Na pierwsze tygodnie zimy austriaccy hotelarze są praktycznie wyprzedani. - Na grudzień, okres przed szczytem sezonu, ale też na Boże Narodzenie, sylwestra i pierwszą połowę stycznia wszystko wygląda dobrze - mówi Walter Veit, prezes Austriackiego Związku Hotelarzy (ÖHV) w radiu ORF, na które powołuje się portal branżowy TIP Online.

Veit zaznacza jednocześnie, że nie odważy się stawiać prognoz co do dalszych tygodni sezonu zimowego. Klienci rezerwują z małym wyprzedzeniem, na miejscu zostają też krócej niż zazwyczaj. Przedsiębiorcy są ostrożni w swoich szacunkach dotyczących tej zimy, a część hoteli zapowiada podwyżki rzędu nawet i 20 procent.

Veit podkreśla, że największymi problemami branży są wysoka inflacja i zmiany klimatyczne. Ceny gwałtownie rosną, ale zdaniem Karin Seiler, dyrektor zarządzającej Tirol Tourist Board, hotele nie mogą przenosić wyższych kosztów, zwłaszcza energii, jeden do jednego na klientów. Trzeba więc zredukować je w taki sposób, aby goście jak najmniej to odczuli. Chodzi na przykład o zmniejszenie ogrzewania, gdy pokoje nie są zajęte, i tym podobne działania.

Karyncki hotelarz Hubert Koller podaje konkretne przykłady oszczędzania - mowa chociażby o wyłączeniu minibarów w wolnych pokojach. Seiler zwraca uwagę także na zmiany klimatyczne. Ponieważ październik był długo ciepły, trzeba było naśnieżać stoki, bo bez tego turystyka nie mogłaby ruszyć.

Czytaj więcej

Narciarze będą szukać oszczędności, ale z wyjazdów nie zrezygnują

Badacz turystyki i socjolog Andreas Reiter mówi, że „istnieją bardzo różne badania i prognozy”, część jest optymistyczna, część pesymistyczna, on sam stwierdza, że sytuacja jest bardzo trudna, a klienci na kwestie związane z wydatkami reagują zazwyczaj „defensywnie”.

Według niego, nie ma co się martwić o stosunkowo niewielką, bo 10-procentową grupę podróżnych z segmentu premium, większy problem pojawia się w klasie średniej. Co prawda turyści ci nie chcą rezygnować z wyjazdów, ale skracają wypoczynek, wybierają zakwaterowanie w niższym standardzie, a będąc na miejscu, z wyciągów korzystają przez dwa, zamiast pięć dni. To, zdaniem badacza, klasyczne zachowanie adaptacyjne do sytuacji kryzysowych, które może utrzymywać się przez rok czy dwa lata, ponieważ znajdujemy się w fazie transformacji.

Reiter jest jednak zdania, że narciarstwo będzie tracić klientów, bo rośnie zupełnie inne pokolenie. Ferie zimowe tylko dla części będą oznaczać wyjazdy na narty, przyszłym turystom trzeba będzie zaoferować szerszy zakres aktywności.