Według opublikowanego w tym tygodniu w Waszyngtonie "U.S. National Climate Assessment" zagrożone są przede wszystkim lotniska położone na wybrzeżach obu oceanów. Już teraz podczas silnych sztormów, przy 3,5 metrowej fali przypływu, zagrożony zalaniem jest w tych portach przynajmniej jeden z pasów startowych. Doświadczyły już tego nowojorskie porty. Podczas huraganu Sandy w 2012 roku czterometrowa fala przyboju zalała wszystkie trzy główne lotniska – Johna F. Kennedy'ego, LaGuardia i w Newarku. Lotnisko LaGuardia było nieczynne przez cztery dni. Na zachodnim wybrzeżu najbardziej zagrożone są lotniska w San Francisco oraz w Oakland.
Według raportu problemy te będą się powtarzać coraz częściej z powodu zmian klimatycznych. Przyczynią się do tego zarówno podnoszący się poziom oceanów jak i rosnąca liczba ekstremalnych zjawisk pogodowych.
- Huragan Sandy był dzwonkiem alarmowym – uważa Chris Oswald, wiceprezes ds. bezpieczeństwa w Airports Council International-North America.
Porty lotnicze czekać będą poważne inwestycje. Czeka je budowa dodatkowych wałów oraz instalowane dodatkowych systemów odwadniających oraz pomp.
Według raportu Białego Domu, w skali globalnej poziom morza wzrósł od 1880 roku o około 20 centymetrów. Do roku 2100 może jeszcze wzrosnąć o 30-120 centymetrów.
Raport ostrzega przed zagrożeniami dla całych regionów USA. W największym niebezpieczeństwie znajduje się południowa część Florydy, gdzie ogromne połacie gruntów położone są praktycznie na poziomie morza lub poniżej 2 m n.p.m. Obok położonych na półwyspie miast Miami i Tampa zalanie grozi także Nowemu Orleanowi, leżącemu w delcie Missisipi. Metropolie te czekają gigantyczne inwestycje, aby lepiej chronić się przed żywiołami.
Tomasz Deptuła z Nowego Jorku