Small Planet przeprasza za spóźnienia

Tysiące klientów biur podróży ucierpiało w wyniku awarii samolotów czarterowej linii lotniczej w minionym sezonie turystycznym. Przewoźnik przeprasza swoich partnerów handlowych i zapewnia, że sytuacja się już nie powtórzy

Publikacja: 04.11.2016 11:30

Small Planet prowadzi kampanię "I'm sorry" - zamierza spotykać się z agentami turystycznymi i wyjaśn

Small Planet prowadzi kampanię "I'm sorry" - zamierza spotykać się z agentami turystycznymi i wyjaśniać przyczyny spóźnień. Na zdjęciu prezes Jarosław Jeschke

Foto: Filip Frydrykiewicz

Linia lotnicza Small Planet prowadzi kampanię poprawy wizerunku pod hasłem „I'm sorry" („Przepraszam"). W ten sposób chce zatrzeć złe wrażenie, jakie wywarły jej opóźnienia, czasem nawet kilkudniowe, podczas ostatnich wakacji. Najgorzej z tym było pod koniec czerwca, kiedy awarie wyłączyły w jednym czasie cztery maszyny przewoźnika ("Small Planet: Awaria zażegnana").

Podczas wczorajszego bankietu dla przedstawicieli biur podróży, portów lotniczych i agentów turystycznych, prezes Small Planet Jarosław Jeschke wyjaśniał, jak do tego doszło i jakie wnioski wyciągnęła jego firma.

Na początek pokazał statystyki spóźnień Small Planet sięgających powyżej 3 godzin. Podczas gdy w pierwszym półroczu 2015 roku było ich 49 (liczba spóźnionych „odcinków"), o tyle w tym samym okresie 2016 roku już 256. Drugie półrocze też przyniosło pogorszenie punktualności, ale już w mniejszej skali – 39 do 57 spóźnionych odcinków. – To wynik dramatyczny, nieakceptowalny – przyznał Jeschke.

No more aircraft from Russia

Jak do tego doszło? Small Planet zamówił przed sezonem cztery airbusy A321 w firmie leasingowej. Wszystkie miały pochodzić z floty używanej dotychczas przez rosyjskiego przewoźnika – Aerofłot. Przed wprowadzeniem ich na polski rynek, przewoźnik zamierzał odnowić ich wnętrza, w tym między innymi powiększyć liczbę foteli ze 172 do 220, i zrobić im przeglądy techniczne. Wtedy okazało się, że wcale nie stare, bo dziewięcioletnie, maszyny wymagają większych niż się spodziewano napraw. Jak opowiadał Jeschke, mechanicy odkryli, że samoloty nie przechodziły tak starannych przeglądów technicznych, jak powinny. Odkrywali też zardzewiałe części. – Książka serwisowa to było jedno, a stan samolotów drugie – opowiadał wczoraj zgromadzonym gościom.

Nowe części trzeba było sprowadzać z różnych magazynów, rozsianych w różnych miejscach Europy, a nawet ze Stanów Zjednoczonych.

To spowodowało duże opóźnienia we wprowadzaniu samolotów do floty Small Planet. I tak pierwszy z nich był opóźniony o dwa tygodnie, drugi o trzy, trzeci o sześć tygodni, a czwarty o dwa miesiące. Ten ostatni mógł być używany dopiero od 17 sierpnia, a pierwotnie miał być maszyną zapasową na cały sezon.

- No more aircraft from Russia (ang.: Nigdy więcej samolotów z Rosji) – podsumował półżartem Jeschke.

Przyznał, że błędem było zbyt późne sprowadzenie samolotów do Polski i zabranie się za ich remont do sezonu. – W reakcji na te wydarzenia wprowadziliśmy w naszej linii o wiele głębsze procedury przygotowania maszyn. Jesteśmy pewni, że tego błędu już nie popełnimy – deklarował.

Piloci zostają na zimę

Wymienił jeszcze trzy inne, choć mniejszego kalibru, przyczyny późniejszych kłopotów. Zaliczył do nich brak samolotu zapasowego, niedostateczną liczbę pilotów oraz zły wybór firm, które zajmowały się przeglądami samolotów i dostarczaniem części zamiennych do nich.

Jakie wnioski wyciągnął Small Planet z tej lekcji? Jeschke zapewnił, że w nowym sezonie turystycznym jego firma postawi na lotnisku w Katowicach samolot zastępczy, którego będzie można użyć w razie awarii którejś z maszyn, które będą woziły turystów na wakacje. Drugim takim samolotem Small Planet będzie dysponować w szczycie sezonu na lotnisku w Padeborn w Niemczech (Small Planet wykonuje też loty dla niemieckich biur podróży z koncernów TUI i Thomas Cook).

Co do kłopotów z załogami, Jeschke wyjaśnił, że brakuje na rynku pilotów. W związku z boomem lotniczym na świecie otworzył się dla nich ogromny rynek pracy. O pilotów biją się przewoźnicy z Europy, Azji i Bliskiego Wschodu. Wielu Polaków korzysta z tego, bo zarobki za granicą są wyższe. Small Planet zamierza zapobiec odpływowi pilotów i innych członków załóg, zapewnieniem im zatrudnienia przez cały rok, nie tylko w sezonie. – To historyczna decyzja – zapewniał prezes linii lotniczej.

W kwestii firmy serwisującej samoloty, Small Planet po prostu zmienił ją na trzy na inne.

Punktualność i jakość

Jak powiedział nam Jarosław Jeschke, chociaż opóźnienia będą kosztowały jego firmę kilka milionów złotych, Small Planet zakończy rok z dodatnim wynikiem finansowym.

W sezonie zimowym Small Planet będzie latał głównie dla biur podróży w Arabii Saudyjskiej (3 samoloty), Indiach (2), Kambodży (2) i Makao (1) oraz na Wyspach Kanaryjskich (3), w Polsce (2), Niemczech (2), Holandii (1), na Litwie (1), we Francji (1) i Wielkiej Brytanii (1).

Latem przyszłego roku w Polsce linia czarterowa będzie świadczyć usługi 10. samolotami (oprócz zapasowego), w tym sześcioma airbusami A 320 (180 foteli) i czterema A 321 (220 foteli), których bazy będą znajdowały się w Warszawie, Katowicach i Gdańsku. Jej klientami będą: Itaka, Grecos, TUI, Rainbow, Neckermann, Wezyr Holidays, 7islands, Rego-Bis i Exim Tours.

Jeschke zapowiedział, że w nowym roku celem firmy nie będzie duży wzrost, ale stabilność jej działalności. – Skoncentrujemy się na punktualności i na jakości. Zadbamy o klientów. Popracujemy też nad poprawą wizerunku – zakończył.

Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek