Proces o fałszywy alarm bombowy na lotnisku

- Gdy usłyszałem o bombie, byłem w szoku. Dopytywałem, a on powtórzył, że na lotnisku jest bomba – zeznawał we wtorek w procesie oskarżonego o wywołanie fałszywego alarmu bombowego dyżurny Portu Lotniczego w Modlinie

Publikacja: 14.02.2017 14:23

Proces o fałszywy alarm bombowy na lotnisku

Foto: 123rf

Proces rozpoczął się we wtorek przed Sądem Rejonowym w Nowym Dworze Mazowieckim. Karol J. odpowiada za fałszywy alarm bombowy, który ktoś wywołał w Wielkanoc, 27 marca w 2016 r., około północy. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

Świadek podkreślał, że to był pierwszy tego typu telefon w jego życiu. - Pamiętam, że rozmówca powiedział mi, że jest bomba na lotnisku. Byłem w szoku, zacząłem szukać kartki którą trzeba wypełnić w takiej sytuacji. Poprosiłem, żeby powtórzył. On jeszcze raz powiedział, że na lotnisku jest bomba i się rozłączył - relacjonował.

Dodał, że nie pamięta, czy dzwoniący sprawiał wrażenie pijanego. Sąd odczytał wcześniejsze zeznania świadka, z których wynikało, że "rozmówca mógł być wcięty". Podczas rozprawy odtworzono też nagrania rozmowy dyżurnego z – według śledczych – oskarżonym. "Będzie bomba lotniska. (...) Nie wiem, co się będzie działo, ale będzie bomba na lotnisku. (...) O 23.33, do widzenia" – brzmiało odtworzone zgłoszenie.

Po tej informacji z lotniska trzeba było wszystkich ewakuować. Dyżurny zeznał, że tego dnia na lotnisku był duży ruch, a paraliż trwał do późnych godzin nocnych. - Co najmniej jeden samolot zostały przekierowany na lotnisko im. Chopina - powiedział.

Zeznawał też szef biura finansów lotniska w Modlinie. Wyceniał koszty, które spowodował fałszywy alarm. Według niego z powodu fałszywego alarmu ewakuowano w sumie ponad dwa tysiące ludzi. Wskazywał, że same koszty lotniska - związane z ewakuacją, przewożeniem ludzi, zapewnieniem im picia i jedzenia, nadgodziny pracowników - sięgnęły prawie 12 tysięcy złotych.

Dodał, że na lotnisko w Warszawie przekierowano cztery loty, a alarm – jak mówił - wyrządził też lotnisku w Modlinie "duże straty wizerunkowe".

Kolejnym świadkiem była młoda kobieta uczestnicząca w imprezie, z której dzwonił oskarżony Karol J. To ona miała bezpośrednio wskazać na mężczyznę. Policjantom miała powiedzieć, że to on trzymał telefon przy uchu i słyszała, jak wypowiada słowa "halo", "bomba", "lotnisko". Z jej zeznań wynikało też, że mówiła oskarżonemu, żeby nie robił takich rzeczy, bo konsekwencje finansowe mogą być duże. Inny uczestnik imprezy miał jej mówić, że Karol J. tylko żartował.

We wtorek przyznała, że tak zeznawała, ale zeznań nie pamięta. Powiedziała też, że nie wie, kto dzwonił, choć - jak dodała - "ktoś jej mówił, że dzwonił Karol J.". Zeznała, że telefony uczestników leżały na barku.

„Karol był bardzo pijany. Był nieświadomy. Z tego co go znam to mogę powiedzieć, że to była ostatnia osoba, którą bym podejrzewała o taki telefon" – mówiła. Dodała, że był tak pijany, że ktoś mógł mu "coś wmówić".

Karol J. nie przyznaje się do winy. Odmówił składania wyjaśnień i odpowiadania na pytanie.

Z ustaleń śledczych wynika, że dzwonił na lotnisko z imprezy urodzinowej w podwarszawskim Pomiechówku. Kiedy policjanci przybyli na miejsce, żaden z uczestników imprezy nie przyznawał się do winy. Zatrzymano więc w sumie 21 osób.

Okazało się, że telefon, z którego dzwoniono należał do Karola J.

Prokuratura postawiła J. zarzut wywołania fałszywego alarmu bombowego; połączenie z informacją o ładunku zostało wykonane z telefonu, który był zarejestrowany na niego.

Karol J. w trakcie zatrzymania był pijany, miał 2,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

W charakterze oskarżycieli posiłkowych występują port lotniczy w Modlinie i przewoźnik – linie lotnicze Ryanair. Reprezentujący przewoźnika adwokat Maciej Gniewosz powiedział dziennikarzom po rozprawie, że trwa "wyliczenia szkody". "Prawdopodobnie złożymy wniosek o naprawienie szkody przez oskarżonego" – dodał. Nie chciał ujawnić kwoty, powiedział jednak, że koszty są znaczące. Dodał, że wiążą się m.in. z przekierowaniem co najmniej czterech lotów z Modlina na warszawskie lotnisko im. Chopina. Nie wykluczył, że z roszczeniami mogą też występować pasażerowie, których loty były opóźnione lub przekierowane.

Proces rozpoczął się we wtorek przed Sądem Rejonowym w Nowym Dworze Mazowieckim. Karol J. odpowiada za fałszywy alarm bombowy, który ktoś wywołał w Wielkanoc, 27 marca w 2016 r., około północy. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

Świadek podkreślał, że to był pierwszy tego typu telefon w jego życiu. - Pamiętam, że rozmówca powiedział mi, że jest bomba na lotnisku. Byłem w szoku, zacząłem szukać kartki którą trzeba wypełnić w takiej sytuacji. Poprosiłem, żeby powtórzył. On jeszcze raz powiedział, że na lotnisku jest bomba i się rozłączył - relacjonował.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży