Filip Frydrykiewicz: Pierwszy raz w historii Rainbowa, jego przychody przekroczyły 2 miliardy złotych. Gratuluję.

Grzegorz Baszczyński. prezes biura podróży Rainbow: Przekroczyły i to grubo – rok zakończymy z przychodami na poziomie 2,4 miliarda złotych, a to oznacza, że prawie podwoiliśmy obroty w stosunku 2021 roku! Obsłużyliśmy prawie 550 tysięcy klientów, czyli wysłaliśmy za granicę więcej turystów niż w 2019. I, moim zdaniem, pod względem wysłanych pasażerów tylko nam wśród trzech największych firm (dwie największe firmy to TUI Poland i Itaka, Rainbow jest trzecią – red.) udało się przekroczyć ten rekordowy 2019 rok.

Czytaj więcej

Rainbow: Sprzedaliśmy 20 procent więcej wycieczek na lato. Turcja wyprzedza Grecję

Jak udało się uzyskać tak dobre wyniki?

Widzę trzy główne powody. Po pierwsze sprzedawaliśmy – my i cały rynek – bardzo drogo. Dlaczego drogo? Bo musieliśmy cały czas ceną detaliczną gonić uciekający w górę kurs dolara i euro, a także rekordowe ceny paliwa. Podnosiliśmy ceny nieprzerwanie od wybuchu wojny w Ukrainie. Nie po to, żeby zarabiać więcej, ale żeby nie dopłacać do wysyłanych za granicę pasażerów.

Po drugie rzeczywiście sprzedaliśmy i wysłaliśmy więcej klientów.

A po trzecie, i może najważniejsze, bardzo rozbudowaliśmy swój produkt egzotyczny. W stosunku do 2019 roku praktycznie podwoiliśmy ofertę czarterową do Azji i na Karaiby, co przy dużo wyższej średniej cenie za osobę istotnie zwiększyło przychody spółki.

Czy zysk też będzie rekordowy? Swoje gratulacje z pierwszego pytania wyraziłem z lekkim przekąsem, bo wiem, że choć przychody rosły, to miniony rok nie był czasem powiększania przez touroperatorów zysków, niektórzy cieszyli się, jeśli nie dołożyli do interesu.

Zysk będzie mniej rekordowy (śmiech). Jak wspomniałem, z powodu rekordowo wysokich kursów walut i bardzo drogiego paliwa, praktycznie cały czas walczyliśmy, aby do naszych klientów nie dopłacać. I, o ile udało się nie dopłacać do tych, którzy kupowali w szczycie sezonu letniego, o tyle do tych, którzy kupowali w tak zwanym first minute, czyli od września 2021 roku do końca marca 2022 roku, dopłaciliśmy około 45 milionów złotych. Ceny dla nich kalkulowaliśmy bowiem przy kursie walut i cenach paliwa jeszcze sprzed wybuchu wojny w Ukrainie, czyli w okolicy 4 złotych za dolara i 800 dolarów za tonę paliwa, a płaciliśmy za nich wtedy, kiedy wyjeżdżali na wakacje, czyli w lipcu i sierpniu, płacąc za dolara po 5 złotych, a za tonę paliwa po 1400 dolarów.

Tym niemniej, jak na tak wyjątkowo niesprzyjające otoczenie, wypracujemy zysk, również uwzględniając nasze spółki zależne za granicą, w tym także biznes hotelowy.

550 tysięcy klientów to o 64 procent więcej niż w roku 2021. Czy byliście przygotowani na taki popyt?

Tak, byliśmy. Po pierwsze w miarę precyzyjnie udało nam się trafić z podażą, a po drugie byliśmy także gotowi operacyjnie na obsługę tego dużego, zaplanowanego ruchu, co jak wiemy nie udało się nam i generalnie branży w roku 2021.

Jakie kierunki wybierali wasi klienci?

