Tanie linie: czemu jest tak drogo

Dodatkowe, ukryte opłaty pobierane przez przewoźników mogą sprawić, że podróż z biletem za złotówkę będzie kosztować tyle, co w klasie biznes

Publikacja: 02.11.2012 08:40

Tanie linie: czemu jest tak drogo

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński

We środę Ryanair, który stał się już drugim po LOT-cie przewoźnikiem na polskim rynku, ogłosił nową promocję – siedem nowych kierunków z podwarszawskiego Modlina i bilety za złotówkę. W „złotówkową" cenę biletu włączone są już podatki i opłaty lotniskowe.

– Te bilety mogą ostatecznie okazać się bardzo drogie – ostrzega Magdalena Fijołek z serwisu rezerwacyjnego eSKY. pl. I wymienia listę dopłat, którymi obciążają pasażerów niskokosztowi przewoźnicy. Może się zdarzyć, że pechowy klient Wizzaira czy Ryanaira dopłaci do swojego biletu nawet tysiąc euro, czyli tyle, ile za bilet w klasie biznes w tradycyjnej linii lotniczej.

Dopłaty do biletów Ryanaira są tak skonstruowane, żeby pasażerowie nie musieli ich uiszczać – mówi „Rzeczpospolitej" Stephen McNamara z Ryanaira. – Zamiast tego jednak muszą honorować nasze zasady i warunki: podróżować bez bagażu, rejestrować się w sieci, drukować własne karty pokładowe.

Jeśli lecimy z niemowlęciem, w Ryanairze zapłacimy dodatkowo 20 euro. Jeśli oprócz torebki czy laptopa weźmiemy jeszcze jedną 15-kilogramową torbę, to w szczycie sezonu zapłacimy 100 euro, poza szczytem 80 euro. Torba cięższa o 5 kilogramów, czyli ważąca o 3 kilogramy mniej niż za darmo przewożona walizka u regularnych przewoźników, to wydatek nawet do 130 euro.

Najwięcej – bo 160 euro – zapłacimy za zmianę nazwiska na bilecie. – To wynika z „przedsiębiorczości" niektórych osób – tłumaczy Fijołek. - Zdarzało się, że podczas promocji masowo wykupowano najtańsze bilety i potem odsprzedawano je z zyskiem, zmieniając tylko nazwisko podróżującej osoby. Ryanair w ten sposób zabezpiecza się przed takimi praktykami.

Fijołek przyznaje, że często odbiera telefony od zrozpaczonych pasażerów, którzy zrobili rezerwację, ale nie mieli dostępu do drukarki. Grozi im wtedy dopłata 60 euro za brak wydrukowanej karty pokładowej.

Dodatkowe opłaty w Wizzairze też powodują, że cena biletu drastycznie rośnie. Kosztuje sama rezerwacja (od 18 do 36 złotych), opłata za bagaż (od 68 do 270 złotych za sztukę). Przelot niemowlaka to 113 złotych. Zmiana nazwiska natomiast jest znacznie tańsza niż u Ryanaira, bo wiąże się jedynie z wydatkiem 270 złotych. Te wszystkie opłaty są powszechne we wszystkich liniach, ale w przypadku Wizzaira dochodzi jeszcze „opłata za ochronę miejsca" – 360 złotych i gwarancja przylotu na czas – 45 złotych.

Wśród absurdalnych opłat Ryanaira wyróżnia się ta za niestawienie się na lotnisku – 100 euro. Przy cenie biletu w wysokości złotego podróż, której nie było, kosztuje wtedy wybitnie drogo. – W wykazie dopłat są jeszcze koszty transferu i warto je doliczyć do ceny biletu, bo one także podnoszą koszty podróży – radzi Magdalena Fijołek. Jej zdaniem takie podróże wcale tanie nie są.

Nie zmienia to faktu, że Ryanair jest już największą linią lotniczą na Węgrzech (błyskawicznie zareagował na upadek Malevu), na Litwie, w Hiszpanii (skorzystał na bankructwie Spanaira) oraz na Słowacji, która w ogóle nie ma narodowego przewoźnika. Blisko pozycji lidera jest w Belgii, w Irlandii oraz we Włoszech, a w Polsce w szybkim tempie goni LOT. Według wyliczeń portalu lotniczego Anna.Aero irlandzki przewoźnik wprawdzie jeszcze nie wyprzedził na rynku europejskim grupy Lufthansy, ale już ma największą tygodniową podaż miejsc w Europie.

