W środę w Starostwie Tatrzańskim odbyło się spotkanie aktywistów z władzami powiatu i dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN).
Tatrzańskie konie na pastwiska
– My jako Zrzeszenie Organizacji Ochrony Zwierząt zaproponowaliśmy, że zostaniemy sami przewoźnikami i spełnimy wszystkie wymogi starostwa powiatowego, żebyśmy mieli prawo zaskarżyć akt prawa miejscowego wydawany przez starostę, który zabrania korzystania na tej trasie z pojazdów elektrycznych – zapowiedział prezes zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) Konrad Kuźmiński. Jak dodał, starosta miał podczas spotkania powiedzieć wprost, że nie widzi możliwości dopuszczenia na trasie przewoźników korzystających z pojazdów elektrycznych.
Czytaj więcej
Zakopane przeżywa weekendowe oblężenie. Liczba turystów jest nawet o 18 procent większa niż podczas ostatniego Sylwestra – ocenia Tatrzańska Izba G...
– Nasza organizacja otwiera działalność przewozową, z której dochód skieruje na ochronę środowiska i ochronę zwierząt w Tatrach – dodał Kuźmiński.
Aktywiści domagają się także, aby konie wykorzystywane obecnie do przewożenia turystów odkupił Tatrzański Park Narodowy (TPN) i, żeby wypasał je na górskich halach. Ich zdaniem park ma wystarczające możliwości finansowe, organizacyjne i przestrzeń, aby zapewnić zwierzętom godne życie do śmierci. Na trasie do Morskiego Oka pracuje około 300 koni.
Elektryczne fasiągi „zgodne z tradycją”
Na spotkaniu obecny był także Rafał Szlachta, dawny prezes Polskiej Organizacji Turystycznej (2020-2021), prezes Polskiego Związku Muaythai a od 2022 roku także
prezes Polskiej Organizacji Rozwoju Sportu i Turystyki. Tym razem jako reprezentant firmy Innovation AG przedstawił projekt elektrycznego pojazdu stylizowanego na tradycyjny wóz góralski, tzw. e-fasiąg. Jak mówił, pojazd został zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce z myślą o trasie do Morskiego Oka. Według niego producent nie chce sprzedawać pojazdów przewoźnikom, ale liczy na procent od ich przychodów.
Szlachta krytykował koszty elektrycznych busów wykorzystywanych obecnie na trasie i sfinansowanych z pieniędzy publicznych. Jego zdaniem za kwotę, którą TPN chce przeznaczyć na zakup 16 busów, można byłoby kupić około 80 e-fasiągów, a nie niemieckich busów po 1,5 miliona złotych.
– Jestem zdziwiony jako Polak i podatnik, za ogromne pieniądze kupuje się elektryczne busy, a nie wybiera się polskich pojazdów zaprojektowanych zgodnie z tradycją i historią tego regionu – mówił.
Szlachta zarzucił także, że warunki przetargu na zakup kolejnych pojazdów zostały sformułowane tak, że mogła je spełnić tylko jedna zagraniczna firma, choć – jak przekonywał – producentów tego typu pojazdów jest więcej.
TPN: W teatrze problemu nie rozwiążemy
Na trasie do Morskiego Oka od około roku wożą turystów cztery elektryczne busy kupione za 3,2 miliona złotych z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Pojazdy używane są przez TPN w ramach edukacji przyrodniczej, a kursują z Zakopanego do Włosienicy, znajdującej się przed Morskim Okiem, i na Palenicę Białczańską.
Dyrektor TPN Szymon Ziobrowski podkreślił, że park realizuje postanowienia listu intencyjnego podpisanego w lutym 2025 roku. Zgodnie z listem TPN ogłosił przetarg na zakup kolejnych 16 busów elektrycznych i wkrótce go rozstrzygnie.
Jak dodał, od 1 września, zgodnie z ustaleniami, TPN rozpocznie pilotaż nowej organizacji transportu, w ramach którego droga przejazdu wozów konnych zostanie skrócona do Wodogrzmotów Mickiewicza.
Jego zdaniem środowe spotkanie nie sprzyjało merytorycznemu rozwiązaniu problemu. – Nie da się w takiej atmosferze rozmawiać, nie da się w teatrze rozwiązać żadnej sprawy – ocenił, odnosząc się do zarzutów kierowanych wobec organizatorów transportu konnego.
Starosta tatrzański Andrzej Skupień również podkreślił, że model transportu wypracowany wcześniej ma przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo na bardzo ruchliwej drodze do Morskiego Oka.
– Kolejny raz mamy rozmowę, w której jedna strona nie słucha, a my musimy zrobić to odpowiedzialnie – powiedział.
Jak zaznaczył, połączenie ruchu pieszego, transportu konnego i samochodów służb ratowniczych i technicznych sprawia, że dokładanie kolejnych elementów transportu byłoby ryzykowne. Przypomniał, że obecny model jest wynikiem ustaleń, w których uczestniczyły m.in. samorząd, TPN, przedstawiciele woźniców i ministerstwo.
Czytaj więcej
Andrij Gawryliw, ukraiński influencer, który wjechał samochodem na trasę wiodącą do Morskiego Oka, odniósł się do sprawy w mediach społecznościowyc...
Starosta: Konie są pod kontrolą
Starosta podkreślił, że transport konny odbywa się pod kontrolą.
– Konie są pod kontrolą weterynaryjną. Jeżeli jeszcze dojdzie do skrócenia trasy, to na pewno nie będzie to żaden wysiłek dla zwierząt. Regulamin jest taki, że te konie wyjeżdżają dziennie maksymalnie dwukrotnie – wyjaśnił.
Według wyników corocznych badań weterynaryjnych i ortopedycznych koni większość zwierząt jest w dobrym zdrowiu. W tym roku badań nie przeszły tylko dwa spośród 282 badanych zwierząt. Twierdzeń o przeciążeniu koni nie potwierdziły także postępowania prokuratorskie. Według Głównego Lekarza Weterynarii przewozy zaprzęgami są legalne przy zachowaniu przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt. Przeciwko likwidacji transportu konnego opowiadają się m.in. naukowcy zajmujący się hodowlą koni i Polski Związek Hodowców Koni.
Z danych TPN wynika, że na trasie do Morskiego Oka nie odnotowano padnięcia konia z powodu przeciążenia. Na trasie padły wprawdzie trzy konie, ale nie było to spowodowane wysiłkiem, lecz nagłym zachorowaniem, w tym pęknięciem aorty i kolką żołądkową oraz zdarzeniem związanym ze spłoszeniem konia przez nisko przelatujący śmigłowiec ratowniczy.
Trasa z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka jest jedną z najpopularniejszych dróg turystycznych w Tatrach.