Tu raczej nie odbiegamy od rynku – prym wiodły Turcja i Grecja, nieźle wyglądała także Tunezja i Chorwacja.

Turcja urosła potężnie. Nic w tym dziwnego, bo to w tej chwili kierunek, który w basenie Morza Śródziemnego za atrakcyjną cenę oferuje najwięcej. zarówno jeśli chodzi o jakość hoteli, jakość wyżywienia i jakość infrastruktury, a szczególnie położenie hoteli, najczęściej bezpośrednio przy plaży.

Ale hitem ostatnich miesięcy jest egzotyka, z której rekordy popularności bije Azja – latamy do Tajlandii (do Bangkoku i na Phuket) i na wietnamską wyspę Phu Quoc.

Wszystko szło świetnie?

Z naszego punktu widzenia na pewno rozczarowaniem była Gruzja, gdzie zawsze mieliśmy duży program zarówno pobytowy, jak i objazdowy, a ten uwzględniał także wycieczki po sąsiedniej Armenii i Azerbejdżanie. Po wybuchu wojny w Ukrainie te kierunki praktycznie zniknęły z oferty.

Bardzo stracił też Egipt, szczególnie w drugiej części sezonu, ale to pokłosie wprowadzenia przez tamtejszy rząd minimalnych cen na hotele, drogiego dolara (a za hotele płaci się tam w dolarach), no i wysokich cen paliwa, co przy czterogodzinnym, a więc stosunkowo długim przelocie, bardzo podnosi koszt wycieczki. Egipt stał się po prostu drogą destynacją, nie oferującą jednocześnie tak wysokiej jakości produktu, jak na przykład Turcja.

Wspominał pan o biznesie hotelowym, który rozwijacie od lat. Wprawdzie nie jest jeszcze imponujący, bo macie pięć hoteli z 630 pokojami, ale pierwszy raz zaznaczył się tak wyraźnie w wynikach finansowych spółki po trzech kwartałach. Wręcz nieproporcjonalnie do zysku z podstawowej, touroperatorskiej działalności.

Ta nieproporcjonalność jest tymczasowa, bo trzeba pamiętać, że bardzo istotnym kosztem jest tu amortyzacja nieruchomości, która wynosi tyle samo w każdym kwartale, także w czwartym, kiedy hotele są zamknięte i nie dają przychodu. Więc wynikowo w samym czwartym kwartale zanotujemy stratę.

Ale rzeczywiście, nie zmienia to faktu, że hotele znaczą coraz więcej w naszym bilansie i jesteśmy bardzo z tego zadowoleni. Zresztą to pierwszy rok w historii, kiedy wszystkie obiekty były otwarte i to od początku do końca sezonu, bo w 2019 mieliśmy tylko trzy hotele, a pozostałe budowaliśmy i otwieraliśmy już w trakcie pandemii.

Czytaj więcej

Grzegorz Baszczyński, Rainbow: Zapracowaliśmy sobie na tytuł "króla egzotyki"

Znacznie wzrosły apetyty Rainbowa na egzotykę, o czym rozmawialiśmy we wrześniu. Okazało się jednak, że zbyt optymistycznie oceniliście rynek – z Gdańska miały latać dreamlinery w czterech kierunkach, ostatecznie udało się utrzymać tylko jeden, a i to jedynie przez sześć tygodni. W styczniu z tego portu nie poleci już żaden.

Przeszacowaliśmy popyt, zwłaszcza na grudzień, ale absolutnie nie zgadzam się, aby przedstawiać to w kategorii porażki. Uważam, że odnieśliśmy ogromny sukces podwajając naszą ofertę egzotyczną i jesteśmy niekwestionowanym liderem w tym segmencie rynku. Oferujemy przecież bardzo bogaty program lotów czarterowych z Katowic i z Poznania, a z samej Warszawy nasze dreamlinery latają do siedmiu destynacji, nie wspominając o rozbudowanej ofercie lotów mniejszymi, wąskokadłubowymi samolotami, m.in. do Kenii, Zanzibaru, Dubaju, Jordanii.

Ale Gdańska nie odpuszczamy – będziemy chcieli tam powrócić w przyszłym roku, być może z inną, nieco przeformatowaną ofertą.

Gdyby więc miał pan podsumować krótko mijający rok, to jakich przymiotników by pan użył?

To bym powiedział „wyzwanie”, choć wiem, że to nie przymiotnik (śmiech).

Rzeczywiście ogromnym, wyzwaniem było zarządzanie biznesem przy tak ogromnej zmienności całej masy czynników, które tak mocno wpływają na naszą branżę. W styczniu mieliśmy jeszcze falę covidu w postaci Omikrona, w lutym wybuch wojny, który spowodował strach i kompletny brak sprzedaży w marcu, w kwietniu i maju rekordowe ceny paliwa, a w lipcu i sierpniu najdroższego dolara w historii. We wrześniu z kolei prasa trąbiła o zimie bez ogrzewania, a w październiku o recesji, która zmiecie nas wszystkich z powierzchni. Proszę mi wierzyć – planowanie i prawidłowa egzekucja tych planów w takich czasach to naprawdę wyzwanie.

Wiemy już z raportu Rainbowa, że pierwsze miesiące sprzedaży wyjazdów na lato 2023 roku przyniosły 20 procent wzrostu, porównując wyniki rok do roku. Co to mówi o rynku i perspektywach na cały rok? Czy Rainbow planuje rosnąć, jeśli tak to na jakich kierunkach i produktach?

To czy urośniemy czy nie, w dużej mierze zależy od tego, co się będzie działo na rynku, a my jak co roku musimy mieć elastyczny program i być przygotowanym zarówno na wzrost jak i na spadek popytu. W naszym otoczeniu makro mamy kilka istotnych zjawisk, z których część będzie ten popyt wspomagać, a część nie. Do kategorii największych ryzyk dla branży na pewno należy zaliczyć wojnę w Ukrainie, która przecież od roku w ogromny sposób wpływa na cały świat w wielu sferach życia, z ekonomią na czele. Mamy też inne negatywne zjawiska, na przykład inflację, czyli spadek siły nabywczej wynagrodzeń Polaków i wysokie stopy procentowe. Jest też na horyzoncie widmo prognozowanej przez wielu ekspertów recesji, chociaż w taki scenariusz akurat nie do końca wierzę, spodziewam się raczej spowolnienia gospodarczego, które nie powinno jednak drastycznie wpłynąć na możliwości finansowe naszych potencjalnych klientów.

Ale są też i pozytywy, jak spadające ceny paliw i umacnianie się złotówki. Co prawda daleko nam jeszcze do „przedwojennych” poziomów, czyli dolara poniżej 4 złotych, ale zobaczymy. Te dwa czynniki w średnim terminie będą powodować obniżanie cen wycieczek, a to zawsze jest dobre dla konsumentów.

No właśnie, może już czas ogłosić przecenę? Wakacje zagraniczne są teraz drogie, jak chyba jeszcze nigdy. Zwracają na to uwagę agenci turystyczni.

Dobrze pan trafił z tym pytaniem - w tym tygodniu startujemy z naszą wyjątkowo atrakcyjną akcją „second minute”, w ramach której obniżymy istotnie ceny na 70 – 75 procent naszej oferty. Miejscami rabat dochodzi nawet do 1000 złotych na osobę.

Jeśli mielibyśmy prognozować, dokąd w 2023 roku pojadą klienci Rainbowa, to jakie kierunki pan wymieni, co sprzedaje się najlepiej?

Postawiliśmy w tym roku na Tunezję, bardzo powiększyliśmy tam program, zakontraktowaliśmy wiele nowych hoteli i okazało się, że trafiliśmy w punkt. Sprzedaż jest rewelacyjna, zresztą, jak słyszę od kolegów z konkurencji, nie tylko u nas. Rzeczywiście jesteśmy na ten wzrost zainteresowania Tunezją przygotowani.

