Prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej: Na turystyce nie warto oszczędzać

Promując Polskę, buduje się jej markę. To świetnie zainwestowane pieniądze – przekonuje Grzegorz Biedroń, prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej.

Publikacja: 28.03.2024 21:00

Prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej: Na turystyce nie warto oszczędzać

Foto: mat. pras.

Materiał powstał we współpracy z Małopolską Organizacją Turystyczną

Jak pan ocenia miniony rok w turystyce Małopolski?

Dla turystyki małopolskiej był to w miarę normalny rok. Nasz region odwiedziło ponad 20 milionów turystów, o to oznacza o ponad 23 procent więcej niż rok wcześniej. Wpływy z tego tytułu wzrosły o 16,2 procent i wyniosły ponad 13 miliardów złotych.

Przed pandemią niemal jedna czwarta wszystkich turystów zagranicznych odwiedzających Polskę, odwiedzała właśnie nasz region. Dlatego jestem zadowolony, szczególnie z końcówki roku 2023, bo jak pokazują dane GUS-u, w grudniu osiągnęliśmy już 30 procent udziału w liczbie wszystkich turystów zagranicznych podróżujących po naszym kraju.

Powiedział pan, że sytuacja normalnieje – rozumiem, że za punkt odniesienia bierze pan rekordowy rok 2019.

Patrząc na liczbę noclegów, przebiliśmy rok 2019, ale w liczbie turystów zagranicznych nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu sprzed pandemii, Niestety, inwazja Rosji na Ukrainę spowodowała spowolnienie powrotu ruchu turystycznego do Małopolski. 

Rośnie rola turystyki krajowej, w tym turystów wewnątrzregionalnych z Małopolski. Wyraźnie widać tendencję do podróżowania częstszego, ale na krótko. Małopolskę najczęściej odwiedzają mieszkańcy naszych sąsiednich województw – Śląska i Dolnego Śląska, ale także Mazowsza i Wielkopolski. 

Sprzyjają temu lepsze połączenia drogowe. W naszym województwie sytuacja nie jest jeszcze idealna, ale oddawane są sukcesywnie kolejne odcinki drogi ekspresowej S7 z Warszawy, w tym roku będzie już skończona obwodnica Krakowa i cały odcinek S7, co na pewno zwiększy ruch weekendowy m.in. z Warszawy i całego Mazowsza.

Jak pokazują wasze badania, zmienia się też struktura gości z zagranicy. Prawie zanikł ruch z Izraela, więcej natomiast turystów przylatuje ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji, ale także z krajów Zatoki Perskiej.

Rzeczywiście wojna w Strefie Gazy spowodowała zahamowanie ruchu z Izraela. Rośnie za to ruch z naszych sąsiednich krajów, co na przykład widać w Energylandii, gdzie Czesi są największą grupą turystów zagranicznych. Z kolei w okresie świąteczno-noworocznym mieliśmy inwazję, w znaczeniu pozytywnym, Węgrów. Coraz częściej docierają do Małopolski także turyści z Litwy i Łotwy.

Pojawiają się również masowo turyści ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Niewątpliwie jest to fenomenem. To efekt połączeń lotniczych Krakowa ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. W okresie wakacyjnym realizowane były aż trzy połączenia z Dubaju dziennie.

Wydaje się też, że dużą rolę odgrywa to, że mieszkańcy bogatych krajów arabskich są bardzo aktywni w mediach społecznościowych – pokazują w nich obrazki z wyjazdu do Małopolski.

W sezonie letnim kolejna linia lotnicza będzie latać do Szardży, czyli następnego emiratu. Wraz z lotniskiem w Balicach nakłaniamy też przewoźników do otwarcia połączeń z Arabią Saudyjską i Katarem.

Większy jest ruch indywidualnych turystów z Polski, to oczywiście cieszy, bo wypełnia lukę, po turystach zagranicznych, ale to ci zagraniczni zostawiają więcej pieniędzy.

To prawda. O ile turysta krajowy wydaje średnio 574 złote, o tyle turysta zagraniczny 1913 złotych. To ponad trzykrotnie więcej. Oprócz tego, że zapłaci za bilet, wykupi nocleg, skorzysta z restauracji, to jeszcze zrobi zakupy. Szczególnie ten turysta arabski. To napędza gospodarkę regionu.