Cenowa walka o pasażera

Dzisiaj do niskokosztowych przewoźników w Europie należy ponad jedna trzecia wszystkich europejskich przewozów lotniczych. Powoli wyczerpują się możliwości dalszej prostej ich ekspansji i po początkowych sukcesach, kiedy tanie linie dowoziły pasażerów np. do Szarm el-Szejk, jest już coraz mniej nowych miejsc, do których mogą trafić. Linie tradycyjne broniły się przed tańszą konkurencją mało skutecznie. Lufthansa ostatecznie poległa, choć stworzyła w 1997 roku własnego przewoźnika Germanwings, latającego m.in. między drugorzędnymi portami w Niemczech i resztą lotnisk europejskich.

Od strategii typowej taniej linii lotniczej zaczynał Air Berlin, który teraz, po przejęciu pakietu akcji przez Etihad z Abu Zabi, stał się „dorosłym" przewoźnikiem, wozi pasażerów nawet do Dubaju.

Najdłuższe trasy z linii niskokosztowych ma norweski Norwegian, który lata już na Bliski Wschód i do Afryki Północnej, coraz bardziej wkraczając na terytorium „regularnych" przewoźników.

Alex Cruz, prezes hiszpańskiej linii niskokosztowej Vueling, zapytany o przyszłość tego typu linii w Europie, mówi: My będziemy się rozwijać, a oni (linie tradycyjne) się kurczyć. Lecz wszystko wskazuje, że oba modele się do siebie zbliżają. Vueling, Norwegian i Air Berlin tworzą centra przesiadkowe. Inni przewoźnicy albo już sprzedają (easyJet), albo przymierzają się do sprzedaży biletów za pośrednictwem ogólnych systemów rezerwacyjnych (GDS). Jeszcze do niedawna szczycili się, że dlatego jest u nich tak tanio, że nie korzystają z tego typu dystrybucji.

Keith McMullan, "Aviation Economics"

Na podstawie obserwacji Ryanaira możemy dokładnie wywnioskować, jak będzie się zmieniała strategia niskokosztowych linii lotniczych. Gdy wzrost ruchu lotniczego wyhamuje z 14 proc. w latach 2009 – 2010 do 6 proc. w 2013 i 4 proc. w kolejnych latach, irlandzka linia pozostanie zapewne przy strategii niskich cen, ale w portach drugorzędnych, gdzie opłaty są bardzo niskie. Kiedy tylko zacznie latać na lotniska pierwszej klasy, które teraz robią wszystko, by przyciągnąć jakikolwiek ruch lotniczy, może pożegnać się z tanimi biletami. Ryanair już lata do Barcelony. I w przyszłości mniejszy nacisk będzie kładł na zwiększenie liczby pasażerów. W zamian będzie się starał wycisnąć jak najwięcej pieniędzy z każdego pasażera.

We środę Ryanair, który stał się już drugim po LOT-cie przewoźnikiem na polskim rynku, ogłosił nową promocję – siedem nowych kierunków z podwarszawskiego Modlina i bilety za złotówkę. W „złotówkową" cenę biletu włączone są już podatki i opłaty lotniskowe.

– Te bilety mogą ostatecznie okazać się bardzo drogie – ostrzega Magdalena Fijołek z serwisu rezerwacyjnego eSKY. pl. I wymienia listę dopłat, którymi obciążają pasażerów niskokosztowi przewoźnicy. Może się zdarzyć, że pechowy klient Wizzaira czy Ryanaira dopłaci do swojego biletu nawet tysiąc euro, czyli tyle, ile za bilet w klasie biznes w tradycyjnej linii lotniczej.

Pozostało 88% artykułu
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: W Grecji Mitsis nie do pobicia
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017 pomaga w pracy agenta
Turystyka
Kompas Wakacyjny 2017: „Strelicje" pokonały „Ślicznotkę"
Turystyka
Turcy mają nowy pomysł na all inclusive
Turystyka
Włoskie sklepiki bez mafijnych pamiątek