Rząd Stanów Zjednoczonych przeznaczył 50 miliardów dolarów na ratowanie branży lotniczej – donosi CNN. Pieniądze te wystarczą na pół roku. Szefowie linii spodziewają się, że po kryzysie oferta skurczy się, podobnie jak popyt, i to na dłuższy czas. – Jeśli powrót do normalności będzie przebiegał tak wolno, jak się tego obawiamy, to nasza firma i zespół będą musiały być mniejsze niż dziś – ocenili w komunikacie wysłanym pracownikom dyrektor zarządzający United Airlines Oscar Munioz i prezes tej linii lotniczej Scott Kirby.

CZYTAJ TEŻ: Linie lotnicze nie przetrwają bez pomocy

Amerykańska branża zatrudnia około 750 tysięcy ludzi, część z nich będzie musiała pożegnać się z pracą. Setki maszyn niemal na pewno będą uziemione, co oznacza mniejszą liczbę połączeń, miejsc w samolotach i wyższe ceny.

Amerykańska branża przeżyła już jeden szok, w wyniku którego doszło do fuzji i przejęć. Po zamachach z 11 września 2001 roku przewoźnicy tacy jak Continental, Northwest i US Airways weszli w skład dużych grup – American, United, Delty i Southwest. To właśnie one kontrolowały w zeszłym roku 80 procent ruchu w Stanach Zjednoczonych (liczonego jako liczba wylatanych mil). Pozostałe 20 procent należało do Spirit, JetBlue i Allegiant, które sprzedawały bilety w niższych cenach, dzięki czemu duzi gracze również oferowali korzystne taryfy.

CNN przypomina, że po wrześniowych zamachach branża czekała trzy lata na powrót do normalności, po kryzysie gospodarczym z 2008 roku odbudowanie ruchu pasażerskiego do wartości z 2007 roku trwało pięć lat. Niektórzy przewidują, że może ponownie dojść do fuzji dwóch głównych graczy, co oznaczałoby przejęcie kontroli nad większą częścią rynku. Co prawda mogą pojawić się obawy o otrzymanie zgód ze strony urzędu antymonopolowego, ale ekspert do spraw transportu i wykładowca na Uniwersytecie DePaul w Chicago, Joe Schwieterman, mówi że mimo zastrzeżeń tej natury, konsolidacje są realne.

ZOBACZ TAKŻE: United Airlines wysyłają pilotów na miesięczny urlop

– Istnieje wiele branż, w których jest tylko trzech, a nawet dwóch głównych graczy – podkreśla. Może też dojść do upadku przewoźników niskokosztowych i przejęcia ich przez większe linie. CNN wskazuje na jeszcze inną możliwość – część firm wycofa się z mniej rentownych rynków. Jedno jest pewne – dla pasażerów oznacza to mniejszy wybór, bo nawet jeśli wszystkim uda się przetrwać kryzys, w najbliższej przyszłości podaż na pewno będzie mniejsza.