczas gdy my dopiero zaczynamy się tam pojawiać. A w dodatku rzadko mamy wolne miejsca, żeby przygarnąć pasażerów, którzy chcieliby z nami polecieć. Takich strajków będzie jednak coraz więcej, ponieważ linie, które mają wysokie koszty – takie jak Air France czy Lufthansa – starają się je ciąć, by konkurować na trasach europejskich z takimi liniami jak Ryanair czy easyJet.

Pozostało 88% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek