Krymskie wakacje coraz słabsze

Rosyjscy turyści nie chcą już wypoczywać na Krymie. Popyt na bilety i turnusy spadł o prawie jedną czwartą

Publikacja: 18.05.2016 10:07

Krymskie wakacje coraz słabsze

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Kto raz spróbował wypoczynku na anektowanym przez Rosję półwyspie, zazwyczaj już tam nie wraca, wybiera nowocześniejsze i lepiej przygotowane Soczi. Od podroży na Krym Rosjan odstraszają przerwy w dostawach prądu, niedobór wody, trudności z wjazdem i wyjazdem, drożyzna (ceny są wyższe niż w Moskwie) i niski standard usług turystycznych.

Jak podała gazeta "Kommiersant", o ile w 2015 roku na Symferopol przypadała połowa rezerwacji lotniczych w biurach podroży, o tyle obecnie jest to ok. 20–35 procent. – Spodziewaliśmy się takiego spadku po sezonie w 2015 roku. Infrastruktura półwyspu nie zapewnia jakości usług, jakie nasi turyści mają w Turcji czy Egipcie. Ci, którzy raz tam odpoczywali, nie chcą wybierać Krymu na regularne wakacje – przyznaje dyrektor firmy Soviaznoj-Travel Andriej Osincew.

Z kolei Siergiej Romaszkin, dyrektor biura Delfin, zwraca uwagę, że Krym zyskał gości dzięki wstrzymaniu sprzedaży wycieczek do Egiptu (zamachy) i Turcji (sankcje rosyjskie). – Nie więcej niż 20 procent z tych, którzy latali do Egiptu i Turcji, jest gotowych na wypoczynek w Rosji. A i tak nie na Krymie, ale w Soczi – podkreśla Romaszkin.

Krym ma w tej stawce najwięcej do nadrobienia. W momencie rosyjskiej aneksji w marcu 2014 r. Krym miał 467 sanatoriów i pensjonatów, 232 hotele, 92 dziecięce sanatoria i obozy lecznicze oraz 517 km plaż. Jednak ukraińska baza była w większości na sowieckim poziomie, przestarzała i niskiej jakości. Kreml policzył, że na rozwój turystycznej infrastruktury półwyspu wydać trzeba do 2020 roku około bilion rubli (dziś to 15,3 mld dolarów).

Zaraz po aneksji rosyjskie władze rozdzieliły krymskie domy wczasowe i sanatoria między swoje urzędy i wielkie firmy państwowe, a urzędnicy państwowi dostali polecenie, by urlopy spędzać nie w Egipcie, ale na Krymie.

Latem 2015 roku na półwysep napłynęła więc rekordowa fala blisko 5 mln gości, czyli o 15 procent więcej niż w roku aneksji. Jednak pojawiły się głosy krytyki i to na samej górze.

– Jakości turystycznych usług na Krymie trzeba poświęcić wiele uwagi. Gdy rozmawiam ze znajomymi, którzy stamtąd wracają, to nie wszyscy mają dobre wspomnienia co do jakości bazy wypoczynkowej i obsługi. To, co powinno być na poziomie międzynarodowym, nie jest nawet na poziomie rosyjskim – stwierdził premier Dmitrij Miedwiediew podczas spotkania prezydium rządu w maju 2015 roku.

Minęły dwa lata od aneksji. Pod koniec lutego tego roku Siergiej Aksienow, szef administracji Krymu, został przyjęty przez Władimira Putina. Zameldował, że głównym zadaniem sezonu 2016 roku jest „nie okłamywać naszego, rosyjskiego turysty". – Informacja ma być wiarygodna, w tym o godzinach pracy w kurorcie, z uwzględnieniem deficytu energii elektrycznej. Ponieważ daliście z wyprzedzeniem rozkaz Ministerstwu Energetyki, prace przy moście energetycznym przyśpieszyły i nie powinno być przerw w dostawach prądu w sezonie – zapewnił Aksienow. Most energetyczny z Rosją wciąż się przegrzewa, a awarie są spodziewane i przy podłączeniu drugiego.

Kolejną plagą Krymu pod rosyjskimi rządami jest niedobór wody. Chodzi o wodę w kanale Północno-Krymskim, który był zasilany wodami Dniepru, którą dostarczał do pól i winnic, i zaspokajał 85 procent potrzeb Krymu w wodę pitną. Wody zaczęło brakować zaraz po rosyjskiej aneksji.

– To spowodowało upadek biznesu 70 procent miejscowych gospodarstw. Na rynku pozostali tylko ci, którym udało się dowiercić do własnej wody i zainwestować w studnie, a to wcale nie jest tanie – wyjaśnił jeden z mieszkańców rejonu Dżankowskiego, który cierpi z powodu braku wody.

Jako część Ukrainy Krym był połączony z wodociągami w sąsiednich regionach. Po aneksji te połączenia zostały odcięte. W połowie lutego 2016 roku władze półwyspu wprowadziły stan podwyższonej gotowości, w związku z możliwym deficytem wody. W tej sytuacji coraz więcej Rosjan rezygnuje z wakacji na Krymie.

Kto raz spróbował wypoczynku na anektowanym przez Rosję półwyspie, zazwyczaj już tam nie wraca, wybiera nowocześniejsze i lepiej przygotowane Soczi. Od podroży na Krym Rosjan odstraszają przerwy w dostawach prądu, niedobór wody, trudności z wjazdem i wyjazdem, drożyzna (ceny są wyższe niż w Moskwie) i niski standard usług turystycznych.

Jak podała gazeta "Kommiersant", o ile w 2015 roku na Symferopol przypadała połowa rezerwacji lotniczych w biurach podroży, o tyle obecnie jest to ok. 20–35 procent. – Spodziewaliśmy się takiego spadku po sezonie w 2015 roku. Infrastruktura półwyspu nie zapewnia jakości usług, jakie nasi turyści mają w Turcji czy Egipcie. Ci, którzy raz tam odpoczywali, nie chcą wybierać Krymu na regularne wakacje – przyznaje dyrektor firmy Soviaznoj-Travel Andriej Osincew.

Pozostało 80% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał