To wnioski z najnowszego raportu o jakości życia w 69 miastach na sześciu kontynentach przygotowanego przez Deutsche Bank na podstawie danych zaczerpniętych z Numbeo, największej na świecie bazy danych dotyczących kosztów i jakości życia, łączących „miliony raportów ze zautomatyzowanymi danymi rynkowymi”. Jak zastrzegają sami autorzy, na wyniki ich badań należy patrzeć raczej jak na wskazanie trendów niż analizę szczegółową pojedynczych wartości*.

Czytaj więcej

GUS: Prawie 18 milionów turystów w polskich hotelach. Co czwarty z zagranicy

Raport pokazuje, że globalna mapa kosztów życia została przerysowana. Nie przez jeden czynnik, lecz przez ich kombinację, w tym kursy walut, inflację po pandemii covidu, ceny mieszkań, geopolitykę i zmiany strukturalne. Autorzy zwracają uwagę, że coraz częściej zawodzą dawne opinie wynikające z intuicji o tym, które miasta są drogie, które tanie i gdzie wysokie pensje rekompensują koszty życia.

Szwajcaria i Tel Awiw na szczycie drożyzny

W kategorii najdroższych miast raport raport wskazuje przede wszystkim Zurych i Genewę. Za nimi są obecnie Tel Awiw, Nowy Jork i San Francisco. Jednocześnie Tokio –  wśród największych miast rynków rozwiniętych – wyróżnia się jako miasto wyjątkowo tanie.

Tel Awiw jest jednym z najwyrazistszych bohaterów raportu. Miasto przeszło drogę od drogiego, ale jeszcze nie skrajnie drogiego miasta śródziemnomorskiego, do pozycji jednego z globalnych liderów kosztów życia. Autorzy wiążą to m.in. z wpływem takich czynników jak mocny szekel, wpływ sektora technologicznego i obronnego w gospodarce Izraela, i skutkami konfliktów w regionie Bliskiego Wschodu. Tel Awiw wiedzie dziś prym, jeśli chodzi o ceny posiłków, mediów, samochodów, ubrań, korzystania z siłowni i McDonalda.

Dane szczegółowe dobrze to pokazują: Tel Awiw jest najdroższym miastem świata pod względem ceny zestawu w McDonaldzie, jest w pierwszej piątce cen sukienki letniej i dżinsów, ma drugie najdroższe media, drugą najwyższą cenę benzyny i drugą najwyższą cenę samochodu, a posiłek dla dwóch osób plasuje miasto na czwartym miejscu – po Zurychu, Nowym Jorku i Genewie.

Japonia – z symbolu drożyzny do jednego z najtańszych rynków rozwiniętych

Najciekawsza zmiana strukturalna dotyczy Japonii. W ujęciu siły nabywczej średnich zarobków, przy założeniu, że Stany Zjednoczone to 100, japoński poziom cen spadł z 173 w połowie lat 90., do 125 w 2012 roku, by dziś wynosić zaledwie 60.

Czytaj więcej

Polacy przodują w podróżowaniu. Szybko awansowali do europejskiej czołówki

„To nie jest drobna korekta, lecz pełna zmiana statusu Japonii. Jen spadł wobec dolara o 51 procent od 2012 roku, podczas gdy inflacja w Japonii wzrosła „tylko” o 20 procent. Efekt: Tokio jest dziś tanie w dolarach na tle innych wielkich miast rynków rozwiniętych” – czytamy we wnioskach z raportu.

Przykłady nie pozostawiają wątpliwości – posiłek dla dwóch osób w Tokio jest tańszy niż w Warszawie czy Pradze i stanowi tylko około 30 procent ceny takiego samego posiłku w Nowym Jorku. Wynajęcie trzypokojowego mieszkania w Tokio to około 27 procent kosztu najmu w Nowym Jorku – w 2026 roku wynosi 2361 dolarów miesięcznie, wobec 8873 dolarów w Nowym Jorku.

Europa Środkowa – to koniec „taniego weekendu”

Z polskiej perspektywy najważniejszy jest rozdział o wielkim skoku jaki wspólnie wykonały kraje Europy Środkowej. Raport pokazuje, że Warszawa, Praga i Budapeszt nie są już oczywistymi tanimi alternatywami dla Zachodu.

W ciągu dekady pensje netto wzrosły w Budapeszcie o 161 procent, w Pradze o 121 procent, a w Warszawie o 120 procent. W tym samym czasie czynsz za trzypokojowe mieszkanie wzrósł w Warszawie o 109 procent, w Pradze o 115 procent, a w Budapeszcie o 103 procent. Wzrosły też ceny mieszkań: w Warszawie o 127 procent, w Pradze o 152 procent, a w Budapeszcie o 209 procent.

Podobny ruch widać w usługach i konsumpcji: posiłek dla dwóch osób zdrożał w Warszawie o 117 procent, w Pradze o 98 procent, w Budapeszcie o 122 procent. Cappuccino w Warszawie i Pradze wzrosło po 99 procent, a w Budapeszcie o 151 procent.

