Dla profesjonalistów po trzydziestce, którzy zamiast kolejnego awansu wybierają plecak, pociągi i małe pensjonaty daleko od utartych tras, taka pauza to nie zawodowa luka, lecz świadoma inwestycja w jakość życia i trwałość energii zawodowej.
Zjawisko to dotyczy głównie przedstawicieli klasy średniej, pracowników sektora kreatywnego, IT, marketingu, finansów i wolnych zawodów. Nie są to ludzie wypadający z rynku pracy, ale aktywni profesjonaliści, którzy traktują przerwę jako element długoterminowego planowania kariery.
Dla wielu z nich taka „mikroemerytura” oznacza zmianę rytmu życia, wolniejsze poranki w innym kraju, długie przejazdy koleją przez kontynenty i naukę lokalnych zwyczajów i kuchni. Taka przerwa coraz rzadziej postrzegana jest jako luka w CV, a coraz częściej jako świadoma decyzja życiowa.
Młodzi nie chcą odkładać podróży do emerytury
Jak zauważa dziennik „The New York Times” w jednym z reportaży poświęconych nowym modelom pracy, jednym z głównych powodów tej zmiany jest rosnąca świadomość ograniczeń zdrowotnych i fizycznych, które mogą uniemożliwić realizowanie ambitnych planów w późniejszym wieku.
Jedna z bohaterek reportażu podkreśla, że zdała sobie sprawę, że nie chce czekać do 65. roku życia, aby zacząć żyć. W praktyce oznacza to decyzję, by wymagające podróże, takie jak długie trekkingi, wielotygodniowe wyprawy czy powolne przemieszczanie się między krajami, realizować wtedy, gdy ciało jest na to wystarczająco sprawne. Tego typu deklaracje coraz częściej pojawiają się także w badaniach dotyczących młodszych pokoleń pracowników.