Wstęp do Wenecji tylko za biletami?

Pomysł Ministerstwa Kultury ?i Turystyki bardzo się wenecjanom podoba, ?ale może go odrzucić ?Unia Europejska

Publikacja: 18.08.2014 02:26

Wstęp do Wenecji tylko za biletami?

Foto: archiwum prywatne, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz

Ilaria Buitoni, wiceminister kultury i turystyki w trzech ostatnich rządach, proponuje, by przybysze na jeden dzień do najpiękniejszego miasta świata wykupywali bilety, które będą również ważne w jednym dowolnie wybranym publicznym muzeum lub galerii sztuki. Zwolniona ma być młodzież poniżej 25 lat. Sugestii co do ceny nie ma, ale włoskie media domyślają się, że może chodzić o 15–25 euro.

„Miasto umiera. Trzeba na gwałt znaleźć środki, by ratować wenecjan, Wenecję i jej zabytki" – tłumaczy pani Buitoni, a przyklaskują jej wenecjanie. Chodzi o podreperowanie stanu kasy miejskiej, ale też dobranie się do kieszeni tych, którzy zostawiać pieniędzy w hotelach, restauracjach czy muzeach miasta na wodzie nie chcą, czyli jednodniowych przybyszy.

Ich liczba dramatycznie wzrosła, od kiedy zaczęły w Wenecji cumować horrendalne, dużo większe od Titanica 16-pokładowe wycieczkowce z 3,5 tys. pasażerów każdy. Ci ludzie śpią i stołują się na statku. A bywa, że te wycieczkowce, jeszcze większe od słynnej „Costy Concordii", która wpadła na skałę u wybrzeży wyspy Giglio, jednego dnia wypluwają z siebie 35 tys. turystów. Poza tym coraz więcej turystów, również z powodu cen hoteli, przybywa do Wenecji na jeden dzień, często z własną wałówką.

W ubiegłym roku w weneckich hotelach spało 8,2 mln osób, a liczbę przybyszów na jeden dzień szacuje się na 25 mln (88,5 proc. turystów w Wenecji to obcokrajowcy). Z badań wynika, że szczególnie jednodniowy turysta unika muzeów i galerii sztuki.

Dla wielu Wenecja przekształca się już nawet nie w skansen, ale w Disneyland

Jeśli pomysł się ziści, Wenecja będzie jedynym miastem na świecie, które pobiera opłatę od przybyszy za samą przyjemność bycia w nim (tym, którzy nocują w hotelach, doliczana jest specjalna „taksa pobytowa"). Dlatego były burmistrz, znany i bardzo popularny profesor filozofii Massimo Cacciari, przestrzega, że na wprowadzenie dodatkowych opłat może się nie zgodzić Unia.

Gdy za swej kadencji chciał wprowadzić „myto", czyli obłożyć dodatkowymi opłatami wszystkich, którzy przyjeżdżają do Wenecji ze stałego lądu po moście pociągiem, okazało się to niezgodne z unijnymi regulacjami. Z kolei przewodniczący regionu Veneto Luca Zaia podkreśla: – Nie możemy ograniczać biedniejszym dostępu do Wenecji, bo przecież nie wszystkich będzie stać na taki bilet. Sklepikarze i zrzeszenie weneckich biur turystycznych wskazują, że bilet byłby kolejną daniną nakładaną na turystów Przypominają, że ważny godzinę bilet na tramwaj wodny kosztuje aż 7 euro.

Jeszcze w 1966 r. Wenecja liczyła 120 tys. mieszkańców. Dziś zaledwie 58 tys., w tym tylko 35 tys. autochtonów. Reszta to przybysze związani z boomem turystycznym. Jeśli tak dalej pójdzie, w 2030 r. w Wenecji nie będzie wenecjan. Opuszczają miasto w tempie ?3 tysięcy rocznie. Ofiarą logiki szybkiego zysku i wypierania wszystkiego, co niezwiązane z turystyczną monokulturą i monogospodarką, padła tkanka społeczna. Lekarze, inżynierowie, krawcy, nauczyciele, urzędnicy szukają szczęścia poza laguną, a ich domy natychmiast przerabiane są na hotele, B&B czy pizzerie.

Dla wielu innych wprowadzenie biletów byłoby ostatnim, symbolicznym aktem przepoczwarzania się Wenecji już nawet nie w skansen, ale w kiczowaty Disneyland.

Najjaśniejsza Republika Wenecka praktycznie już dziś jest Disneylandem pożenionym z tłocznym, pełnym szmiry bazarem. Piękne pałace, muzea, place i mosty obrosły stoiskami z potwornym chłamem, na których można sobie sprawić kubki, ręczniki i ściereczki z napisem „Venezia" czy plastikowe maseczki karnawałowe i miniaturki bazyliki św. Marka – wszystkie made in China. Wszędzie najnowsze przeboje przemysłu tandety wciskają nachalni obcokrajowcy.

Jak powiedział prof. Cacciari, Wenecja jest dziś jednym wielkim kombinatem turystycznym, w którym „zły turysta" wypiera „dobrego", a sprzedaż biletów nie będzie niestety w stanie tego zmienić.

Ilaria Buitoni, wiceminister kultury i turystyki w trzech ostatnich rządach, proponuje, by przybysze na jeden dzień do najpiękniejszego miasta świata wykupywali bilety, które będą również ważne w jednym dowolnie wybranym publicznym muzeum lub galerii sztuki. Zwolniona ma być młodzież poniżej 25 lat. Sugestii co do ceny nie ma, ale włoskie media domyślają się, że może chodzić o 15–25 euro.

„Miasto umiera. Trzeba na gwałt znaleźć środki, by ratować wenecjan, Wenecję i jej zabytki" – tłumaczy pani Buitoni, a przyklaskują jej wenecjanie. Chodzi o podreperowanie stanu kasy miejskiej, ale też dobranie się do kieszeni tych, którzy zostawiać pieniędzy w hotelach, restauracjach czy muzeach miasta na wodzie nie chcą, czyli jednodniowych przybyszy.

Pozostało 82% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek