Rekordowa liczba turystów z Polski w Grecji. Coraz więcej regionów chce skorzystać

Wiele greckich regionów, na przykład Półwysep Chalcydycki, Wyspy Egejskie Północne czy Macedonia Wschodnia i Tracja, jeszcze kilka lat temu zupełnie w Polsce nieznanych, dziś coraz skuteczniej konkuruje o polskich turystów - mówi szefowa GNTO na Polskę i Czechy Nikoletta Nikolopoulou.

Publikacja: 15.12.2023 12:10

Tylko do września i tylko samolotami przyleciało do Grecji ponad milion turystów z Polski

Tylko do września i tylko samolotami przyleciało do Grecji ponad milion turystów z Polski

Foto: Aleksander Kramarz

Od stycznia do końca września do Grecji przyjechało 1,05 miliona Polaków - poinformowała dyrektor Greckiej Narodowej Organizacji Turystycznej (GNTO) na Polskę i Czechy Nikoletta Nikolopoulou podczas grecko-polskich warsztatów branżowych, zorganizowanych przez firmy Tourism Media & Events i Boomerang, które odbyły się przedwczoraj w Warszawie (była to czwarta edycja tego wydarzenia).

W rzeczywistości liczba ta jest jeszcze większa, ujęto w niej bowiem jedynie dane z 16 lotnisk (w tym ze wszystkich 14 zarządzanych przez firmę Fraport), zaś nie uwzględniono jeszcze statystyk 25 portów lotniczych zarządzanych przez Grecki Urząd Lotnictwa Cywilnego (Hellenic Civil Aviation Authority), a także danych z ostatnich trzech miesięcy roku.

- To oznacza, że już we wrześniu pobity został rekord z najlepszego do tej pory roku 2019, kiedy do Grecji przyjechało około 990 tysięcy Polaków. Osiągnęliśmy imponujący wynik - podkreśla Nikoletta Nikolopoulou, dodając, że Polska kolejny już rok utrzymała wysoką piątą pozycję w rankingu najważniejszych rynków źródłowych Grecji.

Dyrektor zwróciła uwagę, że w ostatnich latach do siatki połączeń lotniczych dołączyło wiele nowych kierunków, np. Skiatos, Lesbos czy Samos, a Polacy chętniej wypoczywają w miejscach spoza polskiego „top 5”, a więc niekoniecznie na Krecie, Rodos, Korfu, Zakintos i Kos.

- Polacy coraz lepiej poznają Półwysep Chalcydycki, Epir, zachodni i południowy Peloponez, Wyspy Egejskie Północne czy Macedonię Wschodnią i Trację, które jeszcze kilka lat temu były w Polsce zupełnie nieznane. Regiony te zabiegają, by zaistnieć na polskim rynku i wejść do gry - mówi Nikoletta Nikolopoulou.

- To idzie w parze ze strategicznym celem Grecji, którym jest zrównoważony rozwój. Nie chcemy, by turystyka koncentrowała się w niektórych miejscach i porach roku, dlatego promujemy regiony i produkty mało znane, ale też bardzo atrakcyjne, także zimą - dodaje.

Macedonia Wschodnia i Tracja chce zawojować polski rynek

Z zamiarem promowania mniej znanych atrakcji przyjechało do Warszawy wielu uczestników tegorocznych warsztatów - regionów, organizacji turystycznych, hoteli i biur podróży. Ze specjalną prezentacją nowej kampanii promocyjnej pod hasłem „A hug full of Greece” wystąpiła (dzień przed warsztatami) Macedonia Wschodnia i Tracja.

Region ten gości głównie turystów z krajów bliskich - Turcji, Bułgarii, Rumuni i Serbii, ale liczy, że uda mu się zawojować również te dalsze, w tym Polskę.

- Przede wszystkim dlatego, że Polacy bardzo lubią Grecję, na naszą korzyść powinno zadziałać też to, że jesteśmy dla nich kierunkiem nowym. Już do nas przyjeżdżają, ale głównie na wyspę Tasos. To, co na lądzie, wciąż pozostaje terra incognita - mówi Georgios Panagopoulos z regionalnego Departamentu Turystyki.

I dodaje, że dziedzictwem regionu udało się zainteresować Belgów, którzy w zauważalnej już liczbie przyjeżdżają zwiedzać miejsca wykopalisk archeologicznych (jednym z najsłynniejszych jest starożytne miasto Filippi).

Panagopoulos zwraca uwagę, jak różnorodne są atrakcje turystyczne regionu, wymieniając m.in. nadmorski kurort Kawala - mekkę instagramerów i influencerów (ze względu na fotogeniczność), winny region Drama, w którym powstają „jedne z najsłynniejszych greckich win” i prężnie rozwija się enoturystyka, Ksanti - dawny ośrodek produkcji i handlu tytoniem, w którym zachowały się wspaniałe rezydencje kupców, z mieszaną, chrześcijańsko-muzułmańską populacją, często wskazywane jako przykład idealnego sąsiedztwa i harmonijnego współistnienia Greków i Turków, wreszcie Sufli - jedyne miejsce w Europie, w którym ręcznie, tradycyjnymi metodami produkuje się jedwab, kupowany m.in. przez domy mody Christian Dior czy Yves Saint Laurent.

Miłośników przyrody, ciągnie Panagopoulos, zainteresuje górzysta i dlatego w dużej części nietknięta wyspa Samotraka z tysiącami wodospadów i jezior, w których można zażywać kąpieli, przełom rzeki Mesta (gr. Nestos) wykorzystywany zarówno do pieszych wędrówek czy konnych przejażdżek, jak i spływów kajakowych i raftingu czy delta rzeki Ewro (gr. Evros) - druga największa w Europie, po delcie Dunaju w Rumunii, ostoja wielu gatunków ptaków, m.in. flamingów, pelikanów i kormoranów.

Co ważne, wszystko to można zobaczyć, nie wydając majątku. - W tym roku ceny w Grecji poszybowały. My jesteśmy daleko od wielkich centrów turystycznych, dlatego ceny są u nas stosunkowo niskie - np. trzyosobowy pokój można wynająć już za 30 euro - mówi Georgios Panagopoulos.

W warsztatach wzięli udział przedstawiciele 24 greckich regionów, miast, organizacji turystycznych,

W warsztatach wzięli udział przedstawiciele 24 greckich regionów, miast, organizacji turystycznych, linii lotniczych, biur podróży i hoteli

Nelly Kamińska

Jak city break, to w Salonikach

Zdaniem Marii Poulouktsi z Organizacji Turystycznej Salonik polscy turyści nie są wcale przesadnie oszczędni.

- Polska to dla nas bardzo atrakcyjny rynek, bo Polacy są dobrymi klientami - jeżdżą na wakacje i wydają pieniądze. Nie idą do restauracji, żeby zamówić sałatkę - zauważa Poulouktsi.

W Polsce Saloniki promują się jako kierunek city break (latem łączą je z Polską tanie linie lotnicze).

- To miasto bardzo dynamiczne, zasilane energią 100 tysięcy studentów, którzy tu mieszkają, z mnóstwem kawiarni i restauracji i świetną gastronomią, a także bardzo dobra baza wypadowa do okolicznych atrakcji, np. na Olimp czy Półwysep Chalcydycki - zachwala Poulouktsi.

Jak mówi, do końca roku Saloniki odwiedzi około 500 tysięcy turystów. Polacy mieszczą się w pierwszej dziesiątce, ale nie w samej czołówce.

- Wyniki polskiego rynku na razie nie są zadowalające, choć próbujemy coś na nim zdziałać. Pierwszą próbę podjęliśmy dwa lata temu, organizując podróż studyjną dla 20 dla dziennikarzy i touroperatorów. Udział w warsztatach to dopiero druga próba, więc być może na efekty musimy jeszcze poczekać. Sądzę, że potencjał jest, ale potrzebujemy jeszcze więcej lotów - uważa Maria Poulouktsi.

Turyści z antypodów odkryli Paros

Od kilku lat do Polski wysyła swoich przedstawicieli wyspa Paros, położona w archipelagu Cyklady między Mikonos a Santorynem, jednak brak bezpośredniego połączenia lotniczego utrudnia jej rozwinięcie skrzydeł na polskim rynku. Szanse na jego uruchomienie wzrosną po rozbudowie lotniska, która ma się zakończyć za około trzy lata.

- Wtedy zaczniemy przyjmować więcej czarterów, kto wie, może także z Polski, jeśli będzie zapotrzebowanie - mówi Eleni Tripolitsioti z Komisji ds. Turystyki i Rozwoju Paros.

Tripolitsioti uważa, że na korzyść Paros może zadziałać zatłoczenie pobliskich Mikonos i Santorynu, a także panująca na tych wyspach drożyzna.

- Santoryn nie jest może tak drogi jak Mikonos, ale jest dosłownie nabity turystami, zwłaszcza kiedy przypływają wycieczkowce, z których schodzą tysiące ludzi. Dlatego touroperatorzy zaczynają szukają dla tych wysp zamienników i najlepszym rozwiązaniem jest właśnie Paros, która, w przeciwieństwie do pozostałych wysp Cykladów, jest łatwo dostępna i ma świetny rozkład rejsów i lotów - nawet zimą są dwa promy i cztery loty dziennie z Aten. A na Mikonos czy Santoryn można od nas popłynąć promem na jednodniową wycieczkę - mówi Eleni Tripolitsioti.

- Mamy naprawdę ciekawą ofertę dla turystów. Można np. uprawiać sporty wodne, zwłaszcza kitesurfing, windsurfing i nurkowanie. Od paru lat dużą popularnością cieszą się wycieczki do winnic - mamy sześć dużych winnic i kilka mniejszych. Nasze wina uzyskały aż trzy certyfikaty PDO - Protected Designation of Origin - dodaje.

Na Paros przyjeżdżają głównie turyści z Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii i krajów niemieckojęzycznych, Polaków jest niewielu.

- Co ciekawe, mamy też sporo Amerykanów i Australijczyków, którzy odkryli nas w czasie pandemii, choć wcześniej, jak sami mówią, nawet nie słyszeli o Paros. Przylatują do Aten, na Mikonos lub Santoryn, a potem przesiadają się na prom. Wcześniej w ogóle nie mieliśmy turystów z tych krajów i nie wiemy, czemu przypisać ten nagły wzrost popularności. Prawdopodobnie zawdzięczamy go względnej łatwości podróżowania do Grecji w czasie pandemii i niewielkiej, w porównaniu z dużymi wyspami, liczbie zakażeń covidem - mówi Eleni Tripolitsioti.

Polacy biją na Krecie rekordy

Z tegorocznych wyników bardzo zadowolona jest Kreta, która do końca roku przyjmie rekordowe 6 milionów turystów (o 8 procent więcej niż w roku 2019), w tym 320 tysięcy Polaków.

- Ostatni sezon był wspaniały i to pomimo utraty tak ważnych dla Krety rynków jak Rosja i Ukraina. Na czwarte miejsce w rankingu, które zajmowała kiedyś Rosja, za Niemcami, Wielką Brytanią i Francją, teraz awansowała Polska. Od 2018 roku, nie licząc pandemii, polski rynek notuje stały wzrost, w tym roku wyniósł on 17 procent względem zeszłego - mówi szefowa Departamentu Turystyki Heraklionu Eleni Vougioukalaki.

Jak dodaje, wielu turystów przyjeżdża na Kretę ponownie.

- Kreta to wielka i bardzo różnorodna wyspa, potrzeba tygodni, by ją choć trochę poznać. Mamy plaże, rozległe i wysokie góry, jaskinie, wąwozy - coś, czego nie znajdzie się na małych wyspach. W porównaniu z nimi to właśnie różnorodność „robi różnicę” - mówi Eleni Vougioukalaki.

- Dziś już nie musimy przekonywać gości, by wyszli z hotelu i spróbowali czegoś poza plażowaniem. Sami chętnie idą w góry, zbierają oliwki czy biorą udział w lekcjach gotowania. Jedyne, co trzeba zrobić, to informować, jakie mają możliwości - mówi Vougioukalaki.

Jak dodaje, Polacy najbardziej gustują w plażowaniu, a zaraz po nim w jedzeniu.

