– Być może wzorem Wenecji Praga powinna ograniczyć liczbę grup turystycznych – zastanawia się w rozmowie z PAP Surosz. Zwraca uwagę m.in. na brak kontroli nad liczbą sprzedawanych biletów i tłok w najważniejszych miejscach kompleksu na praskim wzgórzu zamkowym.
– Sprzedają każdą liczbę biletów – mówi doświadczony przewodnik. Efekt widoczny jest przede wszystkim w katedrze św. Wita, Starym Pałacu Królewskim i w Złotej Uliczce. – Gdy wejdziesz do jednego z tych obiektów, zobaczysz tłum jak podczas promocji w supermarkecie – dodaje.
Czytaj więcej
Portugalia notuje niespotykany wcześniej wzrost liczby turystów z Polski. W minionym roku wyniósł on ponad 11 procent. Eksperci i przedsiębiorcy oc...
Znawca Pragi i jej zabytków uważa, że należy wprowadzić system limitowanych wejść na Zamek na Hradczanach o określonych godzinach, na wzór rozwiązań stosowanych w najbardziej obleganych przez turystów miejsc w Europie. Jak zauważa, obecnie „nie ma planowania, nie można przez internet kupić biletów na określoną godzinę”.
Zamek na Hradczanach otwarty, ale nie ma jak zrobić selfie
– My złego słowa nie powiemy na Pragę i Zamek – zastrzega Joanna z Lublina, która tę część czeskiej stolicy postanowiła zwiedzić z rodziną samodzielnie, bez przewodnika. Wystarczą im informacje z centrum turystycznego i z telefonu. Zarazem przyznaje: – Najbardziej przeszkadzał nam tłok. Nie dawało się zrobić rodzinnego zdjęcia. Jak gdzieś był ładny widok, natychmiast pchali się inni – relacjonuje swoje wrażenia z Hradczan.
Dla Kancelarii Prezydenta Republiki Czeskiej, która administruje wzgórzem zamkowym, rekordowa liczba odwiedzających to jednocześnie sukces i coraz większe wyzwanie. Zapowiadane są kolejne inwestycje, od nowego centrum obsługi zwiedzających po renowacje zabytków i poprawę infrastruktury. – Jeżeli chcemy, by Zamek Praski był kulturalnym sercem Pragi, potrzebujemy bardzo dobrych przestrzeni wystawowych. Musimy je odnowić i planować kolejne inwestycje – wyjaśnia szef Kancelarii Milan Vaszina.
Jak podkreśla, część zmian jest już widoczna. Na terenie Zamku pojawiły się darmowe toalety, kraniki z wodą pitną, zraszacze na upalne dni, nowe ławki i czytelniejsze oznakowanie. Zniknęły również betonowe zapory, a charakterystyczne stalowe jeże, zastąpiono dyskretniejszymi słupkami.
Prezydent Czech między turystami
Przewodniczka Beata Szyndler przyznaje, że zmiany są zauważalne, ale z perspektywy turystów wciąż jest wiele do zrobienia. – Na dziedzińcach mogłoby być więcej miejsc do odpoczynku, żeby można było usiąść – wskazuje. Jej zdaniem większość zwiedzających porusza się głównymi dziedzińcami, nie docierając do spokojniejszych ogrodów, gdzie łatwiej znaleźć chwilę wytchnienia. Zwraca też uwagę na ceny. – Jest bardzo drogo – ocenia.
Czytaj więcej
W turystyce przyrodniczej Rwanda nie stawia na masowość. Wybiera wysokie ceny i ścisłe kontrolowanie ruchu w parkach narodowych. Część wpływów traf...
Jednocześnie podkreśla, że polskich turystów najbardziej zaskakuje otwartość Zamku, który jest siedzibą czeskiego prezydenta. – Najczęściej spotykam się z reakcją: „I tutaj tak można wszędzie wejść? Tu jest kancelaria prezydenta i ludzie normalnie chodzą?”. To dla nich duże zaskoczenie – mówi. Oprowadzając grupy turystów, sama kilkakrotnie widziała szefa państwa Petra Pavla przechodzącego przez dziedziniec między zwiedzającymi. – Po prostu szedł między ludźmi. Polaków to bardzo dziwi – opowiada Szyndler.
Na Zamek dostać się jest łatwiej niż wcześniej. Na turystów czekają nowe ławki, darmowe toalety, odnowione ogrody; zapowiadane są kolejne remonty. Wszystko to ma poprawić komfort zwiedzania, ale na razie o tym, jak turyści zapamiętają Hradczany, decydują raczej nie inwestycje, a pierwsze pół godziny po przekroczeniu bramy, spędzone w przepełnionych przestrzeniach.
Z Pragi Piotr Górecki