Wraz z rozpoczynającymi się wakacjami ruszyła fala masowych wyjazdów turystycznych. Jak zauważa psycholog Konrad Schroeder, wykładowca Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, to czy wyjazd okaże się dla turysty lekcją, zależy od indywidualnego podejścia, a sam poziom zaangażowania w czerpanie doświadczeń z podróży jest zróżnicowany. Analizując zachowania i motywacje urlopowiczów, psycholog sklasyfikował trzy główne typy turystów.

Czytaj więcej

Francja mówi dość turystom nieszanującym lokalnych obyczajów. Wysokie kary za goliznę

Od turysty odhaczającego do eksploratora

Pierwszy z nich to turysta-konsument. Jego główną motywacją jest syndrom FOMO (z ang. Fear of Missing Out, lęk, że coś istotnego nas ominie) i potrzeba społecznego uznania poprzez publikowanie relacji i zbieranie polubień, pochwał i zachwytów w portalach społecznościowych.

– Przed wyjazdem sprawdza przede wszystkim, co w miejscu docelowym można kupić taniej, co wypada zobaczyć i co koniecznie przywieźć. Jest nastawiony na mechaniczne odhaczanie punktów z listy rekomendacji. Przy żadnej z atrakcji nie zatrzymuje się dłużej i nie poddaje jej głębszej refleksji. Dla takiego podróżnego najważniejsze jest zakomunikowanie znajomym, że odwiedził dany kraj lub miejsce – wyjaśnia Schroeder. 

Do kolejnej grupy psycholog zalicza turystę-obserwatora. Chce przeżywać, ale bezpiecznie – trochę tak, jakby oglądał świat zza szyby. W przeciwieństwie do konsumenta, inwestuje w podróż dużo więcej uwagi i z rozmysłem planuje wyjazdy do atrakcyjnych miejsc.

Jak wskazuje psycholog, skupia się on na kolekcjonowaniu doświadczeń, jednak w jego wypadku liczba doznań często wygrywa z ich głębią, a relacje z lokalną kulturą nadal pozostają powierzchowne.

– Trzecią kategorię stanowi prawdziwy eksplorator – ktoś, kto dla autentyczności jest gotów zaryzykować dyskomfort. Jego sposób doświadczania świata jest głęboki. Zamiast gotowych tras z przewodników, wybiera miejsca nieoczywiste. Jedzie tam, gdzie żyją lokalni mieszkańcy, zgłębia ich tradycje i dąży do ich prawdziwego zrozumienia poprzez bezpośrednie interakcje. Można go nazwać podróżnikiem uczącym się – wylicza ekspert, specjalizujący się w rozwoju osobistym.

Aby naprawdę zobaczyć, trzeba coś wiedzieć

Zwraca uwagę, że każda z opisanych grup w odmienny sposób doświadcza odwiedzanych miejsc. Dla części turystów wyjazd oznacza jedynie zmianę otoczenia, która nie skłania do głębszych przemyśleń, podczas gdy dla innych staje się źródłem różnorodnych doświadczeń i bodźcem do rozwijającej refleksji.

U podłoża tych różnic leży psychologiczny mechanizm utrwalania treści w pamięci. Schroeder wyjaśnia, że człowiek łatwiej przyswaja informacje, które łączą się z posiadaną już wiedzą, tworząc sieć skojarzeń. W praktyce oznacza to, że znajomość kontekstu historycznego pozwala lepiej zrozumieć kulturę odwiedzanego miejsca. Jako przykład podaje Czechy: bez wiedzy o XV-wiecznym ruchu husyckim i początkach europejskiej reformacji trudno zrozumieć, dlaczego współcześnie niemal 80 procent obywateli tego kraju deklaruje bezwyznaniowość. Pokazuje to, że aby cokolwiek naprawdę zobaczyć, trzeba najpierw coś wiedzieć.

Sam kontakt z odmienną kulturą nie gwarantuje jednak rozwoju. Brak refleksji może wręcz utrwalić stereotypy i negatywne przekonania. Wtedy podróż, zamiast poszerzać horyzonty, tylko je zacieśnia. Zdaniem eksperta głównym narzędziem do głębszego poznania jest ciekawość – to właśnie ona, co potwierdzają badania, aktywuje w mózgu ośrodek nagrody i stymuluje proces zapamiętywania.

Po pierwsze ciekawość

– Mając podstawową wiedzę na temat miejsca, które odwiedzamy i będąc obowiązkowo wyposażonymi w ciekawość, znacznie łatwiej – spacerując tamtejszymi uliczkami – dostrzeżemy lokalne zwyczaje, aspiracje, religię, konflikty czy sposób myślenia ludzi. Dzięki temu z pozoru zwyczajny spacer może stać się doświadczalną lekcją socjologii, ekonomii, sztuki czy psychologii społecznej – przekonuje.

Według psychologa głównym motorem edukacyjnym w podróży jest wewnętrzna potrzeba poznania, chęć zrozumienia mechanizmów rządzących obcą rzeczywistością. To ona prowokuje do analizowania dostrzeganych zjawisk – od np. dobrostanu hiszpańskich seniorów, aż po skomplikowane relacje społeczne.

– Taka ciekawość prowadzi do wychodzenia ze strefy komfortu, inspirując do wchodzenia w nowe sytuacje, smakowania lokalnych potraw czy spontanicznych rozmów. Pozwala nam to unikać zbyt szybkich ocen, a zarazem uczy nas czegoś o sobie – o tym, jak reagujemy na odmienne normy, chaos czy inne tempo życia – podkreśla Schroeder.

Można przejechać tysiące kilometrów i pozostać tą samą osobą, którą byliśmy w dniu wyjazdu, a można też wyprawić się na jeden dzień i wrócić z całkiem nową perspektywą patrzenia na świat. To, co dadzą nam podróże, zależy wyłącznie od nas – podsumowuje ekspert.

Bartłomiej Pawlak

bap/ bar/