Bilet kosztuje 9 euro i można z nim jeździć przez cały miesiąc po kraju kolejami regionalnymi, a po miastach wszystkimi środkami komunikacji miejskiej. Wprowadzono go 1 czerwca i od razu zyskał klientów. Jego inauguracja zbiegła się z weekendem zielonoświątkowym, co przełożyło się na wyjątkowo duże zainteresowanie podróżami.

Czytaj więcej

Niemcy: Lokalne jest piękne. Wpadnij na kilka dni i się przekonaj

Każdego dnia po Niemczech jeździło około 400 pociągów, które były przeładowane. W efekcie kolejarze musieli czasem odmawiać przyjęcia pasażerów na pokład wagonów albo zakazywać wprowadzania do nich rowerów. Taką informację przekazał wiceprezes rady zakładowej Deutsche Bahn Regio Rafl Damde.

Dziennie pojawiało się około 700 zgłoszeń dotyczących przepełnienia, problemów z pasażerami albo zakłóceń w centrum operacyjnym. To o wiele więcej niż w normalny weekend, a nawet w świąteczny przed wybuchem pandemii – pisze gazeta „Handelsblatt” w swoim elektronicznym wydaniu.

Jak relacjonują kolejarze, nie obyło się bez potyczek słownych z pasażerami. - W okresie Zielonych Świątek bilet za 9 euro doprowadził pracowników kolei do granic wytrzymałości – mówi Martin Burkert, wiceprezes Związków Zawodowych Pracowników Kolei i Transportu. Chociaż przyznaje, że mimo problemów wielu pasażerów okazało solidarność z obsługą.

Prezes Niemieckiego Związku Przedsiębiorstw Transportowych Ingo Wortmann mówi, że pracownicy transportu liczyli się ze wzmożonym ruchem. Firmy i podróżni dobrze się przygotowali. Na trasach typowo turystycznych pociągi były faktycznie przeciążone, a na niektórych dworcach – chodzi o te duże, przesiadkowe, jak w Kolonii, Hamburgu czy w Berlinie - trzeba było ograniczyć możliwość wejścia na peron.