Z punktu widzenia Krakowa najlepszy jest turysta biznesowy, czyli ten, który przyjeżdża na konferencję lub podobne wydarzenia. Wszelkie statystyki potwierdzają, że ci ludzie zostawiają najwięcej pieniędzy w czasie krótkiego pobytu. Niestety, organizatorzy takich wydarzeń muszą planować je z dużym wyprzedzeniem, a ostatnia niestabilność za naszą wschodnią granicą temu nie służyła.

Słabością Krakowa, w przeciwieństwie do Warszawy, jest jeszcze za mało możliwości wydawania pieniędzy na luksusowe usługi i towary.

Są też turyści, którzy dają się we znaki mieszkańcom.

Jestem zwolennikiem niewybrzydzania. Jeśli chodzi o te słynne wieczory kawalerskie brytyjskiej młodzieży, to dla nich ostatni wzrost cen noclegów i wszystkich innych kosztów w Polsce jest już barierą.

Natomiast musimy pamiętać, że kiedy rozmawiamy z zagranicznymi touroperatorami, to właśnie cena jest jednym z ważniejszych argumentów na rzecz przywiezienia do nas turystów. Oni z góry zakładają, że u nas będzie dużo taniej niż gdzie indziej w Europie.

Stosunek jakości do ceny jest ważny. Na szczęście, kiedy już turyści przyjadą do nas, są zadowoleni z tego, ile i jakiej jakości usługi dostali za swoje pieniądze.

Polska ciągle gra w gorszej lidze, co wynika z kolei z braku skoordynowanej promocji naszego wizerunku.

Kraków jest już w pierwszej lidze, skoro pojawiły się głosy, że turystów jest za dużo.

Zjawisko overtourismu dotyczyło sytuacji z roku 2019 i Kraków nie był odosobniony, bo ruch turystyczny wzrósł gwałtownie na całym świecie. Z drugiej strony widzieliśmy, jak wiele biznesów zostało zamkniętych lub zawieszonych, kiedy zapanowała pandemia i zabrakło turystów zagranicznych.

Niedawno posłowie z Krakowa, skupieni w specjalnie powołanym zespole, zaapelowali do rządu o jak najszybsze uchwalenie ustawy o opłacie turystycznej, o której dyskusje trwają już kilka lat. Dochody z tego podatku powinny ich zdaniem pomóc samorządom w niwelowaniu negatywnych skutków „turystyfikacji”. A przecież na pieniądze z opłaty liczy też branża turystyczna. Tylko że ona chciałby je przeznaczyć na promocję zwiększającą ruch turystyczny. Jak pogodzić te interesy?

Problem overtourismu dotyczy ścisłego centrum Krakowa, skąd mieszkańcy są wypychani, a raczej wypychają się sami, ponieważ swoje mieszkania przeznaczają na kwatery i hostele dla turystów, a sami przenoszą się do tańszych dzielnic. 

Częściowo źródeł problemu trzeba upatrywać w polityce miasta – moim zdaniem w budżecie miasta można znaleźć pieniądze na zapobieganie overtourismowi, ale trzeba by poczynić oszczędności w miliardowych wydatkach. Tyle że to nie są atrakcyjne tematy dla lokalnych polityków.

Miasto wydaje na turystykę niewiele, w porównaniu z tym, jakie czerpie z niej dochody – to jest kilka milionów wobec setek milionów złotych.

Ciągle przy tym podnoszą się głosy, że turyści przeszkadzają, nawet tym, że zajmują miejsce w komunikacji miejskiej. Tymczasem, kiedy w pandemii zniknęli z tramwajów i autobusów, komunikacja miała gigantyczny deficyt. Kiedy zabrakło ich na Rynku, mieszkańcy nie zapełnili stolików w kawiarniach i restauracjach, a te zamykały się lub zawieszały swoją działalność. Na Rynku hulał wiatr, a krakowskie hotele, w tym odnowione wielkim wysiłkiem stare kamienice, stały puste.