Autorzy wymieniają pięć źródeł tej konwergencji: wykorzystanie funduszy strukturalnych Unii Europejskiej, ciasny rynek pracy i wzrost płac, umocnienie walut – korona czeska +15 procent, złoty +5 procent wobec dolara w dekadę – inflację po covidzie i napływ kapitału na rynek nieruchomości.

Zdaniem autorów wniosek jest prosty: Warszawa, Praga i Budapeszt nie są już „tanimi miastami” w dotychczasowym sensie. Są miastami z rosnącymi płacami, ale też coraz bardziej zachodnimi kosztami życia.

Warszawa w środku stawki, przed Paryżem, ale daleko za Pragą

Warszawa wypada w raporcie dwojako. Z jednej strony jej obraz potwierdza sukces gospodarczy regionu. Z drugiej – ujawnia koszt tego sukcesu.

W indeksie jakości życia Warszawa zajmuje 37. miejsce na 69 miast. To nie jest zły wynik, ale w Europie wypada raczej przeciętnie. Dla porównania: Praga jest na 19. miejscu, Lizbona na 33., Budapeszt na 44., Paryż na 43., a Londyn na 47. Warszawa wypada więc lepiej niż Budapeszt, Paryż i Londyn, ale wyraźnie gorzej niż Praga, Madryt, Amsterdam, Wiedeń, Monachium, Frankfurt czy miasta skandynawskie.

Czytaj więcej

Zrównoważony rozwój i odporność na kryzysy – Bruksela wskazuje kierunki dla turystyki

Struktura wyniku Warszawy pokazuje jej mieszany profil: dobre miejsce pod względem bezpieczeństwa – 13. pozycja, relatywnie dobry koszt życia – 23., umiarkowany czas dojazdów – 22., ale słabo wypada ochrona zdrowia – 63., zanieczyszczenie – 45. i klimat – 48.

To bardzo ważny sygnał: Warszawa nie przegrywa dziś wyłącznie ceną mieszkań czy poziomem dochodów. Przegrywa raczej elementami jakości życia, które nie poprawiają się automatycznie wraz ze wzrostem płac.

W rankingu wynagrodzeń netto Warszawa jest na 42. miejscu z miesięczną pensją netto 2221 dolarów. To wzrost o 120,2 procent w ciągu dekady i o 97,3 procent względem 2019 roku. Dla porównania - Praga jest 41. z 2348 dolarów, a Budapeszt 47. z 1770 dolarów.

Po uwzględnieniu czynszu Warszawa jest jednak już blisko Nowego Jorku w sensie dochodu rozporządzalnego po najmie według metodologii raportu. Warszawa zajmuje 38. miejsce z wynikiem 2268 dolarów, wobec 2194 dolarów w Nowym Jorku, który spada na 39. miejsce, bo bardzo wysokie czynsze zjadają tam znaczną część wysokich dochodów.

Na rynku mieszkaniowym Warszawa pozostaje daleko od najdroższych globalnych rynków (43. miejsce), ale dynamika wzrostu (127,1 procent w dekadę) jest bardzo silna.

W transporcie publicznym Warszawa wciąż wygląda relatywnie tanio. Miesięczny bilet kosztuje 29 dolarów, co daje 54. miejsce i wzrost jedynie o 3 procent w dekadę. Bilet jednorazowy kosztuje 1,17 dolara, co daje 46. miejsce.

To bardzo mocna różnica wobec Londynu, który według raportu ma najdroższy miesięczny bilet na świecie.

Internet również pozostaje tani. Miesięczny koszt internetu w Warszawie to 17,8 dolara, co daje dobre 60. miejsce. To jedna z kategorii, w których Warszawa nadal ma wyraźną przewagę nad Zachodem.

Dochód po odliczeniu czynszu staje się ważniejszy niż sama pensja

Raport bardzo mocno pokazuje, że wysokie płace nie wystarczają, jeśli ekstremalnie drogie są w danym mieście mieszkania.

W rankingu pensji netto prowadzi Zurych z 8363 dolarów miesięcznie, przed San Francisco – 7601 dolarów, Genewą – 7444 dolarów, Bostonem – 6258 dolarów i Nowym Jorkiem – 5534 dolarów.

Ale po odjęciu czynszu za trzypokojowe mieszkanie dla gospodarstwa dwóch pracujących osób ranking się zmienia. Na czele nadal są Zurych i Genewa, ale dalej San Francisco, Luksemburg i Boston. Nowy Jork spada na 39. miejsce, bo czynsze pochłaniają tam ogromną część dochodów. Autorzy piszą wręcz, że rynek mieszkaniowy USA jest najbardziej zróżnicowany na świecie.

Co ciekawe – zwracają uwagę autorzy – miasta, które łączą 10 pierwszych w jakości życia i 10 pierwszych w dochodach po odjęciu czynszu, to wyłącznie miasta europejskie: Luksemburg, Kopenhaga, Frankfurt, Genewa i Zurych. Żadne miasto amerykańskie nie spełnia obu warunków jednocześnie.

„To prowadzi do jednego z najważniejszych wniosków raportu: najbogatsze miasta niekoniecznie są najłatwiejsze do życia”.

