Wymóg ograniczenia emisji dwutlenku węgla nadał nowy ton debacie o komforcie podróżowania. Krytyka luksusowych podróży koncentruje się przede wszystkim na ich niskiej efektywności – na tej samej powierzchni klasy biznes w samolocie mieści się zwykle trzy, cztery razy mniej pasażerów klasy ekonomicznej. Jak zauważa brytyjski dziennik „The Guardian”, w przeliczeniu na jednego podróżnego oznacza to nawet czterokrotnie większy ślad węglowy na tej samej trasie.
Czytaj więcej
Wizz Air wprowadza nową usługę WIZZ Class. W jej ramach pasażer może liczyć na wolny fotel obok s...
W realiach narastającego „wstydu z latania” (flygskam) zbieranie przestrzeni przez jednego pasażera sprawia, że segment premium stał się łatwym celem krytyki.
Prezes Wizz Aira: Klasa biznes? To nieodpowiedzialne
Jednym z najbardziej wyrazistych krytyków jest József Váradi, prezes niskokosztowej linii lotniczej Wizz Air. Nazywa on klasę biznes anachronizmem. Jak ostatnio podał inny dziennik z Wysp Brytyjskich „The Telegraph”, Váradi postuluje całkowite jej zakazanie na trasach, które można pokonać do trzech godzin. Argumentuje, że w czasach kryzysu klimatycznego przewożenie mniejszej liczby ludzi na tej samej powierzchni jest nieodpowiedzialne.
Tradycyjni przewoźnicy nie zamierzają jednak składać broni i przedstawiają kontrargument oparty na ekonomii całego systemu. Lufthansa, British Airways czy Air France KLM wskazują, że wysokie marże z biletów klasy biznes finansują nie tylko luksus dla nielicznych. Jak podkreśla Benjamin Smith, szef grupy Air France KLM w wywiadzie dla holenderskiego portalu Luchtvaartnieuws, to właśnie zamożny pasażer, płacąc za bilet premium, współfinansuje transformację energetyczną całego sektora. Bez jego pieniędzy linii nie byłoby stać na zakup ekologicznego paliwa SAF (sustainable aviation fuel), które pozostaje kluczowym, choć znacznie droższym od konwencjonalnego, elementem walki z zanieczyszczeniem atmosfery dwutlenkiem węgla. Statystyki branżowe pokazują, że klasa biznes może generować nawet czterdzieści do pięćdziesięciu procent przychodów na długich trasach, przy zajęciu zaledwie 10-15 procent miejsca na pokładzie.