Brak turystów to wielka strata dla gospodarki. Lekceważenie tak ważnej dziedziny, jak turystyka, jest też ryzykowne z punktu widzenia miejsc pracy. Dzięki turystyce rozwijają się bardzo różne biznesy. Warto pamiętać, że raz turysta nam przeszkadza, a innym razem to my jesteśmy turystą i chcemy wypić kawę w nowym miejscu, pogapić się na ulicy czy zrobić sobie zdjęcie z zabytkiem. I wtedy jakoś nikt nas nie przegania.

Opłata turystyczna jest istotna z punktu widzenia miast jak Kraków czy Zakopane. Samorządy chcą za te pieniądze zadośćuczynić mieszkańcom, którzy mogą odczuwać niewygody spowodowane ruchem turystycznym, i na przykład postawić im gdzieś ławki, czy urządzić skwer.

Regionalne i lokalne organizacje turystyczne, jak Małopolska Organizacja Turystyczna, na pewno byłyby zadowolone z jasnego systemu finansowania. Teraz każda z nich ma nieco inny model finansowania. Brakuje nam spójnego modelu i pewnych źródeł finansowania, pozwalających planować działania na lata naprzód. Niestety branża turystyczna to wiele rozproszonych, niedużych przedsiębiorstw. Nie ma więc dużej siły lobbingowej i zawsze przegra z samorządem.

Małopolska Organizacja Turystyczna jest wiodącą organizacją tego typu w kraju. Prowadzicie duże akcje promocyjne. Jakie macie plany na ten rok?

Zakończyliśmy właśnie trzyletni projekt „Małopolska – cel podróży”. Głównym celem projektu było wsparcie małopolskich przedsiębiorstw z branży turystycznej, dotkniętych skutkami epidemii COVID-19, poprzez przeprowadzenie kampanii promocyjnej, która przyczyniła się do odbudowy przyjazdów turystycznych do Krakowa i Małopolski. Kampania była kierowana na rynki strategiczne dla przyjazdów turystycznych do Małopolski: niemiecki, brytyjski, amerykański, austriacki, szwajcarski, włoski, kraje skandynawskie oraz rynek krajowy. Prowadziliśmy też intensywną promocję w pierwszym kwartale tego roku, na rynku krajowym. Jeszcze nigdy z takim rozmachem nie promowaliśmy zimy w Małopolsce i w Krakowie.

Te akcje sfinansowaliśmy głównie dzięki środkom z budżetu Województwa Małopolskiego. Środki unijne z poprzedniej perspektywy już się skończyły, ale staramy się w postępowaniach konkursowych o kolejne, z nowej perspektywy. Liczymy też na pieniądze z budżetów województwa i samego Krakowa. Mamy nadzieję, że po wyborach samorządowych uda się podtrzymać świetną dotychczas współpracę z władzami miasta.

Na pewno nowe kampanie będziemy prowadzić od późnej wiosny do lata.

Tradycyjnie przewidujemy też działania za granicą, w tym udział w targach turystycznych, na których prezentować będzie się Polska Organizacja Turystyczna.

W tym roku szczególnie chcemy wspierać połączenia lotnicze i lotnisko w Krakowie, które jest bramą dla turystów ze świata do Małopolski – ze szczególnym naciskiem na połączenia Krakowa z krajami z Bliskiego Wschodu i ze Stanami Zjednoczonymi (Chicago i Nowy Jork).

Liczymy, że LOT w miarę zakupu nowych samolotów – co zapowiedział w ogłoszonej niedawno strategii na najbliższe lata – będzie otwierał z Krakowa nowe trasy.

Nieporozumieniem są wysuwane czasem oskarżenia typu „a po co promujecie Małopolskę w Dubaju czy w Europie Zachodniej” i argumenty, że zamiast na promocję turystyki lepiej wydać na kawałek chodnika w mieście. Ktoś, kto tak mówi, nie zdaje sobie sprawy, że z dochodów z turystyki uzyskanych między innymi dzięki naszej promocji, można tego chodnika wybudować dużo więcej. Inwestowanie w turystykę bardzo się opłaca.

Jakie ułatwienia pomogłyby więc rozwinąć turystykę?

Warto wiedzieć, że Małopolska rywalizuje w Europie z podobnymi jej regionami o silnej marce w Europie. Dlatego do rozwoju potrzebujemy jasnej polityki wizowej wobec obywateli zamożnych państw spoza Europy. Żeby nie traktować mieszkańca Kataru, jednego z najbogatszych państw świata, tak samo jak sympatycznych skądinąd, mieszkańców Filipin czy Nepalu. Ułatwienia dla tych pierwszych odblokowałoby przypływ bogatych turystów. 