Inflacja i waluty przestawiły światową hierarchię

Raport bardzo wyraźnie podkreśla wpływ kursów walut na zmiany oceny jakości życia. Dane są podawane w dolarach a przeliczenie na lokalną walutę potrafi radykalnie zmienić pozycję miasta.

W ostatniej dekadzie szekel izraelski umocnił się o 30 procent, co pomaga wyjaśnić awans Tel Awiwu w rankingu. Korona czeska wzrosła o 15 procent, złoty o 5 procent, a jen spadł o 37 procent. Peso argentyńskie niemal się załamało – minus 99 procent wobec dolara – dlatego Buenos Aires pozostaje tanie w dolarach mimo hiperinflacji krajowej.

Równolegle inflacja po pandemii koronawirusa silnie zmieniła ceny lokalne. Raport wskazuje ekstremalne przypadki, od końca 2019 roku w Argentynie inflacja wyniosła 3910 procent, w Turcji 829 procent, a w Egipcie 174 procent.

To bardzo ważne metodologicznie: raport nie opisuje po prostu „drożyzny” w sensie lokalnych odczuć mieszkańców. Opisuje koszty życia widziane przez pryzmat dolara – podkreślają autorzy.

Czytaj więcej

Siedem współczesnych cudów świata – rusza poszukiwanie nowych ikon turystyki

Koszyki drobnych wydatków pokazują duże procesy

Raport zawiera też wiele mniejszego kalibru, ale można powiedzieć bardziej praktycznych wskaźników.

W dziedzinie transportu publicznego najdroższy (miesięczny bilet) jest Londyn, a na kolejnych miejscach: Sydney, Nowy Jork, Melbourne i Auckland. Luksemburg pozostaje najtańszy, bo większość transportu publicznego jest tam nadal bezpłatna.

Najwyższe rachunki za podstawowe media ma Berlin – 410 dolarów miesięcznie dla mieszkania 85 mkw. Tel Awiw jest drugi ze stawką średnią 396 dolarów, Oslo trzecie –  384 dolarów, Londyn czwarty – 383 dolarów. Wysoko, bo na ósmym miejscu, jest tu też Warszawa z rachunkiem 342 dolarów.

Autorzy oszacowali też koszty randki w danym mieście. Najkosztowniejsza okazała się ta w Genewie, Zurychu, Tel Awiwie, Oslo i Kopenhadze. Najtaniej można ją było zorganizować w Indiach: w Delhi za 103 dolary, w Bangalore za 106 dolarów, a w Mumbaju za 115 dolarów.

Przedstawili też garść danych o takich drobnych przyjemnościach, jak kawa i wino. Najdroższe cappuccino jest w Zurychu, gdzie kosztuje 7,13 dolara, a także w Kopenhadze i Genewie. Warszawa jest z tym kosztem na 28. miejscu z ceną 4,55 dolara.

Najdroższe wino jest w Singapurze – 23,2 dolara, a najtańsze w Rzymie – 4,6 dolara. i Lizbonie – 5,7 dolara.

Konkluzja – stare podziały odchodzą do historii

Raport Deutsche Banku pokazuje świat, w którym koszty życia coraz mniej układają się według starego podziału: Zachód drogi, Wschód tani.

Japonia stała się tania przez słabego jena i niską inflację. Europa Środkowa stała się znacznie droższa dzięki wzrostowi płac, inflacji, silniejszym walutom i boomowi mieszkaniowemu. Tel Awiw wszedł do globalnej czołówki drożyzny. USA pozostają miejscem wysokich płac, ale wysokie czynsze – szczególnie w Nowym Jorku – coraz mocniej psują obraz dobrobytu.

Dla Polski najważniejszy wniosek brzmi: Warszawa przestała być tanim miastem peryferyjnym, ale nie stała się jeszcze zachodnim miastem wysokiej jakości życia. Jest raczej miastem szybkiej konwergencji: płace rosną, ceny mieszkań i usług rosną równie mocno albo mocniej, a przewaga kosztowa wobec Zachodu szybko się kurczy.

*Ograniczenia raportu

Najważniejsze ograniczenie dotyczy źródeł. Numbeo jest bazą crowdsourcingową, więc wyniki mogą być obarczone błędami, szczególnie w danych historycznych i pojedynczych kategoriach. Autorzy to uczciwie zaznaczają i proszą, by patrzeć na szerokie trendy, a nie skupiać się na pojedynczych wartościach.

Druga uwaga: wszystkie ceny są przeliczone na dolary. To świetne narzędzie dla inwestora, ekspaty, turysty albo firmy porównującej koszty globalnie, ale może zniekształcać lokalne doświadczenie mieszkańców, którzy zarabiają i wydają w walucie krajowej.

Trzecie zastrzeżenie - indeks jakości życia jest syntetyczny i częściowo subiektywny. Łączy siłę nabywczą, bezpieczeństwo, zdrowie, koszty życia, relację cen mieszkań do dochodów, dojazdy, zanieczyszczenie środowiska i jakość klimatu. To użyteczne, ale nie oddaje w pełni jakości instytucji, edukacji, kultury pracy czy stabilności politycznej.