- Dlatego chcemy mocniej promować w Polsce, i nie tylko tu, gastronomię i doświadczenia związane z jedzeniem. Niedawno świętowaliśmy włączenie Heraklionu do Sieci Miast Kreatywnych UNESCO w dziedzinie gastronomii (skupia ona miasta o bogatych tradycjach kulinarnych, wykorzystujące w swojej kuchni lokalne i sezonowe produkty spożywcze - red.). Wiele restauracji, hołdując zasadzie „farm to table”, zakłada ekologiczne farmy. Izba Handlowo-Przemysłowa Heraklionu organizuje szkolenia, których celem jest stworzenie platformy współpracy między branżą turystyczną a miejscowymi farmerami i wprowadzenie lokalnych produktów do hoteli. 50 procent gospodarki Krety to rolnictwo, drugie 50 procent to turystyka. Te dwa sektory mogą się świetnie uzupełniać i wspierać - mówi Vougioukalaki.

Z zamysłem zaproponowania Polakom „czegoś innego” zamiast tego, co już dobrze znają, przyjechał do Polski główny menadżer hotelu Elea Mare na Peloponezie Grigoris Pantelis.

- Plaża tuż przy hotelu, spokój, domowa atmosfera, którą Polacy bardzo lubią, galeria sztuki z dziełami miejscowych artystów i naszych gości, a wokół ciekawe zabytki, np. Monemwasia ze średniowiecznym zamkiem na skale, i autentyczne, nieturystyczne wioski, których mieszkańcy wiodą tradycyjne życie - zachwala swój obiekt Pantelis.

- Mamy gości głównie z Francji, Włoch, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Grecji. Są też goście z Polski, choć jeszcze nieliczni. Ale kilku Polaków kupiło domy w naszej wiosce, co było dla nas wskazówką, że się im tu podoba - dodaje.

Jest drożej, a Polacy i tak jadą

Nikoletta Nikolopoulou zwraca na koniec uwagę, że Polacy nie przestali jeździć do Grecji mino znaczącego wzrostu cen.

- To dowód, że cena nie jest dla Polaków jedynym kryterium, są jeszcze inne, równie ważne, takie jak jakość usług, gastronomia, natura, które sprawiają, że przedkładają oni Grecję nad inne kierunki - zauważa dyrektor.

Grecji nie zaszkodziły też katastrofalne pożary, m.in. na Rodos, z której trzeba było ewakuować 20 tysięcy turystów.

- Polaków nie było na Rodos może przez tydzień, potem znów zaczęli przyjeżdżać. Nie sądzę, aby takie wydarzenia mogły na dłuższą metę zmniejszyć napływ turystów. Co ważne, po tych doświadczeniach jesteśmy lepiej na nie przygotowani, mamy wypracowane procedury, jak szybko i sprawnie przeprowadzić ewakuację, wiemy, jak nie dać się zaskoczyć - kończy dyrektor.

Od stycznia do końca września do Grecji przyjechało 1,05 miliona Polaków - poinformowała dyrektor Greckiej Narodowej Organizacji Turystycznej (GNTO) na Polskę i Czechy Nikoletta Nikolopoulou podczas grecko-polskich warsztatów branżowych, zorganizowanych przez firmy Tourism Media & Events i Boomerang, które odbyły się przedwczoraj w Warszawie (była to czwarta edycja tego wydarzenia).

W rzeczywistości liczba ta jest jeszcze większa, ujęto w niej bowiem jedynie dane z 16 lotnisk (w tym ze wszystkich 14 zarządzanych przez firmę Fraport), zaś nie uwzględniono jeszcze statystyk 25 portów lotniczych zarządzanych przez Grecki Urząd Lotnictwa Cywilnego (Hellenic Civil Aviation Authority), a także danych z ostatnich trzech miesięcy roku.

Pozostało 94% artykułu
Popularne Trendy
Turystyka kulturowa i piłka nożna wypromują "Niemcy – kraj kultury i sztuki”
Popularne Trendy
Spot kampanii promocyjnej „Wrocław miasto przygody” nagrodzony
Popularne Trendy
Małgorzata Wilk-Grzywna wiceprezesem Polskiej Organizacji Turystycznej
Popularne Trendy
Grecja - prawie 5 milionów turystów więcej. Atakują Niemcy, rezygnują Rosjanie
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2024 - trendy i wyzwania
Popularne Trendy
20 milionów turystów w Małopolsce. „Magiczny próg” przekroczony
Popularne Trendy
Małgorzata Wilk-Grzywna kandydatką na wiceprezesa Polskiej Organizacji Turystycznej