Kolejny rok z rzędu dobrze sprzedaje się Turcja, ale tu znów, jak w poprzednim roku, mam wrażenie, że nadal mamy tego towaru za mało. Nasz program turecki urośnie w tym roku o 40 procent, ale popyt jest taki, że myślę, że moglibyśmy go sprzedać jeszcze więcej.

Negatywnym zaskoczeniem jest z kolei Bułgaria. Tam też powiększyliśmy program, ale wyniki sprzedaży są takie sobie, być może więc wzrostu jednak nie będzie.

Mówiłem wcześniej o Egipcie, że przestał być tani, a więc i atrakcyjny, na tle innych kierunków. To widać, niestety, też w marnej przedsprzedaży na tegoroczne lato.

Świetna sprzedaż w 2022 i upadek, a w każdym razie radykalne ograniczenie, ruchu turystów z Rosji i Ukrainy, powoduje, że biura podróży z tamtych rynków próbują ekspansji w Polsce i innych krajach Europy Wschodniej. Taki ruch zapowiada biuro podróży Orex (jest własnością tureckiej grupy Anex, która straciła dużą część rynku w Rosji) i nowe w Polsce ukraińskie biuro Join UP!. Czy jest dla nich miejsce?

Jak w każdej branży – miejsce jest dla każdego, o ile wykaże dość determinacji i cierpliwości, żeby na tym rynku zaistnieć i urosnąć z sukcesem. Potrzeba na to przynajmniej kilku lat i sporego przygotowania finansowego, bo żeby szybko rosnąć trzeba być gotowym na dopłacanie do biznesu. Nie umiem powiedzieć, czy wskazani przez pana touroperatorzy taką determinację mają.

Czytaj więcej

Ranking biur podróży. Którzy touroperatorzy zarobili najwięcej?

Czy decyzja Rainbowa o nielataniu z Radomia w sezonie letnim 2023 była słuszna? Konkurencja, która zapowiedziała takie loty twierdzi, że sprzedają się całkiem nieźle, liczy na przyciągnięcie nowych grup klientów, a częściowo na uniezależnienie się od Lotniska Chopina.

Nigdy nie byłem zwolennikiem Radomia, o ile miałby być przymusową alternatywą dla Warszawy. Jeśli natomiast popatrzymy na ten port jako jedno z wielu lotnisk regionalnych z tzw średniej półki, takich jak Lublin, Bydgoszcz, Łódź czy Szczecin, to ja nie mam z tym problemu. Latamy z Lublina, Bydgoszczy i Łodzi, będziemy latać i z Radomia. Pamiętajmy, że mówimy zwykle o dwóch, trzech rejsach w tygodniu więc nie wyolbrzymiajmy problemu.

Czy po sezonie 2023 Rainbow utrzyma pozycję trzeciego pod względem wielkości biura podróży w Polsce, czy ustąpi tego miejsca Coralowi Travel, który w ostatnich latach szybko się rozwija i w 2021 roku przegonił Rainbowa w liczbie klientów (368 tysięcy wobec 335 tysięcy) i tę przewagę utrzymał w 2022 roku (600 tysięcy wobec 550 tysięcy)?

A skąd taki pomysł?! Nasze trzecie miejsce jest niezagrożone i nie sądzę, żeby to się zmieniło po tym roku. W 2022 roku mieliśmy 2,4 miliarda złotych przychodów, a Coral Travel informował o 1,7 miliarda złotych, no i podwoiliśmy obroty z roku 2021, chyba więc nie da się rosnąć szybciej! Raczej więc gonimy Itakę (według szacunków z września, obroty Itaki w 2022 roku miały wynieść 2,7-2,8 miliarda złotych, a liczba klientów 730-750 tysięcy – red.), niż uciekamy Coralowi.