Chcemy skorzystać na zmianach klimatycznych, a one powodują, że w takich regionach świata, jak Zatoka Perska, latem upały są nie do wytrzymania. Mieszkańcy krajów arabskich chcą odpocząć od szalonych warunków termicznych. Podobnie obywatele krajów południowej Europy nie chcą spędzać czasu wyłącznie w klimatyzowanych pomieszczeniach. W Małopolsce mogą cieszyć się przyrodą, powietrzem, ruchem. 

Drugi warunek – promocja Polski. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego administracja państwowa oszczędza na tym. Polska wydaje kilka razy mniej na promocję niż na przykład mniejsze Czechy, Słowenia czy Chorwacja, chociaż mamy warunki nie gorsze — wysokie góry, morze, piękne miasta!

Promując Polskę, buduje się jej markę. To są świetnie zainwestowane pieniądze. Nie tylko przekłada się to na większą liczbę turystów, ale przyciąga biznes, a nawet ma wpływ na wzrost znaczenia politycznego kraju.

Ciągle przez to gramy – co już wspomniałem – w niższej lidze niż ta, na którą nas stać. Jako anegdotę powiem, że będąc niedawno na ogromnych targach turystycznych Fitur w Madrycie usłyszałem, że Hiszpanie wracają z Polski zmartwieni. Dlaczego? Dlatego, że sądzili, że jadą do kraju o wiele biedniejszego, a na miejscu przekonali się, że wiele rozwiązań jest u nas lepszych – są świetne drogi, hotele, wygodne lotniska – i rośnie im na rynku turystycznym konkurencja.

Podobnie Czesi i Słowacy odkryli w zeszłym roku, że Polska ma nowoczesne drogi, którymi mogą szybko się dostać nad Bałtyk, a do tego smaczne jedzenie, znakomite regionalne piwa i niedrogie usługi.

Musimy spowodować, żeby więcej ludzi się o tym dowiedziało. Niestety, ciągle na zachodzie pokutuje stereotyp Polski, jako kraju biednego, zacofanego obyczajowo i szarego. Musimy to odkręcić, a do tego potrzebne są potężne kampanie promocyjne.

Na pewno potrzebny jest też rozwój Polskich Linii Lotniczych LOT, przewoźnika, który zapewni połączenia z różnymi regionami świata i przywiezie do nas turystów. Najlepiej, aby te połączenia były realizowane bezpośrednio do Krakowa, natomiast połączenia z Warszawą są dla nas równie wielką szansą. W końcu turyści z Warszawy mogą sprawnie i szybko dotrzeć do Krakowa koleją lub będącą na ukończeniu drogą ekspresową S7.

CV

Grzegorz Biedroń – prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej, samorządowiec od 1992 r. Pełnił m.in. funkcję burmistrza Limanowej, radnego rady miejskiej w Limanowej, a nieprzerwanie od roku 2006 jest radnym Sejmiku Województwa Małopolskiego, w którym czwartą kadencję przewodniczy Komisji Rozwoju Regionu, Promocji i Współpracy z Zagranicą. Wieloletni dyrektor Zespołu Placówek Oświatowych w Słopnicach, a w latach 2016–2018 prezes Uzdrowiska Krynica-Żegiestów. Od 1981 r. ma uprawnienia przewodnika beskidzkiego, pilot wycieczek, miłośnik gór – zwłaszcza Beskidów i Tatr.

Sfinansowano ze środków Województwa Małopolskiego

Materiał powstał we współpracy z Małopolską Organizacją Turystyczną

Popularne Trendy
Przybywa turystów. Najbardziej korzystają kwatery prywatne, znikają agroturystyki
Popularne Trendy
Turystyczni blogerzy stają w szranki. „Odkrywamy niezwykłe polskie miejsca”
Popularne Trendy
Idealne wakacje Polaka? Plaża, all inclusive i animacje dla dzieci
Popularne Trendy
Polska zaprasza na rowery, kajaki i wędrówki. Nowa promocja w Niderlandach
Popularne Trendy
Hiszpania ma problem z pensjami w turystyce. Kobiety zostają w tyle